Republiki dolinne
Republiki dolinne: tu odbywają się igrzyska. Budzące zazdrość turystyczne eldorado
W wakacje 2006 r. „Polityka” ukazała się z bezpłatnym dodatkiem, cieszącą się sporym wzięciem wśród czytelniczek i czytelników mapą „250 zamków, warowni i pałaców w Polsce”. I choć przez kolejne 20 lat liczba zamków zbudowanych od podstaw nieco się w kraju zwiększyła – o straszydło z Puszczy Noteckiej – to pod względem uzamkowienia nadal odstajemy od tzw. starej Europy. Dołączona mapa, jako podpowiedź dla zwiedzających, oczywiście nie stanowiła wyczerpującej listy. Tę prowadzi Narodowy Instytut Dziedzictwa. W jego rejestrze figuruje ok. 400 obiektów mogących uchodzić za „samodzielne dzieło obronne o zabudowie zwartej” lub przynajmniej ich ruiny.
Skalę polskiego bezzamcza wyraźnie widać z Prowincji Autonomicznej Trydentu. Region z północy Włoch jest maleńki, ma powierzchnię trzech powiatów ostrołęckich. I o ile wokół Ostrołęki zamków, warowni lub ich pozostałości brak, o tyle w Trentino na 6,2 tys. km kw. stoi ich podobno ok. 300. W połączeniu z warunkami naturalnymi – przewyższenia w trydenckich Dolomitach sięgają prawie 4 km (na kurpiowskich równinach nie dobijają do 100 m) – daje to budzące zazdrość turystyczne eldorado.
Bo jakoś już tak jest, że im więcej materialnego wyrazu nierówności i krwawej polaryzacji w wiekach przeszłych, tym większa turystyczna atrakcyjność współcześnie. W Trentino zamki stawiano przede wszystkim w tych dolinach, przez które biegły najważniejsze szlaki. Tu z północy na południe, łącząc kraje włoskie z niemieckimi. Stąd np. Val di Non ma dwudziestkę zamków. W tym zjawiskowy Thun, będący rezydencją jednego z najpotężniejszych rodów w całych Alpach. Zbudowano go w XIII w. i niewiele się od tego czasu zmienił, o każdej porze roku dostarcza pocztówkowych kadrów. Zimą okalające go góry toną pod śniegiem.