Ludzie i style

Leczenie chorych budynków

Architektura lecznicza

Maggie's Center – ośrodek dla chorych na raka w Oldham. Obcowanie z drewnem, z którego wykonany jest budynek obniża ciśnienie, spowalnia tętno, skraca powrót do zdrowia – tłumaczy projektant Alex de Rijke. Maggie's Center – ośrodek dla chorych na raka w Oldham. Obcowanie z drewnem, z którego wykonany jest budynek obniża ciśnienie, spowalnia tętno, skraca powrót do zdrowia – tłumaczy projektant Alex de Rijke. Maggie’s Oldham
Dlaczego najzdrowszymi budynkami mają być biurowce, a nie prywatne domy, gdzie żyjemy na co dzień, albo szpitale, w których wracamy do zdrowia?
Maggie's Center – ośrodek dla chorych na raka w Oldham.Maggie’s Oldham Maggie's Center – ośrodek dla chorych na raka w Oldham.
Mieszkanie dla seniorów przy ul. Wrzeciono, zaprojektowane przez Agnieszkę i Jana Cieślów. Udogodnieniami są tu m.in. poręcze, zautomatyzowane łóżko oraz szafki przystosowane dla niepełnosprawnych.Leszek Zych/Polityka Mieszkanie dla seniorów przy ul. Wrzeciono, zaprojektowane przez Agnieszkę i Jana Cieślów. Udogodnieniami są tu m.in. poręcze, zautomatyzowane łóżko oraz szafki przystosowane dla niepełnosprawnych.
Mieszkanie dla seniorów przy ul. Wrzeciono.Leszek Zych/Polityka Mieszkanie dla seniorów przy ul. Wrzeciono.

Artykuł w wersji audio

Na piąte piętro budynku przy ul. Wrzeciono na warszawskich Bielanach można wjechać windą. Żaden luksus we współczesnych apartamentowcach, ale w kamienicach i budynkach z lat powojennych takimi udogodnieniami nie zaprzątano sobie głowy. – A większość starszych ludzi mieszka w Polsce tam, gdzie sprowadzili się za młodu. Wychowali dzieci, które wyfrunęły w świat, a oni zostali uwięzieni na wyższych piętrach – zauważa dr inż. Agnieszka Cieśla, która założyła fundację Mimo Wieku, by sprostać w architekturze wyzwaniu, jakim jest starzenie się społeczeństwa i coraz większa liczba bezdzietnych seniorów. Wraz z mężem Janem, też architektem, zaprojektowali przy ul. Wrzeciono mieszkanie, w którym każdy mógłby wygodnie zamieszkać mimo rosnących wraz z wiekiem niedomagań.

Czy rozwiązania z ich wzorcowego domu można przenieść do budynków z wielkiej płyty? Większość tak, ponieważ pomysły zaproponowane przez Cieślów nie są ani specjalnie kosztowne, ani niemożliwe do zamontowania w każdym mieszkaniu: szorstkie posadzki bez progów, dywanów i chodników, aby nie zawadzać o nie nogami; wzdłuż listew podłogowych zainstalowano delikatne linie świetlne, które samoczynnie włącza czujnik ruchu, gdy trzeba w nocy wstać do toalety; przy ścianach znajdują się estetyczne drewniane poręcze na wypadek nagłej utraty równowagi. W łazience jest wiele udogodnień, aby można było usiąść pod prysznicem i swobodnie móc się obrócić. Wszystkie urządzenia przesuwa się na wbudowanych w ścianę szynach, aby w sytuacjach koniecznych w codziennej toalecie mógł uczestniczyć również opiekun. Wygodne łóżko jest zautomatyzowane (można podnieść plecy lub nogi), doskonałą akustykę w sypialni rozwiązuje obraz na ścianie (widoczny na fot. na s. 73), w którego obudowie umieszczono odpowiednio skomponowaną wełnę mineralną. W drzwiach wejściowych, zamiast tradycyjnego wizjera zwanego judaszem – wideowizjer przypominający smartfona, przez który widać korytarz w powiększeniu i można nawet zza drzwi zrobić zdjęcie niespodziewanemu gościowi. – Naszą ideą było pokazanie wnętrza, w którym starsi ludzie poczuliby się bezpieczniej – przekonuje Jan Cieśla. – Bo społeczeństwo się starzeje, ale na rynku mieszkaniowym nikt tego nie zauważa.

Szpital jak więzienie

Tymczasem nie tylko światowe metropolie stają się coraz bardziej przyjazne seniorom. – Do tej pory miasta były tworzone z myślą o potrzebach ludzi młodych, jednak na skutek zmian demograficznych to podejście uległo w niektórych krajach diametralnej zmianie – twierdzi Agnieszka Cieśla, podając za przykład niemiecki region Meklemburgii, gdzie niemal w każdym bloku wybudowanym za czasów NRD wstawiono windy, aby najstarszym mieszkańcom wygodniej było docierać na najwyższe piętra.

W Polsce rzadko słychać o podobnych inicjatywach, choć architekci byliby na nie gotowi. POLITYKA już w 2014 r. przyznała jedną ze swoich prestiżowych Nagród Naukowych dr hab. inż. Agnieszce Labus, stojącej na czele fundacji Laboratorium Architektury 60+ w Bytomiu, zajmującej się projektowaniem miast dla coraz starszych mieszkańców. Byliśmy pionierami, wspierając prace, w których myśli się o 40-latkach… 20 lat później. Zdaniem Labus nie chodzi o to, by w miastach powstawały enklawy lub nisze z udogodnieniami dla seniorów – lepiej tworzyć rozwiązania urbanistyczne i budynki przyjazne dla wszystkich pokoleń, bez alienacji i naznaczenia. Chodzi nie tylko o dobudowanie szybów wind w starych blokach, ale też o postawienie ławek, by starsi mogli na nich przysiąść podczas spacerów, lub tak przyziemną rzecz, jak bezpłatne udostępnianie toalet w lokalach gastronomicznych. Architekci i urbaniści są w Polsce dużo lepiej przygotowani na demograficzne tsunami niż władze miast, które interesuje na ogół krótka perspektywa od wyborów do wyborów.

W placówkach ochrony zdrowia też się o tym nie myśli, choć starsze osoby z natury rzeczy trafiają do nich najczęściej. Niestety menedżerowie, jak również lekarze niespecjalnie rozumieją rozwijaną na świecie ideę „zdrowego środowiska terapeutycznego” – a więc potrzebę urządzania sal chorych w przytulny sposób, daleki od standardu, jaki znamy z większości polskich szpitali. Jakby kwestia warunków, w jakich muszą przebywać pacjenci, w ogóle się nie liczyła i stare lecznice miały już zawsze przypominać obskurne lazarety, bo przecież skromne fundusze lepiej wydać na co innego.

Piotr Szafranowicz z Grupy Projektowej Zoom w Gdańsku przyznaje, że do tej pory budowano szpitale jako miejsca przeznaczone do izolacji osób chorych od pozostałej, zdrowej części społeczeństwa: – To miejsca zaprojektowane i przystosowane raczej do walki z chorobą niż budynki, w których leczy się ludzi. Szczególny nacisk kładziono na zapewnienie maksymalnej funkcjonalności przestrzeni szpitalnej pod względem technologii medycznej, a nie na zapewnienie odpowiednich warunków dla pobytu pacjentów.

Nieliczni inwestorzy skłonni są na razie uwierzyć, że warunki te mogą przyspieszać powrót do zdrowia, choć już w połowie lat 80. ubiegłego wieku publikowano prace niepozostawiające wątpliwości: wnętrze szpitala ma wpływ na stan zdrowia. – Sale szpitalne bardziej powinny przypominać domowy pokój lub prywatny apartament niż sterylną celę – twierdzi Szafranowicz. – Warto zadbać o przypominające dom umeblowanie, a na pomalowanych na domowe kolory ścianach umieszcza się starannie dobrane obrazy – aby w pożądany sposób wpływały na psychikę przebywających w tej przestrzeni chorych.

Na przykład w słynnym londyńskim St. Bartholomew’s Hospital sztuka stała się motywem przewodnim aranżacji wnętrza całego budynku. Z kolei w Saint John’s Health Center w Santa Monica w Kalifornii otwarto specjalne sale kuchenne, w których rodziny mogą gotować bliskim domowe posiłki. Taka aranżacja przestrzeni służy nie tylko zapewnieniu pacjentom komfortowego pobytu – udowodniono bowiem, że wystrój wnętrz ma wpływ na lepsze samopoczucie.

Kojąca moc żywicy

Projektowanie oparte na dowodach naukowych zmusza firmy architektoniczne do uwzględniania najdrobniejszych szczegółów: wyboru bezpiecznych mebli, oświetlenia, osłon akustycznych, materiałów, z których wykonane jest wyposażenie przeznaczone dla osób starszych.

Maggie’s Center – ośrodek dla osób dotkniętych chorobą nowotworową w Oldham niedaleko Manchesteru w Wielkiej Brytanii, zaprojektowany przez Alexa de Rijke ze studia architektonicznego dRMM (od nazwisk trójki właścicieli: de Rijke, Marsh i Morgan) – stał się pierwszym na świecie budynkiem wzniesionym z klejonego warstwowo drewna liściastego, pochodzącego z amerykańskich plantacji. Nazwano go dumnie „manifestem zdrowej architektury”, ale – co rzadko dotąd praktykowano – projektanci przez długi czas intensywnie konsultowali się z pacjentami i personelem, by stworzyć dla nich jak najbardziej przyjazne lokum. Inspiracją były też osobiste doświadczenia z rakiem jelita grubego narzeczonej Alexa de Rijke.

To Lucy podpowiedziała mu, aby w ośrodku, gdzie będą przebywać chorzy po uciążliwym leczeniu, metalowe klamki w drzwiach zastąpić drewnianymi (przyjemniejszymi w dotyku dla osób z neuropatią dłoni, której mogły się nabawić podczas radioterapii), a nad oknami umieścić okapy, aby chroniły wrażliwych na słońce pacjentów przed promieniami UV. – Dobierając materiały, zdecydowaliśmy się na tulipanowca amerykańskiego ze względu na korzystny wpływ drewna na otoczenie oraz typową dla tego gatunku ciepłą barwę – wyznaje Alex de Rijke. – Obcowanie z drewnem obniża ciśnienie, spowalnia tętno, a jednocześnie skraca powrót do zdrowia.

W Polsce już na studiach architektonicznych przekazano Janowi Cieśli receptę na atrakcyjny budynek i wnętrze: naturalny kamień, trochę szkła i metalu, rośliny, ale przede wszystkim właśnie naturalne drewno. Luksus powrotu do natury, dom ekologiczny? Nie tylko to – drewno zapewnia świetny zapach, doskonałą akustykę (przytłumione, ale ciepłe dźwięki); jeśli światło pada na drewnianą fakturę, nawet w zimowe dni nabiera przytulnego tonu i uspokaja.

Tak powstał trend biophilic design, będący odzwierciedleniem filozofii czerpania z natury uzdrawiającej mocy, o którym robi się coraz głośniej na świecie. Zwłaszcza w kontekście projektowania domów dla starszych ludzi. Nie polega on tylko na wprowadzaniu do mieszkań bogatej roślinności – do czego przekonuje Norweg Jorn Viumdal w książce „Skogluft. Mieszkaj zdrowo”. Tymczasem nasi seniorzy, podobnie jak wszyscy odbiorcy telewizji i radia, codziennie bombardowani są dziesiątkami reklam, w których wmawia się im najróżniejsze sposoby dbania o zdrowie i wydłużania życia – od maści na obolałe stawy, przez tabletki na porost włosów, likwidację żylaków i zmarszczek. Ale nie ma w nich ani słowa o tym, że to, czym otaczają się na co dzień, może mieć na nich kolosalny wpływ. Architektura i wyposażenie wnętrz przyjazne zdrowiu? Ten kierunek, z powodzeniem rozwijany na świecie, w Polsce wciąż nie nabrał właściwego rozpędu.

Najzdrowiej w biurze

Wyznawcy filozofii biophilic design twierdzą, że Adam właśnie z drewna zbudował swój pierwszy dom w ogrodach Edenu, co odkrywcze raczej nie jest, bo z czego innego mógłby go postawić?

Obecnie budowane są nawet wielopiętrowe domy z tego surowca (POLITYKA 14/18). Michael Green, architekt z Vancouver, zaproponował 35-kondygnacyjną wieżę o nazwie Baobab, którą chce wznieść w Paryżu, a Eric Karsh skłania się do zbudowania kopii Empire State Building z drewna. – Skoro miliardy ludzi przemieszczają się ze wsi do miast, drewniane wieże mogą zapewnić im zdrowsze schronienie, którego potrzebują. Matka natura posiada na to patent – przekonuje Green.

Wszystko to wydaje się intuicyjnie prawdopodobne. Nie chodzi o wyręby lasów, ale o pozyskiwanie drewna z kontrolowanych i odnawialnych plantacji. Bo to materiał zapewniający dużo lepsze samopoczucie niż beton i stal. Jego nowe możliwości architektoniczne dopiero zaczynają być odkrywane.

Zdaniem Jana Cieśli idealnego – a więc bezpiecznego i zdrowego – domu nie tworzą jednak sprzęty, lecz układ przestrzenny. Tzw. budownictwo zrównoważone, które stało się modne z uwagi na aspekty ekologiczne, wcale nie oznacza, że budynki, w jakich możemy mieszkać, powinny być przyjazne wyłącznie dla środowiska. – One mają służyć przede wszystkim ludziom! A tej świadomości, niestety, u nas wciąż jeszcze jak na lekarstwo.

Trudno o zmianę nastawienia deweloperów, skoro nabywców mieszkań interesuje na razie wyłącznie cena i tylko w tej konkurencji trwa najostrzejsza rywalizacja. – Więc deweloperzy chcą budować jak najtaniej i z jak największym zyskiem – mówią w jednym z biur architektonicznych, które przegrało niedawno bój o zaprojektowanie wygodnych mieszkań. – Zabrakło nam argumentów i siły przekonywania, więc powstanie kolejne tanie osiedle z gęstą zabudową, niewielkim metrażem, słabym oświetleniem.

Budynki pełniące jedynie funkcję schronienia stały się reliktem przeszłości. Ale z drugiej strony, seniorzy uwięzieni na wyższych piętrach (choć dla wielu z nich nawet wysoki parter może być przeszkodą, by wyjść na spacer) muszą w nich żyć na co dzień. A skoro ich mieszkania są niedoświetlone lub brakuje w nich odpowiedniej wentylacji, dolegliwości wywołane brakiem dostępu świeżego powietrza i światła stały się tak powszechne, że zyskały w nomenklaturze medycznej termin „zespołu chorych budynków” (w skrócie SBS z ang. Sick Building Syndrom). – Jakiś czas temu, przychodząc do mieszkania, gratulowaliśmy dumnemu gospodarzowi: tu jeszcze pachnie świeżością – przypomina Jan Cieśla. – A ta świeżość to wyziewy związków chemicznych, które farby, oleje i inne materiały emitowały do powietrza. Z braku odpowiedniej wentylacji, niestety, były wyczuwalne.

Z danych Narodowego Instytutu Zdrowia PZH wynika, że rocznie niemal co szósta osoba po 60. roku życia doznaje wypadku wymagającego interwencji medycznej i aż połowa z nich wydarza się w domu. Śliskie łazienki z wannami, do których trudno wejść, a jeszcze trudniej z nich wyjść, pofałdowane wykładziny, złe oświetlenie to dla starszych osób niebezpieczne pułapki we własnych czterech kątach, których na ogół nie chcą usunąć. Po pierwsze, z powodu przyzwyczajenia, po drugie – strachu przed remontem i wydatkami. Ale przede wszystkim brakuje wiedzy, że można dziś każde wnętrze zmodernizować tak, aby było bardziej wygodne.

Co ciekawe, zupełnie inaczej podchodzi się już w Polsce do budynków biurowych. Konkurują między sobą w zdobywaniu certyfikatów – np. Well lub Breeam – mających zaświadczać o ich funkcjonalności, bezpieczeństwie i korzystnym wpływie na zdrowie przebywających w nich ludzi. – Mnóstwo parametrów trzeba wziąć pod uwagę, aby wydać taki atest – przyznaje Jan Cieśla, który jest specjalistą w dziedzinie certyfikacji. Nie wystarczy na przykład sprawna klimatyzacja, by zapewnić odpowiedni komfort – ważna jest też wilgotność, ruch powietrza, rodzaj użytych izolacji i szerokość okien (np. z wykorzystaniem zewnętrznych żaluzji), aby można było mówić o zrównoważonej dla zdrowia temperaturze wewnątrz budynku. – Białe kołnierzyki, obcując na co dzień z tego rodzaju architekturą, nasiąkają nowymi przyzwyczajeniami i będą oczekiwać podobnych rozwiązań w swoich prywatnych domach – nie ma złudzeń mój rozmówca. Może kiedy się zestarzeją, zadbają o własne mieszkania lepiej niż ich rodzice.

Polityka 15.2019 (3206) z dnia 09.04.2019; Ludzie i style; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Leczenie chorych budynków"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Zapomniana historia Mietka Kosza

Film Macieja Pieprzycy „Ikar. Legenda Mietka Kosza” z brawurową rolą Dawida Ogrodnika przypomina wielką postać tytułowego niewidomego pianisty. To powód, by raz jeszcze zastanowić się nad wciąż nośnym mitem artysty straceńca.

Mirosław Pęczak
19.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną