Ludziom, którzy wymyślili, żeby wracać do roku 2016 jako do czasów, kiedy wszystko było trochę inne, bardziej beztroskie, mniej komercyjne i niezalane AI, warto przypomnieć, że język bywał wtedy podobny. Ba, są w nowym języku rzeczy, które brzmiały z grubsza tak samo w roku 2006 albo nawet 1996. Tak jest z hasłem, które pojawia się w najnowszym utworze Kizo, zatytułowanym „Polska vixa”. Utwór brzmi jak wschodnioeuropejska impreza, która wymknęła się spod kontroli, niczym polskie wesele utrwalone w literaturze i filmach. A słowo, tu zapisane przez „v”, jest starsze niż sam wykonawca. I przyszło niekoniecznie ze Wschodu, być może z Zachodu.
Stawiano przez lata na podobieństwo do niemieckiego der Wichser (wulgarnego: ciul, onanista) albo do łaciny – tamtejsze vagari (wędrować) miało przejść w nasze wagary, później wagsy, a na końcu miłośnikom wagsów przestało się chcieć wędrować i zaczęli się rozglądać, gdzie by tu urządzić jakąś imprezę. Na zachodni kierunek naprowadza też to, kogo określano mianem wiksiarzy – bo od lat 90. chodziło o tych, którzy z inspiracji niemieckim techno próbowali do krajowych dyskotek przenieść pewien szyk, przez słownik miejski.pl opisywany jako „białe rękawiczki, obcisła koszulka”. Znajdziemy tam dopisek „określenie negatywne”. Były też okrzyki „wixa!” podczas imprez, więc określenie, choć negatywne, zostało szeroko zaakceptowane.
Czytaj też: „Czy były menty na koncercie”? A momenty? Objaśniamy nowe słowa
Opisy wiks sprzed 10 lat nie bardzo się różnią od obecnych.