Przez całe lato winogrona w winnicy powoli, cierpliwie rosną. Owoce zawiązują się w czerwcu, z początku są małe, zielone i kwaśne. Dopiero w sierpniu przebarwiają się, nabierają soku i słodyczy. Czas winobrania to w większości europejskich regionów pierwsza połowa września, choć z powodu globalnego ocieplenia coraz częściej zaczyna się ono już w sierpniu. Gdy czytają państwo ten tekst, winogrona są już dawno wytłoczone w niemal wszystkich regionach poza tymi najbardziej północnymi. Fermentacje – trwające zwykle dwa tygodnie – już się zakończyły, wino z nowego rocznika leżakuje. Na razie się go jednak nie napijemy (chyba że z południowej półkuli, gdzie zbiory odbywają się w marcu). Pierwsze trunki, które trafią do sprzedaży, to Beaujolais Nouveau i włoskie Novello – w połowie listopada. Zamiast ganiać za winnymi noworodkami, lepiej się jednak skupić na dobrych winach z poprzednich sezonów.
Wyjątkiem są winogrona przeznaczone na wina słodkie. One w większości wciąż są na krzakach. Ich słodka, lekko przejrzała woń przyciąga zwierzęta – dziki, sarny czy szpaki. Winiarze bronią swojego plonu na różne sposoby: grodzą winnice wysokimi siatkami, ustawiają armatki hukowe, owijają winorośle specjalnymi siatkami. I czekają, modląc się o dobrą pogodę. Najbardziej wytrwali będą czekać do grudnia, a nawet stycznia, na silniejsze przymrozki, dzięki którym o trzeciej nad ranem z latarkami na czapkach zbiorą zmrożone na kość kiście i wytłoczą z nich tzw. wino lodowe – Eiswein lub Ice Wine. Dzięki temu, że woda w prasie pozostanie w postaci kryształów lodu, wino będzie niezwykle skoncentrowane i intensywne. Ale wina lodowe to wymierający gatunek, bo o odpowiednią pogodę w Niemczech czy nawet w słynącej z Ice Wine Kanadzie coraz trudniej – zdarza się raz na trzy–cztery lata.