Wśród kilku nowych produktów, które wprowadziła na rynek firma Apple, najwięcej emocji wywołała zupełnie nowa linia tanich laptopów MacBook Neo. Są tańsze o ponad połowę, ale za to pozbawione niektórych udogodnień serii Air i Pro, a przede wszystkim wyposażone w chip A18 Pro, znany z iPhone’a. To rozwiązanie przestaje wydawać się dziwne, gdy uświadomimy sobie, że topowe smartfony przewyższają mocą niejeden komputer.
Architektura procesora sprawia, że Neo wyposażone są jedynie w dwa porty USB-C (brakuje magnetycznego portu ładowania znanego z Air/Pro), ale za to działają aż 16 godzin. Komputer został zaprojektowany do codziennego użytku, głównie z myślą o młodych użytkownikach i sektorze edukacji. To tłumaczy paletę kolorów mającą spodobać się młodzieży – obok klasycznego srebrnego Neo dostępny jest w wersji indygo, subtelnego różu i cytrusowej żółci (marketing Apple’a podkreśla tę owocowość: w filmikach na TikToku cytryna i limonka urządzają telekonferencję). Podobną taktykę przyjęto w 2013 r., prezentując kolorowe modele tańszego iPhone’a 5C.
Czytaj też: Sprytny klocek: Lego pokazało system Smart Play. Czyli co właściwie?
Najwyższa pora przestać utożsamiać formę urządzenia z jego wnętrzem. W tabletach, często kojarzonych z zabawkami dla dzieci, można dziś znaleźć mocne procesory pozwalające użytkownikom na tworzenie animacji, grafiki 3D, edycję filmów czy zdjęć. Ale to skojarzenie nie jest do końca bezpodstawne: tablety stały się domyślnym urządzeniem dla młodych ludzi, również do pracy i nauki, a głównie – konsumpcji treści. MacBook Neo jest dla nich dobrą alternatywą, z pełnym systemem MacOS i klawiaturą, co może pozytywnie wpływać na zwyczaje użytkowników, zwłaszcza związane z higieną cyfrową.