Recenzja wystawy: „Zwierciadło Bergmana”

Lepsze jest milczenie
Pod koniec lipca minęło dziesięć lat od śmierci Ingmara Bergmana. To dobry moment do zastanowienia się nad wkładem autora „Persony” w światowe dziedzictwo kultury, a także nad polską recepcją jego dzieł.
Muzeum Kinematografii w Łodzi/materiały prasowe

Dominującym wątkiem łódzkiej ekspozycji przygotowanej dzięki niestrudzonej energii prof. Tadeusza Szczepańskiego, tłumacza oraz popularyzatora twórczości geniusza z Fårö, jest ewolucja warsztatowa bergmanowskiego kina dyskretnie wprowadzająca w wewnętrzy świat tajemnicy, chaosu, destrukcyjnej samoświadomości mistrza, w której może odnaleźć się każdy. Zmianę poetyk w poszczególnych dekadach, obejmującą pół wieku aktywności reżysera, dokumentują m.in. nieznane fotosy z planów, silnie podkreślające autotematyzm jego filmów. A perłą w koronie wystawy jest oprawiona w płótno multimedialna kopia scenariusza „Fanny i Aleksander” z odręcznymi notatkami i uzupełnieniami. O tym, jak ważny dla polskich twórców był Bergman – wyznający zasadę, że lepsze jest milczenie, gdyż „brzydko jest kłamać, także wtedy, kiedy staramy się mówić prawdę” – świadczą specjalnie przygotowane materiały audiowizualne z wypowiedziami m.in. Krzysztofa Zanussiego, zwierzającego się, że gdyby nie „czyniący regułę z kina autorskiego” Bergman, on sam nigdy nie zostałby filmowcem.

Zwierciadło Bergmana, Muzeum Kinematografii w Łodzi, do 22 października

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną