Cisza zamiast burzy
Podróżujesz? Nie zostawiaj po sobie śladu. Zasięgi niższe, ale świat mniej zniszczony
Jest kwiecień, w Japonii kwitną wiśnie. Gdzie najlepiej je podziwiać? Oczywiście w jakimś urokliwym miejscu z widokiem na Fuji, świętą górę Japończyków. Na Instagramie królują oszałamiające zdjęcia delikatnych różowych kwiatów z ośnieżonym szczytem w tle. Jednak te kadry mają swoją cenę. W lutym tego roku władze miejscowości Fujiyoshida uległy presji mieszkańców i odwołały słynny festiwal kwitnących wiśni, który zwykle odbywał się w kwietniu w Arakurayama Sengen Park. Od dekady przyciągał do niewielkiego miasta rocznie ok. 200 tys. osób urzeczonych pejzażem kwiatów, góry Fuji i czerwonej pagody Chureito.
Zapierające dech w piersiach zdjęcia w mediach społecznościowych powodowały, że liczba odwiedzających rosła. Każdy chciał upolować ten niezwykły kadr. A jak to wyglądało od zaplecza? Ponoć turyści wchodzili na prywatne tereny, a nawet otwierali drzwi domów, żeby skorzystać z toalety. Nie mówiąc już o śmieciach, które po sobie zostawiali, oraz korkach, które paraliżowały codzienne życie mieszkańców.
Nieco ponad rok wcześniej władze pobliskiej miejscowości Fujikawaguchiko po prostu zasłoniły widok na górę Fuji czarną płachtą, wysoką na dwa i pół metra. Miała zniechęcić ludzi, którzy, by zrobić najpiękniejsze zdjęcie, zatrzymywali tam samochody i blokowali ruch, powodując niebezpieczne sytuacje. Władze zapewniały, że płachta pomogła rozwiązać problem, choć już następnego dnia znaleziono w niej dziury w sam raz na obiektyw aparatu.
Czytaj też: Najlepsza metoda na Chorwację? Zamknąć oczy i wylosować wyspę na mapie
Jeszcze wcześniej problemom z turystami polującymi na zdjęcie musiała stawić czoła choćby Islandia.