Recenzja spektaklu: „Polityka”, reż. Eugeniusz Korin

W starym teatrze
Jeśli „Politykę” w ogóle oglądać, to dla Hanny Śleszyńskiej, która w roli sprytnej panny Franciszki, kucharki awansowanej na sekretarkę ministra, naprawdę bawi.
Hanna Śleszyńska (z lewej) i Joanna Żółkowska w farsie z międzywojnia
Jacek Domiński/Reporter

Hanna Śleszyńska (z lewej) i Joanna Żółkowska w farsie z międzywojnia

Lata 20. XX w., Polska jest świeżo po odzyskaniu niepodległości, tworzą się zręby nowego, demokratycznego państwa, o jego kształt walczą w sejmie dwa wrogie stronnictwa: postępowe i konserwatywne. Przedstawicielką pierwszego jest posłanka Jadwiga Łazańska (chodząca zamaszystym krokiem i nerwowo paląca papierosy Małgorzata Socha) – szlachcianka, która obok portretu przodków wiesza podobiznę Marksa i walczy o uwłaszczenie chłopów. Drugie reprezentuje poseł Adolf Burski (mówiący tubalnym głosem Rafał Królikowski). Kiedyś mieli się ku sobie, ale rozdzielił ich jego wyjazd i plotki o małżeństwie. Zanim się znów zejdą, autor zafunduje nam aferę korupcyjną i kilka słabych bon motów o politykach, biznesmenach i łapówkach. Sztuczka Perzyńskiego z 1919 r., sama w sobie schematyczna i mało zabawna, w reżyserii Korina dodatkowo niemiłosiernie się wlecze. Część scen oglądamy niczym film w starym kinie – na ekranie, z taperem, który niestety nie tylko gra, ale też – chyba w trosce, żeby widz się nie zmęczył – czyta napisy. Aktorstwo również jest rodem ze starego kina, przerysowane do bólu. Jeśli „Politykę” w ogóle oglądać, to dla Hanny Śleszyńskiej, która w roli sprytnej panny Franciszki, kucharki awansowanej na sekretarkę ministra, naprawdę bawi.

Włodzimierz Perzyński, Polityka, reż. Eugeniusz Korin, Teatr 6. piętro

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną