Recenzja wystawy „Rygalik. Istota rzeczy”

Ornament to zbrodnia
Świetnie zaaranżowana wystawa z doskonałym katalogiem.
Tomek Rygalik, Raw, Moroso, 2006 r.
Studio Rygalik/materiały prasowe

Tomek Rygalik, Raw, Moroso, 2006 r.

Muzealne wystawy monograficzne organizowane designerom należą w Polsce (choć nie na świecie) do prawdziwych rzadkości. A jeżeli ów projektant nie skończył jeszcze 40 lat... – to już ewenement. Ale Tomek Rygalik to krajowa ekstraklasa i jeden z nielicznych, którym udało się zaistnieć w międzynarodowym obiegu, a prace dla legendarnej, ekskluzywnej włoskiej firmy Moroso są tego najlepszym przykładem. Projektuje przede wszystkim meble, najczęściej krzesła. Siedzenie, oparcie, cztery nogi. Czy można tu wymyślić coś nowego? Raczej nie, ale można przypominać stare, zapomniane prawdy. O pięknie prostoty i harmonii, o potrzebie użyteczności i wygody, o czymś takim, jak lekceważona dziś subtelna elegancja. Rygalik z nikim się nie ściga. Stara się raczej docierać do owej tytułowej „istoty rzeczy”. Choćby dwa z jego przemyśleń powinien sobie powiesić nad biurkiem każdy projektant. „Trudno znaleźć rację bytu dla rzeczy, które mają nas jedynie zadziwiać swoją spektakularnością”. Oraz „Oszczędność subtelnie działająca na emocje – to uważam za najwyższą szkołę jazdy”. W czasach wszechobecnego krzykliwego efekciarstwa jego wzory są jak balsam na skołataną chaosem duszę. Ta świetnie zaaranżowana wystawa z doskonałym katalogiem jest obowiązkowym punktem programu dla wszystkich, którzy myślą podobnie.

Rygalik. Istota rzeczy, Muzeum Miasta Gdyni, wystawa czynna do 4 października

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną