NLP dla bogatych i naiwnych

Religia dla bogatych
Czy neurolingwistyczne programowanie – mocno wątpliwa metoda samodoskonalenia, usprawniania komunikacji i psychoterapii – to nowa wiara zamożnych elit?
Na pytanie, czym jest NLP, odpowiedzieć jest naprawdę trudno, a może w ogóle się nie da, jeśli ktoś oczekiwałby sporządzenia bardzo precyzyjnego opisu.
Piotr Socha/Polityka

Na pytanie, czym jest NLP, odpowiedzieć jest naprawdę trudno, a może w ogóle się nie da, jeśli ktoś oczekiwałby sporządzenia bardzo precyzyjnego opisu.

W USA treningi NLP zamawiały zarówno największe firmy prywatne, m.in. Hewlett-Packard, IBM czy McDonald’s, jak i publiczne instytucje, m.in. NASA, U.S. Army czy organizacje sportowe.
Piotr Socha/Polityka

W USA treningi NLP zamawiały zarówno największe firmy prywatne, m.in. Hewlett-Packard, IBM czy McDonald’s, jak i publiczne instytucje, m.in. NASA, U.S. Army czy organizacje sportowe.

Wielu trenerów personalnych i terapeutów stosujących NLP zachowuje się jak religijni guru, posiadający recepty na niemal każdy kłopot i oferujący bełkotliwie brzmiącą filozofię.
Piotr Socha/Polityka

Wielu trenerów personalnych i terapeutów stosujących NLP zachowuje się jak religijni guru, posiadający recepty na niemal każdy kłopot i oferujący bełkotliwie brzmiącą filozofię.

Przy okazji głośnej afery podsłuchowej pojawił się zaskakujący wątek. „Gazeta Wyborcza” w opublikowanym w lipcu tekście „Kelner, gracz i podsłuchy” napisała, że jeden z głównych podejrzanych o nielegalne nagrywanie polityków biznesmen Marek Falenta zaskoczył swoim nietypowym zachowaniem tuż po wyjściu z aresztu i postawieniu mu zarzutów przez prokuraturę. Zamiast okazać zdenerwowanie cały promieniał.

Znający Falentę przedsiębiorcy ujawnili dziennikarzom, że jego niecodzienna postawa to zasługa Mateusza Grzesiaka. Słynnego na całą Polskę coacha, czyli „trenera rozwoju osobistego”, stosującego metody tzw. neurolingwistycznego programowania (NLP). Jest ono bardzo modne wśród rodzimych celebrytów, biznesmenów i polityków. Warto zatem bliżej przyjrzeć się temu, w co mocno wierzą elity.

W krzyżowym ogniu pytań

Choć nazwa neurolingwistyczne programowanie wywołuje komputerowo-naukowe skojarzenia, to NLP z nauką ma niewiele wspólnego. Przyznają to nawet jego zagorzali zwolennicy, próbując w ten sposób odrzucić liczne oskarżenia o pseudonaukowość. Bo jak coś, co nie jest naukowe, może być pseudonaukowe? – pytają. Jednak równocześnie chętnie posługują się specjalistycznie brzmiącym żargonem oraz powołują na wyniki badań mających potwierdzać skuteczność stosowanych przez nich metod szkoleniowych i terapeutycznych.

Na pytanie, czym jest NLP, odpowiedzieć jest naprawdę trudno, a może w ogóle się nie da, jeśli ktoś oczekiwałby sporządzenia bardzo precyzyjnego opisu. Nie ma bowiem jednej szkoły czy spójnie sformułowanych podstaw teoretycznych NLP, a różne grupy je stosujące potrafią rzucać pod swoim adresem oskarżenia nawet o szalbierstwo. Metody tej nie znajdzie się też w żadnym poważnym podręczniku psychologii.

Na czym się więc opiera i skąd jej tak duża popularność nie tylko w Polsce, ale również na świecie? Żeby to wyjaśnić, musimy się cofnąć do wczesnych lat 70. ubiegłego wieku i przenieść na Uniwersytet Kalifornijski w Santa Cruz. Jeden z jego studentów Richard Bandler (uczył się tam filozofii i psychologii) dostał zadanie spisania nagrań sesji terapeutycznych, prowadzonych przez zmarłego w 1970 r. niemieckiego psychiatrę Fritza Perla. W trakcie rozmów z pacjentami Perl stosował metodę polegającą na zadawaniu mnóstwa pytań odnoszących się do ich wypowiedzi. Na przykład: dlaczego wybrałeś akurat to słowo? Co ono dla ciebie znaczy? Jakie są konsekwencje twojego stwierdzenia? Itp. Zasypany nimi pacjent gubił się i w końcu nie potrafił wyjaśnić własnych odczuć czy motywacji. Miał w głowie pustkę, stając się wyjątkowo podatny na sugestie Perla. Co ciekawe, pacjenci przyjmowali je z dużą ochotą.

Bandler był zaskoczony skutecznością metody psychiatry i podzielił się swoimi obserwacjami z pracującym na uniwersytecie lingwistą Johnem Grinderem. Obydwaj zaczęli analizować pracę innych terapeutów – stosującego hipnozę Miltona Ericksona oraz Virginii Satir, pionierki terapii rodzin. Interesowały ich techniki postępowania z pacjentami, z czego wyciągnęli ogólny wniosek: obserwując działania jakiegoś specjalisty w dowolnej dziedzinie, można poznać stosowane przez niego techniki (procedury), a następnie przekazać je innym ludziom. Określa się to w NLP „modelowaniem”.

Bandler i Grinder dość szybko porzucili uniwersytet i zaczęli wydawać świetnie sprzedające się książki (pierwsza nosiła tytuł „Struktura magii”) popularyzujące nową metodę, którą nazwali „neurolingwistycznym programowaniem”. Wybór takiej zbitki pojęć wynikał z ich zainteresowań i skojarzeń z lingwistyką, mózgiem oraz programowaniem maszyn. Np. Bandler chętnie porównywał ludzi do komputerów, które można „przeprogramowywać”. Twierdził również, że obserwacja, jak próbujemy uczyć maszyny, by naśladowały działanie ludzi, doprowadziła go do wniosku, iż można także uczyć ludzi, jak działają inni ludzie. Patrząc na sam proces uczenia, a nie jego treść.

Zdradliwe ruchy gałek

Na tym założeniu Bandler i Grinder jednak nie poprzestali. NLP czerpało bowiem m.in. z freudowskiej psychoanalizy, mówiąc wiele o podświadomości, do której podobno dzięki swoim metodom potrafiło docierać. Przyjęto również, że każde doświadczenie człowieka składa się z informacji pochodzących z czterech (niektórzy enelpowcy mówią tylko o trzech, a inni o pięciu) tzw. systemów reprezentacji: wizualnego, kinestetycznego (odczucia, dotyk), słuchowego i węchowo-smakowego. Podobno każdy z nas przetwarza informacje, preferując tylko jeden z nich. Więc żeby np. dobrze komunikować się ze (lub próbować manipulować) wzrokowcem, trzeba się do jego systemu dostosować.

Jak sprawdzić, który system reprezentacji dominuje u danej osoby? Wyraża się to m.in. w języku, gdyż do opisu sytuacji rzekomo używamy częściej słów związanych z dominującym systemem. Dlatego w NLP język uznaje się za osobny tzw. system metareprezentacji. Ale to, czy jesteśmy np. wzrokowcami albo „słuchowcami”, da się najlepiej ocenić po ruchach gałek ocznych (co w później przeprowadzonych badaniach naukowych okazało się nieprawdziwym założeniem). Koncepcję systemów reprezentacji Bandler i Grinder uznali za Świętego Graala psychologii.

NLP wpisywało się również w modny w latach 70. XX w. (i w sporym stopniu także dziś) ruch New Age głoszący, że ludzkość znalazła się w punkcie zwrotnym i nadchodzi „nowa era”. Mówiło bowiem sporo o budowaniu poczucia własnej wartości, transformacji (by zmienić świat, wystarczy zmodyfikować myśli o nim), harmonii, samorealizacji, niewerbalnej komunikacji, wydobywaniu ukrytego potencjału itp. Najbardziej radykalni praktycy NLP twierdzili wręcz, że dzięki modelowaniu z każdego są w stanie uczynić speca w dowolnie wybranej profesji. NLP czerpało również pełnymi garściami z filozofii i psychologii, głosząc m.in., że nasze myśli nie są odbiciem świata, a jedynie jego subiektywnym wyobrażeniem. A przede wszystkim obiecywało, że poradzi sobie nie tylko z rozmaitymi problemami psychicznymi, ale i wadami oraz chorobami somatycznymi – np. krótkowzrocznością, alergiami czy przeziębieniem.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną