Ludzie i style

Stanowski, Janoszek, Karaś. Jak celebrosfera rozpaliła internet

Krzysztof Stanowski przeprowadza sondę na temat Natalii Janoszek na Okęciu, 26 czerwca 2023 r. Krzysztof Stanowski przeprowadza sondę na temat Natalii Janoszek na Okęciu, 26 czerwca 2023 r. Piotr Molecki / EAST NEWS
Okres wakacji najwyraźniej obudził w Polakach ukryte pokłady nudy, bo rzucili się tłumnie oglądać trzygodzinny materiał na YouTube, w którym gwiazda internetu demaskuje karierę gwiazdy telewizji śniadaniowych.

Krzysztof Stanowski z internetowego „Kanału Sportowego”, niegdyś dziennikarz sportowy, dziś charyzmatyczna osobowość medialna, z wielkim poświęceniem zajął się prześwietleniem rzekomej kariery filmowej Natalii Janoszek. Bywalczyni programów telewizyjnych zabawiała prowadzących i widzów opowieściami o karierze w Indiach czy spotkaniach z aktorami, w 2016 r. napisała również pamiętnik „Za kulisami Bollywood”. Jak się okazuje – to kariera mocno podkoloryzowana. Dla przeciętnego odbiorcy spoza celebrosfery to temat równie istotny co mistrzostwa Polski w grze „Splatoon 3”, dlaczego więc tak rozpalił komentariat?

Mieszczanie zerkają ukradkiem

Po pierwsze, nasz stosunek do celebrytów to mieszanina pogardy i fascynacji. Sensację wzbudziła dopingowa wpadka ultrathriatlinisty Roberta Karasia i jej wyjątkowo głupie okoliczności (substancję otrzymał od znachora amatora). Przez kilka dni, jeśli patrzeć przez pryzmat rozluźnionych kanikułą mediów, sprawą żyła cała Polska. Popularność platform poświęconych celebrytom (jak różne Plotki czy Pudelki) to jedno – nikt się nie przyzna w towarzystwie, że na nie zagląda, zachęcony sensacyjnym nagłówkiem wtłoczonym w codzienny strumień internetowych treści, ale już chętnie sięgnie po sprawozdanie z życia i wybryków sław opakowane w sarkastyczny komentarz Kuby Wojewódzkiego. Życie innych ludzi budzi ciekawość, głód telenoweli z życia wziętej jest bazą piramidy Maslowa człowieka w świecie przesyconym mediami. Nawet jeśli tych ludzi się dehumanizuje, bo społeczeństwo rozczytujące się w relacjach ze zdrad i rozwodów rzadko kiedy myśli o tym, że są świadkami prawdziwego dramatu. Po części winni są sami celebryci, oderwani od normalnego życia i problemów.

Po drugie, Stanowski ubrał się w piórka bojownika o etykę dziennikarską, zarzucając „poważnym redakcjom”, że dały się nabrać – i budując narrację o upadku wszystkiego w czasach sztuczności i lansu. Doskonale odpowiedziała na to Agata Szczęśniak z serwisu OKO.press, zwracając uwagę, że „post, tweet, filmik celebrytki/polityka to nie jest NEWS” i że powinno się pisać o tych, którzy serio mają wpływ na życie innych. Komentatorzy wyciągnęli też przykłady, gdy to Stanowski dał się nabrać gadułom, zwrócili również uwagę, że miał okazję zajmować się znacznie poważniejszymi aferami w polskim sporcie, ale odpuszczał ze względu na powiązania towarzyskie. Wreszcie – dyskusja o kondycji dziennikarstwa może i jest potrzebna, ale nie powinno się jej prowadzić w warunkach internetowej chryi nastawionej na monetyzację emocji.

Czytaj też: Nosowska parodiuje influencerkę, a sieć się burzy. Tu nie chodzi o hejt

Banda Kenów z „Barbie”

Po trzecie, trzeba zapytać, dlaczego publiczność „Kanału Sportowego” tak bardzo interesuje się niszową celebrytką. Fani tego kanału przypominają nieco bandę toksycznych Kenów z filmu „Barbie” – przyszli zwabieni męskim hobby, zostali, żeby uczestniczyć w dręczeniu kobiet. Są bardzo oddanymi fanami, patrolują Facebooka i zostawiają masowo komentarze pod tekstami krytykującymi Stanowskiego, np. za bezprawne użycie w filmie piosenki Edyty Bartosiewicz. Kariera Stanowskiego – od młodego i błyskotliwego dziennikarza sportowego do internetowego gwiazdora (z detalami opisał ją Spider’s Web+) – przypomina losy Joe Rogana, komika, ale i komentatora sportowego, który prowadzi dziś podkast „tłumaczący świat”, budzący wiele kontrowersji. Daje np. platformę szerzycielom teorii spiskowych.

Można się zastanawiać, co było pierwsze: jajko czy kura? Czy internetowi celebryci tworzący treści skierowane do młodych mężczyzn (którymi wszyscy się tak martwią z powodu popularności skrajnie prawicowej Konfederacji) kształtują ich światopogląd, czy tylko odpowiadają na zapotrzebowanie, dostarczając prostych opowieści odpowiadających na ich emocje? Można się też zastanowić, czy mali chłopcy powinni być faktycznie wychowywani w kulcie piłki nożnej i gwiazd sportu, w atmosferze antyintelektualizmu i niechęci do czytania, przez które mają potem problemy w szkole – i dlatego szukają prostych odpowiedzi, czy to na TikToku Konfederacji, czy na łamach „Kanału Sportowego”.

Czytaj też: Jak się hoduje influencerów

Ogórki i eskapizm

Czy za zajmowanie się takimi nieistotnymi sprawami można zrzucić winę na „sezon ogórkowy”, czyli czas, kiedy się nic nie dzieje? Tyle że przecież cały czas coś się dzieje. Wojna w Ukrainie trwa, politycy u władzy nie ustają w dręczeniu społeczeństwa, świat płonie. Nie są to rzeczy, którymi chcemy sobie zaprzątać głowę, siedząc nad basenem w all inclusive albo podziwiając zza parawanu zimny Bałtyk. Ani nawet na co dzień. Kto miał rację – Aldus Huxley czy George Orwell? „1984” straszył rządową cenzurą mediów, „Nowy wspaniały świat” utopieniem ważnych treści w oceanie trywialnych bzdetów. Dziś doświadczamy obu tych zjawisk, ale walka z pierwszym będzie trudniejsza, jeśli nie wyzwolimy się z szumu głupotek. Oglądanie tasiemca o demaskowaniu celebrytki jest takim samym eskapizmem jak oglądanie jej występów w telewizji śniadaniowej.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Psychologowie są dziś wszędzie i zajmują się wszystkim. Czy słusznie? I kto się zajmie nimi?

Transport, policja, szpitale, marketing, reklama, sądownictwo, media, polityka, a wkrótce każda polska szkoła – gdzie się obejrzeć, tam psycholog. Czy współczesna wiedza psychologiczna pozwala im brać na swoje barki aż takie obciążenia?

Ewa Wilk
25.02.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną