Informatyka jak elektryczność

Chmara w chmurze
Przysłowie mówi, że nie trzeba kupować browaru, żeby napić się piwa. Teraz dotyczy to także branży informatycznej. A wszystko za sprawą chmury.
Rozpoczęła się rewolucja informatyczna, polegająca na tym, że większośc potrzebnych programów istnieje juz w sieci i jest ogólnie dostępna.
Piotr Socha/Polityka

Rozpoczęła się rewolucja informatyczna, polegająca na tym, że większośc potrzebnych programów istnieje juz w sieci i jest ogólnie dostępna.

Chmura, czyli cloud computing, oznacza w uproszczeniu, że coraz więcej zadań, do których do niedawna potrzebny był komputer wyposażony w specjalne oprogramowanie, dziś można wykonać korzystając z usług oferowanych w Internecie. Najlepszym przykładem jest poczta elektroniczna, z której korzystają praktycznie wszyscy internauci. Większość z nich posługuje się serwisami oferowanymi przez firmy internetowe, jak Gmail Google, Hotmail Microsoftu czy poczty polskich portali.

Użytkownik może prowadzić swoją korespondencję z dowolnego komputera, telefonu komórkowego lub konsoli do gry podłączonych do sieci. Cała potrzebna do obsługi serwisu infrastruktura: serwery, oprogramowanie, twarde dyski, znajduje się gdzieś w Internecie, w chmurze. E-mail to jednak tylko jedna z setek oferowanych usług: YouTube umożliwia przechowywanie i udostępnianie filmów, Flickr lub Fotka zachęcają do trzymania tu fotografii, mnożą się serwisy umożliwiające przechowywanie wszelkiego rodzaju dokumentów. Google przekonuje internautów, że nie warto już kupować oprogramowania biurowego, bo z edytora tekstu lub arkusza kalkulacyjnego można skorzystać za darmo, uruchamiając za pomocą przeglądarki internetowej odpowiednią usługę.

Czyżby nadchodziła epoka, kiedy moc obliczeniowa komputerów będzie dostępna w sieciowym gniazdku na podobnej zasadzie jak prąd elektryczny? Takie wizje pojawiły się już przed dekadą („Komputer w gniazdku”, POLITYKA 46/02), dziś stają się rzeczywistością, przed którą nie ma odwrotu.

Władcy mocy

Wraz z rozwojem Internetu nastąpił niezwykle szybki rozwój infrastruktury. Nowe firmy – jak Amazon, Google, Yahoo, Facebook – o których jeszcze kilkanaście lat temu nikt nie słyszał, a dziś są gigantami gospodarczymi na skalę globalną, potrzebują olbrzymiego zaplecza technicznego.

Proszę sobie wyobrazić, jakich centrów obliczeniowych potrzeba, żeby zapewnić sprawną obsługę Hotmaila, największego serwisu e-mailowego na świecie, z którego korzysta 500 mln użytkowników – mówi Jacek Murawski, szef Microsoftu w Polsce. – Albo żeby systematycznie przesyłać aktualizacje oprogramowania w usłudze Windows Update do przeszło miliarda użytkowników systemu operacyjnego Windows na świecie.

Microsoft zdecydował się zainwestować w centra obliczeniowe 12 mld dol., jedno kosztuje przeciętnie 500 mln. Apple rozpoczął w ubiegłym roku budowę centrum w Północnej Karolinie, w USA, ogłaszając, że wyda na nie miliard dolarów – tyle potrzeba, by zapewnić sprawną obsługę serwisu iTunes. Amazon, największy sklep internetowy na świecie, musi inwestować w podobny sposób, by sprostać wymaganiom technicznym, jakie stwarza świąteczna gorączka zakupów.

Sezonowe przesilenia powodują, że firmy takie jak Amazon muszą utrzymywać infrastrukturę informatyczną, która przez większą część roku wykorzystuje zaledwie do 30 poc. mocy. W dobie Internetu tę nadmiarową moc można udostępnić innym, zamieniając źródło problemów w źródło przychodów. Amazon już w 2006 r. uruchomił Amazon Web Services, zapraszając inne firmy, by korzystały z jego mocy obliczeniowych. Dla Amazona korzyść oczywista. A dla całej reszty?

Odpowiedzi na to pytanie udzielił Nicholas Carr, amerykański pisarz, analizujący rozwój nowych technologii. W 2004 r. opublikował w prestiżowym czasopiśmie „Harvard Business Review” artykuł „IT Doesn’t Matter” (Informatyka nie ma znaczenia). Przekonywał w nim, że wbrew marketingowym argumentom firm informatycznych nie należy przesadzać z wydawaniem pieniędzy na komputery i oprogramowanie, bo wcale nie pomaga to w uzyskaniu przewagi nad konkurencją. Tekstem tym wywołał furię prezesów informatycznych koncernów. Gdy emocje opadły, Carr napisał książkę „The Big Switch” (Wielkie przełączenie). Argumentuje w niej, że informatyka powtarza ścieżkę rozwoju, którą kroczyły technologie wytwarzania energii.

W początkowej fazie rozwoju przemysłu każda fabryka miała własne źródło energii w postaci maszyny parowej. Wynalazek elektryczności i silników elektrycznych zmienił całkowicie ten model. Powstały elektrownie rozsyłające wytworzoną energię za pomocą sieci. Odbiorcy używają jej wtedy, kiedy potrzebują, i płacą za tyle, ile zużyją. Nie muszą się martwić o koszty utrzymania drogiej infrastruktury ani o to, czy zabraknie energii, gdy gwałtownie zwiększy się na nią apetyt. Carr przekonuje, że nie ma powodu, by inaczej było w informatyce. Czy nie lepiej, zamiast utrzymywać szybko starzejące się serwery i ich kosztowną obsługę, kupować tyle informatyki, ile potrzeba, i płacić za tyle, ile się wykorzysta? Argumenty znane od lat, jednak dopiero dziś zaczynają trafiać do przekonania.

Dlaczego? – Pozytywnym impulsem okazał się globalny kryzys gospodarczy – wyjaśnia Jacek Murawski. – Zawsze w sytuacji kryzysowej firmy i instytucje publiczne poszukują oszczędności, gdzie tylko to możliwe, także w wydatkach na informatykę. Chmura pozwala na oszczędności bez konieczności ograniczania zakresu informatycznego wsparcia, a w niektórych przypadkach pozwala wręcz uzyskać dostęp do bardziej zaawansowanych technologii zarezerwowanych wcześniej dla wielkich przedsiębiorstw, posiadających bogatą infrastrukturę informatyczną. Skalę oszczędności doskonale ilustruje przykład komputerowego giganta, firmy HP, która aktywnie uczestniczy w rozwoju chmury, testując proponowane rozwiązania na samej sobie. – W efekcie udział kosztów informatyki w kosztach korporacji zmalał z 4,6 do 1,5 proc. – twierdzi Maciej Rak z HP Polska.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną