Ostatni cesarz
Valentino: ostatni cesarz. Jego moda budziła podziw i u laików, i u krytyków
W jej centrum: Valentino Garavani, zmarły 19 stycznia włoski projektant mody. By nie powiedzieć: jej cesarz, w ślad za tytułem poświęconego mu dokumentalnego filmu Matta Tyrnauera z 2008 r. „Tęsknię za czasami, gdy przepych i elegancja nie miały granic”, mówił w nim Valentino, już po sprzedaży swojej marki i w przededniu odejścia z zawodu. Właścicielem tej pierwszej był blisko pół wieku, kolejnych dziesięć lat jeszcze tworzył. Przede wszystkim wystawne suknie. To na nich zbudował pozycję.
W przeciwieństwie do wielu swoich konkurentów nie zrewolucjonizował stroju. Czynił jednak wszystko, by wzbudzał on podziw. Udało się – zachwycał zarówno laików, z nawiązką spełniając ich wyobrażenia o pięknej modzie, jak i krytyków.
Miał jeden cel: sprawić, by kobieta czuła się piękna i tak też wyglądała. Jego suknie, co niebagatelne, bywały też tak lekkie, że – jak komentował „Guardian” – można było je zmieścić do koperty formatu A3. – Kluczowa u niego była umiejętność modelowania figury poprzez krój. Charakterystyczne suknie o wyraźnie zaznaczonej talii, miękko opadające linie ramion oraz płynna praca tkaniny w ruchu świadczyły o głębokim zrozumieniu kobiecej anatomii. Mistrzowsko balansował między strukturą a lekkością: gorsety były niewidoczne, cięcia precyzyjne, a konstrukcja ukryta pod pozorną prostotą – wyjaśnia stylistka Karla Gruszecka.
Od jego debiutu w 1959 r. przez świat przetoczyli się hipisi, punkowcy, raperzy, a Valentino niezmiennie tworzył zjawiskowe, kosztowne suknie dla sławnych i zamożnych. Od Liz Taylor i Jackie Kennedy po Anne Hathaway i Gwyneth Paltrow. W strojach Valentino statuetki Oscarów odbierały Jessica Lange, Sophia Loren czy Cate Blanchett. Gdy w 2001 r. za rolę w „Erin Brockovich” Julia Roberts zgarnęła Oscara w jego sukni haute couture sprzed dziewięciu lat – z białą lamówką, która na wysokości biustu rozdzielała się w kształt litery Y, tworząc parę ramiączek, i z trenem – ów moment uznał za punkt kulminacyjny całej swojej kariery.