Ludzie i style

Studnia Narodowa

Koncerty na Narodowym: więcej głośników nie pomoże

Stadion Narodowy; koncert Beyoncé w ramach Orange Warsaw Festival. Stadion Narodowy; koncert Beyoncé w ramach Orange Warsaw Festival. Adam Stępień / Agencja Gazeta
Stadion Narodowy przyciąga wielkie widowiska muzyczne mimo wyjątkowo złej akustyki. Mówi się o tym, że nasze nowe obiekty mają zarabiać na siebie imprezami niesportowymi, tylko nikt ich do tego nie przygotował.
Wielka nadzieja nie tylko krakowskich melomanów – Hala Widowiskowo-Sportowa Czyżyny.Jakub Ociepa/Agencja Gazeta Wielka nadzieja nie tylko krakowskich melomanów – Hala Widowiskowo-Sportowa Czyżyny.
Koncert inauguracyjny na Stadionie Narodowym. Styczeń 2012 r.Wikipedia Koncert inauguracyjny na Stadionie Narodowym. Styczeń 2012 r.

Stołeczny stadion, wybudowany na okoliczność piłkarskiego Euro, futbol gości od święta. Ostatnio przy okazji finału Pucharu Polski, poza tym 4–5 razy w roku gra na Narodowym reprezentacja, zresztą z marnym skutkiem. Obiekt podtrzymują przy życiu inne wydarzenia, m.in. koncerty. Przybywają wielcy – można było już zobaczyć m.in. Madonnę, Coldplay, Depeche Mode, Paula McCartneya oraz Rogera Watersa. Także zbliżające się muzyczne lato będzie w Warszawie głośne. W połowie czerwca odbędzie się kolejna edycja festiwalu firmowanego przez Orange. Z mocną obsadą – m.in. Kings of Leon, Queens of the Stone Age, Florence and the Machine. Miesiąc później po raz kolejny zawita do Warszawy metalowy Sonisphere. Gwiazdą wieczoru będzie Metallica. Wszystko na Narodowym.

Gwiazdy dudnią

Zdaniem Mikołaja Piotro­wskiego, rzecznika operatora stadionu, spółki PL.2012+, Warszawa wreszcie doczekała się muzycznych wydarzeń z najwyższej półki w oprawie, na jaką zasługuje. Bo miejsce wcześniej adaptowane na potrzeby występów megagwiazd estrady, czyli lotnisko na Bemowie, to w ogóle trudno z Narodowym porównać. Koncertowe sceny stawiano również co pewien czas na terenie toru wyścigów konnych na Służewcu, ale dziś to adres niemodny, omijany przez agencje koncertowe. Innych konkurencyjnych lokalizacji w stolicy brak.

Zadowoleniu z faktu, że gwiazdy chętniej i w coraz większej sile ściągają, by grać w stolicy, towarzyszy też dyskusja nad wrażeniami z koncertów na Narodowym. Na forach prowadzonych przez fanów artystów dominuje euforia wywołana dwugodzinnym przebywaniem w bezpośredniej bliskości idola. Ale ci, którzy przychodzą na koncerty posłuchać muzyki, a nie pooddychać tym samym powietrzem co McCartney czy Waters, na ogół nie mają litości. Narzekają na jazgot, dudnienie, irytujący pogłos oraz ogólne zniekształcenia muzyki płynącej ze sceny. Do tego stopnia, że niektóre utwory można rozpoznać dopiero po upływie dłuższej chwili. Piszą, że tęsknią za koncertami na bemowskim lotnisku, które w porównaniu z Narodowym brzmi jak filharmonia.

Wątpliwości dotyczące akustycznych właściwości stadionu pojawiły się już po pierwszym dużym koncercie – Madonny. Za kiepskie nagłośnienie obwiniono jednak przybyłych z artystką realizatorów dźwięku. Oraz publiczność, która nie dopisała, przez co puste fragmenty trybun odbijały dźwięk. Nieco lepiej było podczas występu Coldplay, ale pogłos uporczywie powracał, zwłaszcza gdy muzycy poczuli nieco bardziej rockowy zew. McCartney i Waters przyciągnęli głównie publiczność usposobioną nostalgicznie, grali nieco ciszej i po części akustycznie, więc niepobudzany beton Narodowego nie odwzajemniał się tak często męczącym echem. Na Depeche Mode realizatorzy dźwięku postanowili uniknąć pogłosu, zmniejszając moc głośników – w efekcie na płycie obiektu było znośnie, ale widzowie będący na trybunach narzekali na wrażenie obcowania z muzyką dobiegającą przez ścianę. I to dobrze wytłumioną.

Również ubiegłoroczny Orange Warsaw Festiwal pozostawił miłośnikom dobrego brzmienia duży niedosyt. Rzecznik imprezy, dziennikarz muzyczny Piotr Metz, nieco zakłopotany tłumaczył wówczas, że „może nie było idealnie, ale nie było też źle”, a problemy akustyczne wzięły się głównie z tego, że każdy z artystów miał swojego inżyniera dźwięku, który ustawiał sprzęt wedle własnego uznania oraz specyfiki wykonawcy. Więc trochę trwało, zanim opanowali sytuację – robił dobrą minę do złej gry Piotr Metz.

Osiem sekund pogłosu

Doktor Tadeusz Fidecki, elektroakustyk z Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, mówi, że stadion to dla specjalistów od nagłośnienia koncertów co do zasady przestrzeń krytyczna. Tony gołego betonu uformowanego w nieckę – już to powoduje, że czystego brzmienia muzyki się wewnątrz obiektu raczej nie uświadczy. Poza tym rozwiązania zaprojektowane i wykonane z myślą o komforcie kibica piłkarskiego, czyli stromo wznoszące się trybuny, okolone dachem, potęgują dudnienie, które dla brzmienia muzyki na żywo jest zabójcze. Zwłaszcza na takim kolosie jak Narodowy, gdzie jeszcze na dodatek podczas koncertów dach jest przezornie zasuwany, bo jak uczy doświadczenie, gdy zacznie padać, operacja „zamykanie” może się skończyć fiaskiem.

Akustyczne właściwości Narodowego doktor Fidecki zna bardzo dobrze. Badał je, gdy poproszono go o wykonanie modeli komputerowych, na podstawie których zostały sporządzone wymogi dla dostawcy nagłośnienia instalowanego na trybunach, wykorzystywanego podczas imprez w celach informacyjnych. – Symulacje wskazywały, że nie jest dobrze. Pogłos, wywoływany zwłaszcza podczas emisji tonów niskich, dochodził do ośmiu sekund. W trakcie prac nie zetknąłem się też z żadnymi opiniami akustyków w kwestii rozwiązań architektonicznych zastosowanych na Narodowym. Bardzo mnie to zdziwiło – wspomina.

Mikołaj Piotrowski potwierdza: stadion projektowano wprawdzie z myślą o jego różnorodnym zastosowaniu, ale opinii dźwiękowców nie wzięto pod uwagę. Nie zgadza się jednak z poglądem, że Narodowy nie nadaje się do organizowania dużych wydarzeń muzycznych: – Gdyby tak było, promotorzy omijaliby nas szerokim łukiem. Tymczasem nie tylko wracają, ale nawet przenoszą imprezy. Orange Warsaw Festiwal wcześniej odbywał się na stadionie Legii, a Sonisphere na Bemowie – podkreśla Piotrowski.

Ten brak wyobraźni oraz zapobiegliwości inwestora w kwestii zapewnienia Narodowemu właściwego brzmienia trudno wytłumaczyć, bo w końcu mowa o inwestycji, która pochłonęła prawie 2,2 mld zł. Akustyczną akcję ratunkową da się jednak przeprowadzić, przynajmniej w pewnym zakresie. – Montując elementy pochłaniające dźwięk na betonowych ścianach oraz pod sklepieniem trybun – instruuje fachowo Mirek Michalak z firmy Fotis Sound, zajmującej się nagłaśnianiem koncertów. – Takie rozwiązanie zastosowane jest m.in. pod dachem łódzkiej Atlas Areny. I całkiem nieźle się sprawdza.

Zabiegi adaptacyjne na Narodowym to temat delikatny, gdyż wiąże się z kolejnymi wydatkami. A jakiekolwiek dodatkowe koszty są przez operatora stadionu niemile widziane, ponieważ walczy on o to, by do utrzymania Narodowego przestać wreszcie dokładać z budżetu państwa. Operator zakłada, że 2015 r. ma być pierwszym rokiem, w którym stadion wreszcie na siebie zarobi.

Więc choć Mikołaj Piotrowski zdaje sobie sprawę, że po każdym koncercie temat słabego brzmienia na stadionie tu i ówdzie powraca, to nie ukrywa, że ewentualne poprawki akustyki uzależnione są od tego, czy spółka PL.2012+ wypracuje zysk. Czyli m.in. od tego, czy będą się odbywać kolejne koncerty.

Wymagającym miłośnikom muzyki na żywo pozostaje wiara w to, że z wyzwaniem poradzą sobie dostawcy sprzętu grającego. Fotis Sound będzie nagłaśniał jeden z najbliższych festiwali. Mirek Michalak zapewnia, że jego firma podoła: – Powiesimy nad płytą stadionu więcej głośników, tak by widzowie znajdowali się w polu bliskiego działania i nie byli narażeni na pogłos. Ale nie jesteśmy w stanie przeskoczyć pewnych barier, które stwarza obiekt – zastrzega.

Próbą ognia miało być dla firmy nagłaśnianie darmowego koncertu z okazji 25-lecia wolnych wyborów, z udziałem kilkudziesięciu polskich artystów, jednak kilka dni temu został on odwołany.

Akustyczne cacuszko?

Zdaniem Mirka Michalaka zaniedbania przy planowaniu Narodowego jako obiektu koncertowego to fragment większej całości, którą można określić jako totalne ignorowanie dźwięku. I to w miejscach, które są stworzone z myślą o prezentowaniu muzyki na żywo. – Nagminne jest pomijanie opinii specjalistów od dźwięku przy budowie nowych obiektów albo remontach już istniejących. Kiedyś projektanci i architekci byli bardziej wyczuleni na punkcie akustyki. Dziś dominuje przekonanie, że wszystko da się nadrobić dobrej jakości sprzętem. Ale to zgubne myślenie, bo im więcej mocy damy z głośników, tym bardziej zepsuta akustyka się odzywa – informuje Michalak.

Bywa, że koncerty psuje się ze zwykłej niewiedzy oraz arogancji – zwłaszcza gdy do realizacji widowiska miesza się wynajęty na potrzeby telewizyjnej transmisji scenograf, przywiązany do swojej wizji, którą niszczy naturalną akustykę obiektu. Dużo cięższym grzechem jest bezmyślność na etapie planowania oraz realizacji inwestycji. Mirek Michalak ma na podorędziu garść przykładów. Stadion Lecha Poznań, na którym jedną z dwóch głównych bram zbudowano tak, że nie mieści się w niej tir ze sprzętem. Wiele regionalnych ośrodków kultury, wybudowanych za grube miliony złotych, ze sprzętem grającym, który wystarczyłby do nagłośnienia małego festiwalu, tylko że nie da się go użyć, bo zapomniano o instalacji elektrycznej o odpowiedniej mocy.

Jeśli chodzi o rujnowanie tego, co było dobre i świetnie grało, to do rangi symbolu urosła już wrocławska Hala Ludowa. Kiedyś to było akustyczne cacuszko. Najpierw zepsuto ją trochę, demontując układy pochłaniające dźwięk, a po ostatnim remoncie dopełniono dzieła zniszczenia, bo filary podtrzymujące kopułę pokryto gołym betonem, co wywołuje zwielokrotnione echo – opowiada Michalak.

Nadzieją dla melomanów jest za to gotowa już hala w krakowskich Czyżynach – największy, pomijając stadiony, obiekt widowiskowy w Polsce (oficjalne otwarcie wkrótce). Była projektowana oraz budowana po konsultacjach ze specami od akustyki, a Mirek Michalak mówi, że już nie może doczekać się realizowania tam koncertów, bo obiekt jest tak dobrze przygotowany, że ryzyko niepowodzenia imprezy sprowadza się właściwie do niedyspozycji artysty.

W Katowicach ostatni szlif przechodzi sala koncertowa Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Oczywiście profesjonalni muzycy muszą mieć godne warunki pracy, ale i tak ta inwestycja to w polskiej skali ewenement. O brzmienie zadbali japońscy mistrzowie akustyki z renomowanej pracowni Nagata Acoustics. Do ich zaangażowania przyczynił się Krystian Zimerman, zachwycony jakością dźwięku w salach, które współtworzyli. Goście rozpoczęli od przeprowadzenia symulacji w 10-krotnie pomniejszonej kopii obiektu, a ostatnim akordem ich pracy będzie strojenie sali podczas prób na żywo z udziałem orkiestry. Inauguracyjny koncert planowany jest na początek października.

Oczywiście trudno oczekiwać, by patenty zastosowane w Katowicach powielać dla każdego obiektu koncertowego w Polsce, a w przypadku stadionów taka dbałość o szczegóły jest po prostu niewykonalna. Tylko że brak oczywistych rozwiązań, które poprawiałyby brzmienie obiektu, trudno wytłumaczyć inaczej niż niedbałością albo brakiem perspektywicznego myślenia. Na razie imprezy się sprzedają. Głównie dlatego, że Polska to wciąż koncertowa prowincja, a gwiazdy chodzi się przede wszystkim oglądać, a nie słuchać.

Polityka 20.2014 (2958) z dnia 13.05.2014; Ludzie i style; s. 97
Oryginalny tytuł tekstu: "Studnia Narodowa"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Na północ od Madrytu – kastylijskim szlakiem zamków i wina

Niecałe trzy godziny lotu do hiszpańskiej stolicy i krótka jazda samochodem przenoszą nas w samo serce Krainy Zamków. Teraz jest najlepszy moment, bo tłumy turystów zniknęły, a winiarze z La Rioja czekają z poczęstunkiem.

Paweł Moskalewicz
25.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną