Ranking najlepszych skeczy polskiej edycji „Saturday Night Live”
Przynajmniej kilka skeczy mogłoby bez wstydu trafić do oryginalnej edycji programu satyrycznego „Saturday Night Live”.
„Sraczka w escape roomie”
Youtube

„Sraczka w escape roomie”

W pierwszym historycznym sezonie polskiej edycji programu satyrycznego „Saturday Night Live” prowadzący nie zawsze stawali na wysokości zadania i zdarzały się nudne odcinki. Pojedynczych skeczy na wysokim poziomie też się jednak trochę pojawiło.

Żeby nie mitologizować edycji amerykańskiej, trzeba przyznać, że i tam poziom mocno fluktuuje. Co nie zmienia faktu, że polscy scenarzyści nie wpadli jeszcze na nic tak świetnego jak grany przez Toma Hanksa Davis S. Pumpkins, nasze parodie polityków nie są tak udane jak Donald Trump w wersji Aleca Baldwina, a w „Weekend Update” nie pojawiła się postać tak oryginalna i kochana jak amerykański Stefon, grany przez Billa Hadera. Przynajmniej kilka skeczy mogłoby jednak bez wstydu trafić do oryginalnej edycji. Oto one.

10. Piszczałka

Prosta scenka z pacjentem, któremu piszczałka utknęła w… powiedzmy, że proktolog był potrzebny. Jakość skeczu podniosły świetne szczegóły, rozegranie sytuacji, a nawet „Autobiografia” grupy Perfect. Pacjentem był Piotr Adamczyk, a lekarzem Michał Zieliński, który wysforował się jako lider stałej obsady „SNL”, przodując nie tylko w parodiach (jest w tej materii specjalistą, znanym m.in. z występów w „Rozmowach w tłoku” Szymona Majewskiego), ale także aktorsko. To był pierwszy odcinek polskiej edycji, do dziś jeden z najlepszych.

9. Spowiedź

Robert Biedroń wystąpił tu w tle – w roli księdza, który zbiera na tacę. Na pierwszym planie znaleźli się zaś wierni, wyczekujący w kolejce do spowiedzi. Scenariusz to reakcja na, wtedy pozostający w sferze planów, pomysł zamykania sklepów w niedziele i „oddania” tego dnia rodzinie. „SNL” połączył więc realia kościelne ze sklepowymi – w pomyśle dosyć prostym, ale dobrze napisanym.

8. Król Salomon

Porażkę udało się tu przekuć w zwycięstwo. Sama scenka, gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, zapowiadała się co najwyżej średnio. Ale już na początku Tomasz Karolak i członkowie stałej obsady „spalili” się i zaczęli śmiać. Nie dało się tego opanować aż do końca segmentu. „Król Salomon” zboczył więc z wytyczonych torów, a Karolak dodał: „To był dramat”. Obsada w desperacji próbująca zapanować nad sobą była naprawdę zabawna, dlatego „Król...”, choć technicznie rzecz biorąc nieudany, był wyjątkowo zabawny.

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj