Biura coworkingowe: praca razem, ale osobno

Wszystko współ
Wyglądają jak zwykłe biura. Ale nie ma tu szefa. A pracownicy przychodzą, kiedy chcą. Nazywa się to coworking.
Klienci czekający na strzyżenie we Freelance Studio w Warszawie, pierwszym w Polsce coworkingu fryzjerskim.
Piotr Małecki

Klienci czekający na strzyżenie we Freelance Studio w Warszawie, pierwszym w Polsce coworkingu fryzjerskim.

W Biurcu, w coworkingu w centrum Warszawy, każdy robi swoje, ale zdarza się, że współpracują przy jakimś zleceniu, no i jadają wspólnie.
Piotr Małecki

W Biurcu, w coworkingu w centrum Warszawy, każdy robi swoje, ale zdarza się, że współpracują przy jakimś zleceniu, no i jadają wspólnie.

Okno Mam Biuro, pracowni coworkingowej dla matek i ojców na warszawskiej Saskiej Kępie. Pracują osobno, ale mają tu wspólne nianie do dzieci.
Piotr Małecki

Okno Mam Biuro, pracowni coworkingowej dla matek i ojców na warszawskiej Saskiej Kępie. Pracują osobno, ale mają tu wspólne nianie do dzieci.

Fantastic Studio na Pradze przy pracy.
Piotr Małecki

Fantastic Studio na Pradze przy pracy.

Fantastic Studio po godzinach.
Piotr Małecki

Fantastic Studio po godzinach.

Są i spotkania integracyjne: impreza po pracy w Fantastic Studio...
Piotr Małecki

Są i spotkania integracyjne: impreza po pracy w Fantastic Studio...

... turniej ping-ponga Amatorskiej Ligii Tenisa Biurcowego, w akcji freelancerka Luiza Szymańczak.
Piotr Małecki

... turniej ping-ponga Amatorskiej Ligii Tenisa Biurcowego, w akcji freelancerka Luiza Szymańczak.

Do pracowni na warszawskiej Saskiej Kępie młode architektki przyjeżdżają co rano ze swoimi dziećmi. Potem one siadają do komputerów i stołów kreślarskich, a maluchami zajmują się dwie nianie. Mam Biuro, tak nazywa się ich coworking (powiedzmy: współpracownia), założony dwa lata temu przez trzy młode mamy: Katarzynę Rokicką-Muller, Ewę Potapow i Katarzynę Borys. Wszystkie pracowały w dużej firmie architektonicznej, niemal równocześnie zaszły w ciążę i urodziły dzieci. I zorientowały się, że u tego pracodawcy nie mają co liczyć na elastyczny czas zatrudnienia, pracę w domu i podobne rozwiązania umożliwiające godzenie macierzyństwa z zawodem. – Miałyśmy do wyboru żłobek albo urlop wychowawczy, po którym raczej trudno byłoby nam znaleźć zajęcie w zawodzie – mówi Rokicka-Muller.

Wpadły więc na pomysł, by zatrudnić jedną nianię do trójki dzieci i pracować razem w domu, każda na własny rachunek. Padło na mieszkanie Ewy, bo było największe. Jednak nie na tyle duże, żeby pomieścić kolejne chętne. Katarzyna zaproponowała zatem wynajęcie biura. Tyle że nie miały na to pieniędzy. Rozpoczęły starania o środki unijne na dofinansowanie projektu „Coworkingu z klubikiem dla dzieci”. Najpierw startowały w konkursie Akademii Koźmińskiego, ale jurorzy uznali, że pomysł nie jest innowacyjny. W kolejnym, organizowanym przez Ekorys, otrzymały maksymalną liczbę punktów za pomysł na biznes. I znalazły się wśród 30 laureatów na 800 startujących.

Mam Biuro to pierwszy w Polsce coworking dla matek lub ojców z małymi dziećmi. Bo teraz wśród ośmiu osób pracujących pojawił się pierwszy tata, który za kilka miesięcy zacznie przychodzić z dzieckiem, jeszcze zbyt małym na klubik. Otwierają się też na inne zawody. Jest matka kryptolog, a od września przychodzi programistka. Wszyscy są freelancerami, wolnymi strzelcami, pracują bez etatu, albo mają zrejestrowaną jednoosobową działalność gospodarczą.

Najpierw były jelly

Idea coworkingu narodziła się w USA, głównie wśród programistów pracujących dotychczas samotnie w domach. Najpierw przenieśli się do kawiarni z dostępem do internetu, gdzie skrzykiwali się w sieci na tzw. jelly, spotkania, na których mogli wspólnie pracować, ale też pogadać, wymienić się doświadczeniami. Kawiarniana atmosfera trochę jednak rozpraszała, poza internetem nie było też innych biurowych narzędzi, więc dość szybko przenieśli się do specjalnie w tym celu urządzonych przestrzeni.

Pierwszy, który pomyślał, by zamiast w kawiarni spotykać się w wynajętym biurze, był Brad Neuberg, który w 2005 r. w San Francisco założył biuro coworkingowe. Pomysł wypalił i po dwóch latach zawitał do Europy. A potem do Polski, gdzie pierwszym nieformalnym coworkingiem był trzyosobowy poznański Netguru, powstały w 2007 r. Dwa lata później ruszyły komercyjne, istniejące do dziś: Cocobar we Wrocławiu, Biurco i Creative Hub Targowa w Warszawie oraz Centrum Kreatywnej Współpracy w Krakowie. Dziś w większych miastach jest po kilka coworkingów. W stolicy 16. I wciąż przybywa.

Biura coworkingowe dzielą się na kilka kategorii. Są więc klasyczne pracownie, które wynajmuje i urządza kilka osób, najczęściej jednej profesji. Tak jest taniej, bo dzielą się kosztami. Kiedy jest im to na rękę, współpracują ze sobą. Dziewczyny w Mam Biuro zrealizowały wspólnie kilka projektów, wygrały kilka konkursów. Nie są zespołem, ale kiedy jedna mówi: Słuchajcie, jest konkurs, ale sama tego nie udźwignę, pracują razem i przeważnie dają radę.

Trochę inne są coworkingi komercyjne. Polegają na urządzeniu biura i wynajmowaniu stanowisk pracy, na godziny albo na abonament, a czasem tylko wirtualnego adresu (są przedsiębiorcy, którzy nie chcą rejestrować swojej działalności na domowy adres, więc płacą kilkadziesiąt złotych miesięcznie za użyczenie adresu i odsyłanie korespondencji albo możliwość zorganizowania spotkania na terenie biura). Tak zrobił Piotr Jedliński z ClockWork: wynajął pół willi w Warszawie, nieopodal stacji metra. – Lokalizacja coworkingu to trzy czwarte sukcesu – mówi. Większość to po prostu biurka we wspólnym pomieszczeniu lub droższe, indywidualne pokoje. Do dyspozycji sala konferencyjna i biurowa infrastruktura: skanery, faksy, kserokopiarki. Oraz kawa. – Napoje to znaczący koszt w prowadzeniu coworkingu – przyznaje Jedliński.

Również komercyjne są coworkingi specjalistyczne. Na przykład fryzjerski. Jak Freelance Studio w Warszawie, pierwszy w Polsce salon, w którym nie zatrudnia się fryzjerów, ale jedynie podnajmuje im stanowiska pracy. „W tym salonie sam jesteś swoim szefem ustalasz dni i godziny pracy oraz ceny swoich usług. My dbamy o resztę” tak reklamuje się Freelance Studio i na brak chętnych nie narzeka. Fryzjerzy przychodzą, kiedy mają umówionych klientów. Płacą za godziny, stawka 25 zł, albo wykupują karnety tygodniowe lub miesięczne. Wtedy mają także swój profil na stronie www i w ten sposób mogą pozyskać nowych klientów. – W każdej wersji opłaca się to bardziej niż praca u kogoś – mówi Marek, który po kilku latach w renomowanym salonie w Warszawie zaczął umawiać klientki u siebie w domu. Teraz poważnie zastanawia się nad karnetem we fryzjerskim coworkingu.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną