Wrestling po polsku

Musi boleć. To nie balet
Dwaj mężczyźni okładają się, duszą, depczą, rzucają sobą o twardą podłogę ringu. Po każdym upadku słychać głośny huk, przeciwnicy krzyczą, klną, prowokują publiczność. – Za-bij go! Za-bij! – skanduje tłum. Tak wygląda gala polskiego wrestlingu.
Don Roid
Tomasz Adamowicz/Polityka

Don Roid

Walczą Don Roid i Joe Legend. W pewnej chwili Joe wyrzuca o połowę mniejszego Dona poza ring. Don wstaje, po twarzy ścieka mu krew. – Zos-taw go! Zos-taw! – wrzeszczy publiczność.

Gorąco. Głośno. Większość widowni to ludzie młodzi. Przyszło też trochę dzieci, ciągną za ręce zdezorientowanych ojców i dziadków w stronę ringu. Walki toczą się w odrapanym klubie Karuzela na warszawskim Bemowie (Osiedle Przyjaźń, drewniane baraki zostały wzniesione w 1951 r. dla budowniczych Pałacu Kultury). Na Zachodzie wrestling to gigantyczny biznes, gale, na które przychodzą tysiące fanów, gwiazdy, gadżety, federacje, cała popkultura związana z czymś, co należałoby nazwać sportową rozrywką (patrz ramka). W Polsce ta rozrywka dopiero się rodzi. „Wrestling to sport dla debili”, „wszystko udawane”, „idioci, którzy odwalają jakieś teatrzyki” – opinie w Internecie nie są pochlebne.

W istocie walki są reżyserowane. Scenariusz układa organizator imprezy i sami zawodnicy. Wiadomo, kto wygra, chociaż nie wszystko na ringu da się przewidzieć. Zdarza się, że walczący odnoszą prawdziwe, czasami bardzo poważne obrażenia. – Wejdź na ring, przyjmij kilka ciosów, zobaczysz, że ból jest prawdziwy – mówią wrestlerzy. – Wrestling to nie balet, musi boleć.

Don Roid: przepraszam, czy jesteś wrestlerem?

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną