Wystawy

Wehikuł czasu

Recenzja wystawy: „+ – 1968”

Muzeum Plakatu w Wilanowie / materiały prasowe
Całość ogląda się z wielką przyjemnością.

Pół wieku temu w warszawskim Wilanowie zainaugurowało swoją działalność Muzeum Plakatu. Była to pierwsza tego typu placówka na świecie. Z okazji pięćdziesięciolecia organizatorzy wybrali z ogromnej, liczącej kilkadziesiąt tysięcy prac, kolekcji muzeum dzieła właśnie sprzed – plus minus – 50 lat. Plakat przeżywał wtedy swój złoty okres, a w Wilanowie znajdziemy prace reprezentujące najważniejsze nurty sztuki tamtego okresu. Od popartu, który ucieleśniają Andy Warhol wespół z Royem Lichtensteinem, po sztukę psychodeliczną rodem z hipisowskiego San Francisco. Organizatorom udało się zebrać w jednym miejscu światową czołówkę twórców plakatu. Mamy prace m.in. Miltona Glasera, Martina Sharpa oraz Roberta Indiany. Jeżeli te nazwiska nic państwu nie mówią, to: pierwszy z panów stworzył legendarny logotyp „I Love New York”, drugi – m.in. psychodeliczne okładki płyt zespołu Cream, a ostatni – rozpoznawany na całym świecie symbol „Love”. Nie brak tu także solidnej reprezentacji słynnej Polskiej Szkoły Plakatu, z jej czołowymi przedstawicielami: Romanem Cieślewiczem, Janem Lenicą oraz Waldemarem Świerzym. Na dwóch piętrach wilanowskiego muzeum mamy okazję niejako przenieść się w czasie i poczuć ducha burzliwych lat 60. Całość ogląda się z wielką przyjemnością, a niektóre prace, jak chociażby japoński plakat do kultowego filmu „Powiększenie”, potrafią zaskoczyć. Pozytywnie. Jedyna rzecz, do której można mieć zastrzeżenia, to oprawy prezentowanych na wystawie plakatów. Dzieła sztuki tego formatu zasługują na coś więcej.

+ – 1968, Muzeum Plakatu w Wilanowie, do 16 września

Polityka 30.2018 (3170) z dnia 24.07.2018; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "Wehikuł czasu"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wojna państwa Marcinkiewiczów

Historia Izabeli i Kazimierza Marcinkiewiczów toczy się jak wieloodcinkowy serial. Ale to, co długo było celebrycką, plotkarską farsą, w najnowszych odsłonach nabiera cech greckiej tragedii. Spór byłego premiera z byłą żoną to przypadek rozwodu publicznego, z wykorzystaniem mediów oraz nowych instytucji prawnych.

Martyna Bunda
06.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną