Odpaść po karnych, gdy jest się o krok od półfinału mistrzostw Europy, to zawsze boli

Nic się nie stało
Powiedzieć, że te mistrzostwa są kuriozalne, to nic nie powiedzieć.
UEFA EURO 2016/Facebook

Mieli Polacy w tym meczu momenty świetne, mieli słabsze.

Wydawało się, że bezpieczne trwanie do rzutów karnych to jest jakiś pomysł, zwłaszcza, że jeszcze wszyscy mieliśmy w pamięci chirurgicznie strzelane jedenastki w meczu ze Szwajcarią, do tego jeszcze życzeniowe myślenie sugerowało, że to Portugalczycy będą się mylić, bo zagotuje się w nich południowa krew, a Cristiano Ronaldo to już na pewno nie strzeli, dopisując w ten sposób puentę do swojego występu w tym spotkaniu.

Stało się inaczej. Szkoda, że to akurat Kuba Błaszczykowski, największe pozytywne zaskoczenie polskiej reprezentacji w tych mistrzostwach, się pomylił. 

Agencja DPA napisała przed tym meczem, że to będzie ćwierćfinał minimalistów i tak to z grubsza przez 120 minut wyglądało. Obie akcje bramkowe były piękne, ale poza tym ataki były raczej ostrożne, obliczone na to, by w razie niepowodzenia błyskawicznie organizować się w obronie.

Może Portugalia po prostu nie miała na ten mecz lepszego planu, jak do znudzenia wrzucać piłki w pole karne, w najczystszym angielskim stylu, a może po prostu ta taktyka, żeby się przypadkiem za bardzo nie odkryć, to nobilitacja polskiej siły, o jakiej już nieraz mieliśmy się okazję w tym turnieju przekonać, czyli błyskawicznego przejścia do ataku.

Powiedzieć, że te mistrzostwa są kuriozalne, to nic nie powiedzieć. Portugalia w regulaminowych 90 minutach zremisowała właśnie piąty mecz we Francji (z pięciu rozegranych) i jest w półfinale. Tym bardziej szkoda, bo okazuje się, że można było zajść w tym turnieju naprawdę daleko stosunkowo niewielkim kosztem, bez eksponowania piłkarskiej finezji – po prostu twardo bronić, przestrzegać taktycznej dyscypliny, harować w obronie jeden za drugiego i przy nadarzającej się sposobności szybko zaatakować.

Zaśpiew „nic się nie stało” przez ostatnich trzydzieści lat przetaczał się nad polskimi stadionami, nadzieje związane z udziałem reprezentacji na wielkich turniejach więdły na dobre po dwóch meczach grupowych, a najbardziej denerwowało to, że nijakość polskiej drużyny sprawiała, że nie byliśmy brani poważnie, a gdy odpadaliśmy, nikt po nas nie płakał.

Teraz było zupełnie inaczej. Nikt oczywiście nie powie, że Polska była najlepiej i najładniej grającą drużyną na tym turnieju, ale postęp jest niewątpliwy. Stali się dla każdego niewdzięcznym rywalem, sami przed nikim nie pękają.

Teraz naprawdę nic się nie stało. A przy okazji stało się coś ważnego. Francuskie Euro było dla polskich piłkarzy walką o podtrzymanie dobrego klimatu wokół reprezentacji, o odzyskanie w pełni zaufania kibiców, przyzwyczajonych do myśli, że nawet jeśli eliminacje do turnieju jakoś wyglądają, to na samych mistrzostwach gramy tak, że już lepiej było nie awansować i nie wystawiać się światu na pośmiewisko.

A tym razem graliśmy na tyle dobrze, że aż szkoda, że na kolejny turniej trzeba czekać całe dwa lata. Bo jakoś jestem dziwnie spokojny, że na mundial do Rosji pojedziemy.

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną