Ludzie i style

Absurdalny internetowy spór o pożar katedry Notre Dame

Notre Dame Notre Dame Franck Dubray / Forum
W całym skomplikowanym amalgamacie symboli, metafizyki i wzajemnych pretensji fakty pojawiały się z rzadka i niekiedy na marginesie. A w sieci zaroiło się od ekspertów od pożarów gotyckich katedr.

Kiedy w poniedziałek zapłonął dach paryskiej katedry Notre Dame, internauci rzucili się do klawiatur, by jak najszybciej się wypowiedzieć. Żyjemy wszak w kulturze ciągłego komentarza – nie można pozostać obojętnym wobec żadnego zjawiska. I nie byłoby w tym nic złego czy dziwnego, gdyby nie wrażenie, że bierzemy udział w specyficznym konkursie: kto skomentuje to zdarzenie w sposób najbardziej egzaltowany, podniosły, nienawistny lub po prostu głupi.

Pożar Notre Dame karą boską?

Zaczęło się od jednoznacznego skojarzenia z karą bożą. W umysłach komentatorów wciąż funkcjonuje okrutny Bóg ze Starego Testamentu, który zsyła ogień i plagi, by ukarać swych wyznawców. A zarazem nie było zgody co do tego, za co właściwie Bóg tak wiernych karze. Prawa strona upierała się, że za laicyzację, wielokulturowość i prawa dla mniejszości seksualnych. A zatem odczekał ponad sto lat od upaństwowienia Kościoła, przeczekał pokolenia żyjących na francuskiej ziemi przedstawicieli mniejszości i dopiero w 2019 r. stracił cierpliwość?

Po lewej stronie sporu pojawiła się za to sugestia, że Bóg gniewa się być może za pedofilię w Kościele. Czy w racjonalnej rozmowie o problemach Kościoła wypada używać tak metafizycznych argumentów? To zresztą symptomatyczne, że komentatorzy sięgnęli po symbolikę, metafizykę i boskie poczynania, zamiast pytać np. o zasady BHP obowiązujące w czasie remontu.

Adam Szostkiewicz: Matka Boża w płomieniach

Kto podpalił Notre Dame, czyli teorie spiskowe

Obok komentarzy upatrujących źródeł pożaru w działaniach boskich pojawiły się od razu teorie spiskowe. Więźba dachowa katedry nie zdążyła się jeszcze wypalić, gdy napłynęły stanowcze sugestie, że katedrę podpalili muzułmanie. Wszak skoro się pali, to ktoś musiał podpalić. Od tego już tylko krok do przywoływania danych o innych pożarach kościołów w kraju, co pięknie składa się w wizję wypalania się francuskiego katolicyzmu. Co prawda nie było pewności, czy podpalają uchodźcy, muzułmanie w ogóle, czy też sam rząd, ale chłonny ludzki umysł na pewno znajdzie teorię, która wszystko mu wyjaśni.

W polskim internecie można było też przeczytać, że w miejscu katedry zostanie postawiony meczet albo centrum wielokulturowe, co jest absurdalne z wielu powodów. Przede wszystkim dlatego, że katedra jeszcze stoi, choć najwyraźniej zdaniem części prawicowego internetu nie ma różnicy między „pali się” a „spłonęła”.

Piotr Sarzyński: Dlaczego tragedia Notre Dame tak poruszyła cały świat?

Eksperci od konstrukcji gotyckich katedr

Część komentatorów porzuciła metafizykę i spiski, decydując się na podejście eksperckie. W kilka godzin internet zapełnił się specjalistami od budowy i gaszenia gotyckich katedr. Na czele tej grupy stanął Donald Trump, który udzielał dobrych rad francuskiej straży pożarnej. Ta zaś z anielską cierpliwością tłumaczyła, dlaczego nie zrzuca się kilku ton wody na płonące budynki.

Pole ekspertów jednak rosło. Jedni twierdzili, że przy pożarze pracuje niewielu strażaków (w akcji brało udział kilkuset), inni – że źle lali wodę (każdy przecież wie, jakie obciążenie wytrzyma gotyckie sklepienie), jeszcze inni – że coś jest z katedrą nie tak, skoro się nie zawaliła. Przypomnijmy: budowniczowie gotyckich katedr nie mieli szansy się wypowiedzieć, bo nie żyją, a nawet specjaliści od architektury rzadko są specjalistami od pożarnictwa. Zaś spece od pożarnictwa – których nie ma tak wielu – są ostrożni w osądach. Głównie dlatego, że nie płonie tak wiele średniowiecznych katedr, by dało się cokolwiek stwierdzić z całą pewnością. Niemniej można wywnioskować, że gdyby komentatorzy internetowi gasili pożar Notre Dame, działaliby dużo skuteczniej.

Cuda i wina strażaków

Kiedy okazało się, że strażacy powstrzymali ogień w krótkim oknie czasu decydującym o być albo nie być katedry, pojawiły się informacje o cudzie. Cudem nie spłonął ołtarz i stojący na nim krzyż. Cudem nie spłonął budynek. Cudem nie zginął nikt ze zwiedzających. Oczywiście szukanie cudu jest naturalną reakcją na zdarzenia tego rodzaju. Ale to przykre, że ciężka, niebezpieczna i wymagająca niesamowitej odwagi praca strażaków natychmiast została okrzyknięta cudem. Tymczasem wyposażenie katedry ocalało po części dzięki ich odwadze (strażacy wynieśli część wyposażenia), a po części dlatego, że ogień nie ogarnął całego wnętrza, chronionego przez kamienne sklepienie. Fakt, że nikt nie zginął, rzeczywiście każe wierzyć w opatrzność. Tyle że pożar rozpoczął się po zamknięciu kościoła dla zwiedzających i dało się wszystkich bezpiecznie ewakuować. Ale emocje rosną, więc dzisiejsza informacja, że przetrwał kogut ze szczytu iglicy (w którym były relikwie), na pewno trafi do spisu cudownych ocaleń i boskich znaków.

No i nie należy strażaków oceniać zbyt wysoko! Wprawdzie ocalili katedrę przed zawaleniem, ale już teraz wiadomo, że przyjechali za późno i postępowali zbyt opieszale. Choć nikt nad Wisłą nie ma dostępu do oficjalnych danych, to już wiadomo, że gdyby ogień wykryto szybciej, to pewnie nie spaliłby się cały dach. Co jest prawdą i dotyczy zasadniczo każdego pożaru. Pożary, które odkryje się tuż po zaprószeniu, zwykle nie powodują zniszczeń. Czyli wina strażaków.

Czytaj także: Czy Paryż spłonął? Jak kino upamiętniło Notre Dame

Kto ma prawo opłakiwać Notre Dame

Ponieważ płomienie trawiły bądź co bądź katedrę, natychmiast rozpętała się też dyskusja o tym, czy wypada ronić łzy nad budynkiem kościelnym. Wiele osób sugerowało, że prawo do smutku nad budynkiem sakralnym wymaga co najmniej potwierdzenia chrztu i bierzmowania. Intrygujące, że godziły się w tej sprawie czasem różne strony sporu politycznego. Prawica zarzucała ateistom, że płaczą za kościołem, z którym się nie identyfikują. Druga strona sporu wysuwała plus minus ten sam argument. Pojawiały się nawet sugestie, że powinno się ten pożar przyjąć z entuzjazmem, wszak kościół ma sporo za uszami. Co prawda kościoły we Francji należą do państwa, ale to już jest szczegół do pominięcia (chyba że się snuje teorię spiskową o umyślnym podpalaniu kościołów).

Krążyli w tych wszystkich dyskusjach zdezorientowani wielbiciele architektury gotyckiej, słusznie zadziwieni, że żal za kilkoma wiekami kultury jest nagle deklaracją ideową.

Żal Notre Dame, a nie żal zabytków w Syrii, Iraku, Izraelu?

Co się zaś tyczy idei... Bliżej lewej strony sporu rozgorzała dyskusja o tym, czy nie jesteśmy hipokrytami, kiedy płaczemy za Notre Dame, skoro nie roniliśmy łez za zabytkami Syrii, Iraku czy innych miejsc objętych wojną. Niektórzy dziwili się wręcz, jak można opłakiwać perłę architektury, gdy na świecie giną ludzie, migranci są fatalnie traktowani, a przyroda ginie. Zarzucano sobie wzajemnie europocentryczność, zwłaszcza że media nie podawały informacji o pożarze meczetu Al-Aksa w Jerozolimie.

Tu należy zaznaczyć, że choć oba miejsca kultu płonęły w tym samym czasie, to pożar w Al-Aksa był mniej istotną informacją także dlatego, że był niewielki, został szybko ugaszony i nawet nie groził istnieniu meczetu. Niemniej wygląda na to, że łzy społeczeństwa zawsze są krokodyle, żal zaś jest źle umiejscowiony. Nie sposób się nie zgodzić, że za reakcją społeczną stoi europocentryczność, choć trudno sobie wyobrazić, żebyśmy ją nagle utracili. Podobnie można się spierać, czy aby na pewno cierpienie migrantów oznacza, że nie można uronić łzy nad perłą architektury. Łez powinno być w świecie więcej, nie mniej.

W całym tym skomplikowanym amalgamacie symboli, metafizyki i wzajemnych pretensji fakty pojawiały się z rzadka i niekiedy na marginesie. Być może dlatego, że patrząc na ogień, niewiele można było powiedzieć na pewno. Dziś wiemy, że katedra płonęła, ale nie spłonęła. Pożar został zaprószony najpewniej w czasie remontu. Remontu, który miał kosztować setki milionów euro. Ogień nie strawił wnętrza, udało się wynieść cenne przedmioty, ocalały rozety. Konstrukcja jest naruszona, odbudowa potrwa lata. Śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się jeszcze w trakcie akcji gaśniczej. Prezydent Francji zapewnił, że budynek zostanie odbudowany bez względu na koszty. Do odbudowy dorzuciły się wielkie francuskie przedsiębiorstwa, które wyjątkowo zamiast unikać podatków, zdecydowały się na hojne darowizny. Symbol Paryża i ważny budynek chrześcijaństwa nie zniknie z mapy. Ogień całkowicie ugaszono. A internet? Internet płonie dalej.

Czytaj także: Czy należy odbudować zniszczone zabytki w Syrii i w Iraku?

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Twarz stała się narzędziem walki w Hongkongu. Kto kogo przechytrzy?

Władze Hongkongu wykorzystują nowe technologie, żeby namierzyć i ukarać demonstrantów. Ale to broń obosieczna. Walka, choć nierówna, chwilami przypomina grę protestujących z władzą i policją.

Aleksandra Żelazińska
18.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną