Truskawki w makaronie
Truskawki w makaronie. Czy to w ogóle jest prawdziwy obiad? Podsuwamy przepis
Latem Polacy znów stają się bardzo podzieleni. Tym razem nie chodzi jednak tylko o politykę czy sport. Kością niezgody jest… jedzenie. W czerwcu, najpóźniej w lipcu, odżywa na nowo spór o to, czy makaron na słodko to „prawdziwy obiad”, czy może profanacja (szczególnie dla fanów kuchni włoskiej). Są osoby, których nawet słynna rekomendacja Igi Świątek z ubiegłorocznego Wimbledonu – dzięki której o makaronie z truskawkami usłyszał cały świat – nie jest w stanie przekonać.
U nas w domu pojawienie się makaronu z truskawkami to dziś symboliczny początek lata. Moja żona Paulina tak go uwielbia, że do końca sezonu nie wychodzi on z naszego jadłospisu. Dla mnie jest to szczególnie nostalgiczne danie, które w klasycznej wersji przypomina wychowanym w PRL-u lub w latach 90. wakacyjne dni na wsi. Albo wręcz przeciwnie: koszmar rozgotowanego, zimnego makaronu z niesłodkim sosem z przedszkolnych stołówek.
Czytaj też: Goła coca. Również po nią warto się wybrać do Barcelony
Ale fani makaronu na słodko w wielu kwestiach się ze sobą nie zgadzają. Zamysł tego dania jest znany, ale wciąż toczą się spory o to, czy użyć penne, świderków, a może ryżu? Zamiast twarożku (w wersji roślinnej nazywanego „tofurożkiem”) niektórzy dodają śmietanę – i tu znów pytanie: słodką czy kwaśną? Truskawki można z kolei połączyć z cukrem lub nie; zblendować na zupę lub tylko rozgnieść widelcem. Niektórzy nawet zjadają szypułki, które co prawda mają trawiasty smak, ale są skarbnicą antyoksydantów, witaminy C, żelaza i błonnika, a przede wszystkim wpisują się w filozofię zero waste.