Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Teatr

Turandot z planety Arrakis

Recenzja spektaklu: „Turandot”, reż. Karolina Sofulak

„Turandot”, reż. Karolina Sofulak „Turandot”, reż. Karolina Sofulak Edyta Dufaj
Ciekawa koncepcja i wykonanie.

Księżniczka Turandot, jak samo imię wskazuje, nie jest Chinką. Chiński sztafaż w tej ostatniej, niedokończonej operze Pucciniego jest zresztą o wiele mniejszy niż japoński w „Madame Butterfly”. Liczą się tu przede wszystkim emocje. Sama opowieść wywodzi się z perskiego poematu, francuskiej baśni i włoskiej komedii dell’arte, wielonarodowość wpisana jest więc wręcz w jej historię. Pierwotnie Turandot miała wywodzić się z ludów słowiańskich, a przypisana jej była planeta Mars. Reżyserka krakowskiego spektaklu wykorzystała to, by wraz z autorką scenografii i kostiumów Iloną Binarch stworzyć pustynny krajobraz kojarzący się zarówno z Marsem, jak i z planetą Arrakis z „Diuny” Franka Herberta, jest to więc trochę opera fantasy.

Giacomo Puccini, Turandot, reż. Karolina Sofulak, Opera Krakowska

Polityka 15.2022 (3358) z dnia 05.04.2022; Afisz. Premiery; s. 81
Oryginalny tytuł tekstu: "Turandot z planety Arrakis"
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Dołączam

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >