Czarnogóra: bałkańskie rozdroże
Czarnogóra: bałkańskie rozdroże, miejsce nieoczywiste. Pocztówka „Polityki”
Swój letni pobyt w Czarnogórze zaczynam odświętnie: od Dnia Państwowości, obchodzonego na pamiątkę wybuchu powstania z 1941 r. przeciwko faszystowskim Włochom. Jean-Paul Sartre zaliczył ten zryw do największych dokonań tradycji wolnościowej XX w. Było to jedno z pierwszych masowych powstań przeciwko państwom Osi w okupowanej Europie, a walczyła w nim przede wszystkim młodzież – połowa powstańców miała mniej niż 23 lata. Włochom po wielkiej kontrofensywie udało się je stłumić, ale partyzantka działała do końca wojny, a siedmiu na ośmiu powstańców nie doczekało wyzwolenia.
Współczesna Czarnogóra jest ze swojej antyfaszystowskiej tradycji dumna, rocznicę wybuchu zrywu obchodzi dwudniowym świętem, które wprawia turystów w zakłopotanie, bo w środku sezonu nagle sklepy są zamknięte na głucho. Kiedy kraj odłączył się od Serbii równo 20 lat temu, rozpoczęło się przywracanie i tworzenie nowych tradycji. Czarnogórcy szczycą się swoją walecznością i umiłowaniem wolności – chociażby tym, że w przeciwieństwie do sąsiadów nigdy nie zostali podbici przez Turków. To prawda, choć powód jest dość prozaiczny: Czarnogórcy po inwazji wycofali się w wysokie góry i tam założyli swoją stolicę, Cetynię. Osmanom zasadniczo nie opłacało się walczyć o nieurodzajne skały, ale prawdą jest też, że bitni górale zgromadzeni w rodowych klanach nieraz dawali im popalić.
Czytaj też: Tajlandia: trójkąt nierównoboczny. Pocztówka „Polityki”
Różne oblicza Czarnogóry
Dziś dawna stolica Cetynia to „historyczne centrum” – niewielkie urocze miasteczko pełne kawiarni, muzeów i ambasad.