Starożytna Palmyra otwarta dla turystów już w 2019 r.?

Gotowa na gości?
Zniszczone przez ISIS ruiny starożytnej Palmyry w Syrii mają być w przyszłym roku znów otwarte dla turystów. Czy ten pośpiech jest na miejscu i skąd turyści?
Palmyra - rzymska droga i łuk triumfalny po 10 miesiącach panowania dżihadystów.
Joseph Eid/Twitter

Palmyra - rzymska droga i łuk triumfalny po 10 miesiącach panowania dżihadystów.

Rząd syryjski niedawno zaczął mówić o tym, że ruiny Perły Pustyni – jak zwane jest starożytne miasto Palmyra – będą w przyszłym roku znów otwarte dla turystów. Faktem jest, że ta starożytna osada handlowa, która rozkwitła w czasach rzymskich i zasłynęła rządami królowej Zenobii, od jakiegoś czasu jest porządkowana, ale czy naprawiający szkody po barbarzyńcach uwiną się z wszystkim, no i czy rząd syryjski spodziewa się tłumów gości już w przyszłe wakacje?

Palmyra bliska sercom polskich archeologów

Polskim archeologom to eklektyczne kulturowo, pustynne miasto handlowe jest szczególnie bliskie, bo od końca lat 50. zajmowali się jego badaniem, rekonstrukcją i konserwacją. To między innymi dzięki ich wieloletniej pracy w 1980 r. ruiny zostały wpisane na Listę światowego dziedzictwa UNESCO i przez długi czas odwiedzało je rocznie nawet 150 tys. turystów z całego świata. Niestety, gdy w 2013 r. wybuchła wojna, ruiny wpisano na listę zagrożonych stanowisk, a gdy dwa lata później na terenie parku archeologicznego pojawili się bojownicy ISIS, doszło do zniszczeń – tych intencjonalnych i tych wywołanych toczącymi się w pobliżu ruin walkami.

ISIS poczyniło w Palmyrze szkody nie do naprawienia

Co prawda Islamiści spustoszyli nie tylko Palmyrę, ale to stamtąd w 2015 i 2016 r. wrzucali do sieci relacje ze swych barbarzyńskich poczynań – niszczenia świątyni boga Balszamina, świątyni boga Bela, wież grobowych czy łuku palmyreńskiego. To w Palmyrze doszło też do ścięcia emerytowanego dyrektora palmyreńskiego muzeum Khaleda al-Asaada, który próbował bronić zabytków. Gdy ruiny udało się odbić w marcu 2016 r., polscy archeolodzy przyjechali tam jako jedni z pierwszych, by oszacować straty. Ale od tamtego czasu w sprawie Palmyry ucichło.

Wojna w Syrii uniemożliwia rewitalizacji ruin

W październiku zeszłego roku polski konserwator Bartosz Markowski wraz z pracownikami Muzeum Narodowego w Damaszku przywrócił do świetności rozbitą na kawałki 15-tonową rzeźbę lwa, a prace konserwatorskie innych zniszczonych rzeźb z muzeum w Palmyrze prowadzą specjaliści z moskiewskiego Muzeum Puszkina. Teraz jednak, jak zapewniają władze syryjskie, kolejnym etapem ma być naprawa szkód w mieście. Ciekawe, co to znaczy i jak sobie Syryjczycy wyobrażają prace rewitalizacyjne w tak zawrotnym tempie i to w nadal ogarniętym konfliktem kraju. Prof. Tomasz Waliszewski, dyrektor Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej im. Kazimierza Michałowskiego, który w 2016 r. był wśród kilku Polaków na misji ratunkowej w Palmyrze, jest bardzo sceptyczny. – Pewnych szkód w ogóle nie da się naprawić, to zresztą byłoby tragiczne, gdyby ktoś próbował odbudowywać świątynię Bela czy inne zniszczone zabytki, bo powinno się je zachować w obecnej formie jako memento.

Zobacz także: Jak tzw. Państwo Islamskie niszczyło Palmyrę

Poza tym, jak wyjaśnia, większość międzynarodowego środowiska archeologów ostrożnie zaczęła podchodzić do współpracy z Syrią. Już jesienią 2016 r. sprawa okazała się zbyt polityczna i uznano, że aby prace w Palmyrze mogły ruszyć na nowo, wojna musi skończyć się definitywnie, a odpowiednie decyzje powinny zapaść na poziomie międzynarodowym. – Ale środowisko naukowców podzieliło się, bo choć większość z nas była przeciwko robieniu czegokolwiek na chybcika, byli tacy, którzy licząc na uczestnictwo w dużych programach pomocowych, nie odżegnali się od współpracy z Syrią – tłumaczy prof. Waliszewski.

Czy Palmyra zostanie udostępniona turystom już w 2019 r.?

Według archeologa obecne szumne zapowiedzi, jakoby Palmyra miała być w przyszłym roku otwarta dla publiczności, to wyłącznie pobożne życzenia. – Przecież w Syrii nadal twa wojna, za chwilę rusza kolejna ofensywa i nie ma żadnej pewności, że za rok sytuacja będzie ustabilizowana na tyle, by ktokolwiek chciał tam przyjeżdżać na wycieczki. Prawdę powiedziawszy, na razie w Syrii jest do wykonania ogromna praca humanitarna związana z dziesiątkami tysięcy uchodźców koczujących w północnym Libanie i Jordanii. Dziedzictwo archeologiczne to w tym kraju nadal drugorzędny problem. Póki co możemy jedynie obserwować, co się tam dzieje i kształcić specjalistów, którzy – jak będzie trzeba – będą tam mogli wrócić, by pomóc syryjskim badaczom zająć się tamtejszym tysiącletnim dziedzictwem – mówi prof. Waliszewski.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną