Taniec z przodkami
Taniec z przodkami. Majowie od wieków, wbrew zakazom władz, podtrzymują tę tradycję
Pierwszy spektakl zaczyna się o świcie, przed kościółkiem El Calvario. Spodziewam się, że zastaniemy tam tłum fotografów, turystów i miejscowych – w końcu to ważne wydarzenie. Gdy przed wschodem słońca docieramy na miejsce, nie ma jednak nikogo. Dopiero jakiś kwadrans później podjeżdża pikap. Z jego paki niespiesznie schodzi: armia jaguarów i armia orłów – w postaci dwóch aktorów z wizerunkami zwierząt przytroczonymi do pleców – wojownik Rabinal Achí ze złotą maską w ręku, jego ojciec Job’Toj, ich przeciwnik, dwie młodziutkie księżniczki, mężczyzna w tradycyjnym stroju kobiecym, do tego muzycy, pomagier i kapłan. Nie zwracają na nas uwagi – ani na to, że poza nami widzów prawie nie ma – i zaczynają grać.
Akcja rozpoczyna się od spotkania wojowników: K’iche Achí i Rabinal Achí – i ich starcia. Obaj wygłaszają długie monologi w kicze, jednym z wielu języków majańskich. Możemy tylko domyślać się niektórych zwrotów akcji, a resztę doczytać w hiszpańskim tłumaczeniu. Rabinalowi Achí udaje się pojmać wroga i doprowadzić go przed oblicze swojego ojca, władcy ludu Rabinal. Ten rozkazuje, by złożyć go w ofierze. Zanim to się jednak stanie, więzień korzysta z rozmaitych przywilejów: otrzymuje piękne szaty, wykwintne jadło, tańczy z księżniczką. Prosi też o rok zwłoki, by móc pożegnać się ze swoimi stronami. Po tym czasie powraca – i zostaje stracony.
Czytaj też: Miasto aniołów. Meksykańska Puebla urzeka, jest jak galeria pod gołym niebem
Spektakl trwa
W eposie historycy doszukują się echa wydarzeń sprzed przybycia Europejczyków do Ameryki – zerwania przymierza pomiędzy ludami Kicze i Rabinal.