Nauka

Katastrofa już trwa

Apokalipsa zwierząt

Od 1980 roku nastąpił dziesięciokrotny wzrost zaśmiecenia środowiska plastikiem. Od 1980 roku nastąpił dziesięciokrotny wzrost zaśmiecenia środowiska plastikiem. smithore / PantherMedia
Beztroski rozwój ludzkości na ekologiczny kredyt skończył się. Szóste wielkie wymieranie gatunków jest faktem, w ciągu najbliższych dekad może ich zniknąć nawet milion.
Lotnisku we Władywostoku, boeing z podobizną tygrysa syberyjskiego, uznawanego za gatunek zagrożony.Yuri Smityuk/TASS/Getty Images Lotnisku we Władywostoku, boeing z podobizną tygrysa syberyjskiego, uznawanego za gatunek zagrożony.
Katastrofa nie jest kwestią przyszłości, tylko już trwa i nabiera rozpędu. Nic dziwnego, że nabierają też rozpędu przemiany świadomości społecznej.innervision/PantherMedia Katastrofa nie jest kwestią przyszłości, tylko już trwa i nabiera rozpędu. Nic dziwnego, że nabierają też rozpędu przemiany świadomości społecznej.

Wielkie przyspieszenie, tak można określić ostatnie półwiecze. Od 1970 r. liczba ludności na Ziemi podwoiła się, produkcja rolna potroiła, wolumen światowej gospodarki wzrósł czterokrotnie, a wielkość międzynarodowej wymiany handlowej dziesięciokrotnie. Liczby oszałamiają, jednak jeszcze ważniejsza jest informacja ukryta w ich strukturze: nie tylko jest nas coraz więcej, ale także chcemy coraz lepiej żyć. W rezultacie zużycie surowców i materiałów na głowę wzrosło od 1970 r. o 15 proc.

Dotychczas zwracaliśmy głównie uwagę na pozytywne skutki rozwojowej dynamiki, jak miliony Chińczyków, którzy wyszli ze skrajnej nędzy, tworząc dziś zadowoloną z życia klasęśrednią. Za Chinami podążają mieszkańcy Indii i innych krajów rozwijających się. Mają prawo chcieć żyć tak jak mieszkańcy krajów rozwiniętych i z prawa tego ambitnie korzystają.

Rozwój polegający na wzroście gospodarczym, który z kolei napędzany jest wzrostem konsumpcji, wymaga adekwatnego wzrostu zużycia zasobów mineralnych i naturalnych. 6 maja został ogłoszony „bilans środowiskowy”, czyli Raport o Różnorodności Biologicznej i Funkcji Środowiska przygotowany przez IPBES – Międzyrządową Platformę ds. Różnorodności Biologicznej i Funkcji Środowiska działającą w ramach Programu Środowiskowego ONZ. IPBES została powołana w 2012 r. i tworzą ją obecnie 132 państwa członkowskie, Polska ma status obserwatora.

Wielkie wymieranie

Raport tworzyło 145 naukowców z 50 krajów, wspieranych pracą kolejnych 310 ekspertów. Nie prowadzili własnych badań, tylko podsumowywali dostępną wiedzę, analizując m.in. ponad 15 tys. publikacji naukowych. Na razie poznaliśmy podsumowanie dla decydentów, przyjęte podczas konferencji IPBES, trwającej w Paryżu od 29 kwietnia do 4 maja. Pełna, licząca ok. 1800 stron wersja zostanie ogłoszona w najbliższym czasie.

Wnioski można skomentować krótko: wielkie przyspieszenie przełożyło się na wielkie wymieranie. Dosłownie. Popularna od jakiegoś czasu teza o Szóstym Wielkim Wymieraniu nie jest jedynie katastroficzną metaforą, tempo ginięcia gatunków jest obecnie od dziesiątek do setek razy większe niż średnia dla ostatnich 10 mln lat i jego dynamika ciągle wzrasta. Zagładą w najbliższych dekadach zagrożonych jest nawet milion gatunków (spośród 8 mln, jakie zgodnie z szacunkami zamieszkują Ziemię).

Człowiek zdołał trwale przekształcić 75 proc. lądów stałych, poddać niebezpiecznej eksploatacji ponad 60 proc. oceanów, zniszczyć do 2000 r. 85 proc. mokradeł i dalej je niszczy w tempie trzykrotnie większym, niż wycina lasy. A tylko w okresie 1980–2000 wycięto 100 mln ha lasów tropikalnych, w latach 1990–2015 zniknęło 290 mln ha lasów pierwotnych, zastąpiło je 110 mln ha lasów z hodowli. Rosnące zapotrzebowanie na żywność powoduje, że 33 proc. powierzchni lądów i 75 proc. zużycia wody pitnej wykorzystuje rolnictwo. Problem w tym, że 23 proc. ziem uprawnych uległo wyjałowieniu, tracąc zdolności produkcyjne.

Środowisko nie jest jednak jedynie biernym zasobem, z którego czerpiemy potrzebne surowce i materiały. 75 proc. upraw zależy od zapylania przez owady i inne naturalne zapylacze, których populacja maleje, co przekłada się na ryzyko strat rzędu 235–577 mld dol. rocznie. Ekosystemy morskie i leśne są najważniejszym pochłaniaczem dwutlenku węgla, wychwytując 60 proc. tego, co produkuje każdego roku człowiek. 4 mld ludzi na świecie ma dostęp praktycznie tylko do naturalnych substancji leczniczych, nawet jednak te dostarczane przez firmy farmaceutyczne w terapiach nowotworowych w 70 proc. mają swe źródło w naturze.

Tę statystykę można ciągnąć jeszcze długo, dodając np. fakt dziesięciokrotnego wzrostu zaśmiecenia środowiska plastikiem od 1980 r. Ba, nawet tak niewinne i rozwijające zajęcie jak turystyka w tej chwili stało się jednym z największych światowych przemysłów odpowiedzialnych za 8 proc. emisji gazów cieplarnianych (warto dodać, że emisja gazów cieplarnianych wywołanych ruchem turystycznym wzrosła o 40 proc. w ciągu zaledwie czterech lat między 2009 a 2013 r.). Naukowcy pracujący dla IPBES nie ograniczyli się jedynie do sporządzenia swoistej „listy destrukcji i zagłady”. Ich celem było także uchwycenie systemowych zależności, by nie tylko straszyć, ale też znaleźć odpowiedź, jak wyjść od strachu do działania, które pomoże uniknąć katastrofy.

Bo konkluzja zasadnicza jest taka, że przy obecnym stanie środowiska i wychwyconych trendach większość celów zrównoważonego rozwoju (Sustainable Development Goals), przyjętych przez ONZ na 2030 r., nie zostanie osiągniętych. Spośród 20 celów Konwencji ds. Różnorodności Biologicznej przyjętych w Aichi uda się zrealizować w 2020 r. co najwyżej cztery. Głównym winowajcą jest człowiek i wiadomo, że bez transformacji modelu ekonomicznego, który dziś oparty jest na paradygmacie wzrostu gospodarczego karmionego konsumpcją, katastrofalnych trendów nie da się zmienić. A to z kolei oznacza, że również w nieodległej perspektywie po prostu niemożliwy będzie obecny model rozwoju, bo destrukcja ekosystemów przekroczy granice i niezbędne dla życia człowieka funkcje środowiska się załamią.

Autorzy raportu identyfikują 18 obszarów, w których potrzebujemy środowiska jako „dostawcy” ważnych dla rozwoju ludzkości zasobów i funkcji. To m.in. regulacja klimatu, regulacja atmosfery, zapylanie roślin, regulacja zasobów wody, regulacja zakwaszenia oceanów, dostarczanie bioenergii, dostarczanie substancji leczniczych, dostarczanie żywności. Wskaźniki opisujące stan 14 z 18 obszarów pogarszają się. Tym samym pogarszają się perspektywy dla ludzkości.

Niechciana wiedza

Co nowego wnosi raport IPBES poza potwierdzeniem, że jest źle, i syntezą istniejącej wiedzy? Wszak o tym, że żyjemy na środowiskowy kredyt, specjaliści od ekonomii środowiskowej, z Hermanem Dalym na czele, przekonują już od lat 80. XX w., podając konkretne argumenty, że ludzkość wkroczyła na ścieżkę niezrównoważonego rozwoju, który zużywa więcej zasobów środowiska, niż jest ono w stanie zregenerować. Pierwsze poważne ostrzeżenie, które poruszyło wyobraźnię, ale równie szybko zostało zignorowane, opublikował w 1972 r. Klub Rzymski pod znamiennym tytułem „Granice wzrostu”. Do dziś „Granice wzrostu” z lubością są przytaczane przez wątpiących w kryzys środowiskowy jako przykład nietrafionej prognozy. To najlepszy dowód, że opracowania nie czytali, bo nie było prognozą, tylko systemową analizą możliwych scenariuszy rozwoju. I właśnie zaczynają się realizować warianty najbardziej ponure.

Organizacje ekologiczne systematycznie informują o zagrożeniu – WWF liczy tzw. ślad środowiskowy, czyli wpływ, jaki wywieramy na środowisko jako pojedynczy ludzie i jako społeczności. Z rachunku wynika, że w Polsce przyroda jest w stanie dostarczyć zasobów odpowiadających 2 globalnym hektarom na mieszkańca (gha – jeden globalny hektar – to światowa zdolność środowiska do obsługiwania potrzeb człowieka w przeliczeniu na jeden hektar produktywnych biologicznie obszarów lądowych i wodnych). Tyle że przeciętna Polka/Polak potrzebuje 4,43 gha. Tak więc ponad połowę roku żyjemy na kredyt zaciągnięty wobec zdolności regeneracyjnych środowiska. W wymiarze globalnym rozjazd między śladem ekologicznym a rezerwami środowiskowymi zaczął się w 1970 r., na obsługę dzisiejszych potrzeb ludzkości potrzeba 1,69 Ziemi. Gdybyśmy wszyscy chcieli żyć jak Amerykanie, potrzebnych byłoby pięć globów.

Wiemy to wszystko od dawna, podobnie zresztą jak od lat 70. XX w. wiemy, jakie będą konsekwencje emisji gazów cieplarnianych powodujących globalne ocieplenie. Bo zmiany klimatu także znalazły się w raporcie IPBES, nie da się bowiem oderwać tego, co się dzieje w ziemskiej atmosferze, od reszty ekosystemu. Problem w tym, że opracowanie o różnorodności biologicznej wytrąca ze złudnego przekonania, że największym współczesnym wyzwaniem ludzkości jest powstrzymanie wzrostu temperatury atmosfery. Niestety, to tylko jeden z najważniejszych problemów.

Naukowcy pracujący dla IPBES liczą, że swym dziełem zdołają osiągnąć podobny efekt, jak specjaliści od klimatu, którzy działają w ramach IPCC, czyli Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatycznych, istniejącego od 1988 r. Ostatni, specjalny raport IPCC z jesieni ub.r. rzeczywiście wywołał żywe zainteresowanie opinii publicznej, bo po raz pierwszy tak dobitnie pokazał, że czas się kończy. Jeśli mamy zatrzymać wzrost temperatury na w miarę bezpiecznym poziomie 1,5 st. C powyżej poziomu z okresu przedprzemysłowego, do 2030 r. emisja gazów cieplarnianych musi zmaleć o połowę. Tymczasem globalne emisje gazów cieplarnianych ciągle rosną, zamiast maleć.

Protest młodych

Raport IPBES przebija stawkę, bo pokazuje, że nie chodzi jedynie o klimat, tylko o cały ekosystem, bez którego z ochroną klimatu sobie nie poradzimy. A to z kolei oznacza, że nie wystarczy zastąpić energii pozyskiwanej z paliw kopalnych energią ze źródeł odnawialnych i zredukować emisję do zera. Taka zmiana nie musi bowiem oznaczać zmniejszenia presji na środowisko – potrzebna będzie żywność, drewno konstrukcyjne i na opał, surowce do produkcji akumulatorów, wiatraków, paneli słonecznych, rowerów; tak czy inaczej powstawać będą odpady cywilizacyjne.

W istocie potrzebna jest więc zmiana nie tylko modelu gospodarczego i energetycznego, ale też paradygmatu cywilizacyjnego, co oznacza z kolei radykalną zmianę stylów życia. W raporcie czytamy, że trzeba zacząć od przemiany świadomości, by wizje dobrego życia nie wiązały się z rosnącą konsumpcją, dalej należy zmniejszać zużycie zasobów i wytwarzanie odpadów, konieczne jest przeciwdziałanie nierównościom, bo te idą w parze z niezrównoważonym rozwojem, należy obciążyć działalność gospodarczą pełnymi kosztami zewnętrznymi (zużycie paliw kopalnych ciągle jest dotowane, najlepszym przykładem Polska dokładająca do eksploatacji węgla, który w rzeczywistym rachunku ma ujemny wkład w polskie PKB). Oczywiście innowacje technologiczne i społeczne, edukacja i dzielenie się wiedzą.

Znowu nic nowego, nawet papież Franciszek już o tym wszystkim pisał w encyklice „Laudato si’” z 2015 r. i wzywał do głębokiej rewolucji kulturowej, więc został nazwany przez konserwatystów ekolewakiem. Naukowcy przypominają jednak, że kwestie środowiskowe – dostępu do wody, ziemi uprawnej, surowców – już są przyczyną 2500 konfliktów, często o zbrojnym charakterze, toczących się obecnie na Ziemi. I już trwa też wojna o środowisko – w ciągu lat 2002–13 zamordowanych zostało ponad tysiąc aktywistów środowiskowych.

Katastrofa nie jest więc kwestią przyszłości, tylko już trwa i nabiera rozpędu. Nic dziwnego, że nabierają też rozpędu przemiany świadomości społecznej. W Wielkiej Brytanii koniec kwietnia b.r. naznaczony był wielkimi manifestacjami zorganizowanymi przez organizację ekologiczną Extinction Rebellion. Protestujący wiele dni blokowali Londyn, ponad tysiąc osób zostało aresztowanych. W końcu jednak na początku maja Izba Gmin przyjęła, z inicjatywy lidera Partii Pracy Jeremy’ego Corbyna, bez głosowania uchwałę ogłaszającą stan wyjątkowy w sprawie klimatu.

Sam Corbyn w parlamentarnym przemówieniu stwierdził, że największą inspiracją do tej inicjatywy był Młodzieżowy Strajk Klimatyczny i setki tysięcy nastolatków, które na całym świecie wyszły protestować w obronie swojej przyszłości w przekonaniu, że zostały zdradzone przez dorosłych. Historię tej zdrady opisuje wydana niedawno książka „Losing Earth” (Tracąc Ziemię) Nathaniela Richa. Rich opisuje w niej, jak interesy polityczne i gospodarcze w połączeniu z chciwością i krótkowzrocznością spowodowały, że wiedza o nadchodzącej apokalipsie, dostępna już w latach 70. XX w., nie przebiła się do szerszej świadomości.

Kurs na apokalipsę

Przeciwnie, od końca lat 70. po testach w Chile rządzonym przez Pinocheta świat pod przywództwem Margaret Thatcher i Ronalda Reagana dokonał zmiany modelu gospodarczego na neoliberalny, czyli dokładnie w przeciwnym kierunku, niż był i jest potrzebny – rozpoczął się okres rozwoju zasilanego konsumpcją finansowaną na dodatek na kredyt, co doprowadziło do rozrostu i dominacji sektora finansowego nad całą gospodarką. Mimo poważnego kryzysu w 2008 r. nic się w modelu nie zmieniło, nadal konsumpcja na kredyt i spekulacje finansowe są główną lokomotywą rozwoju, a najważniejszym wskaźnikiem wzrost PKB.

Coraz więcej ekonomistów obawia się, że zanim dojdzie do apokalipsy środowiskowej, nastąpi wielki kryzys gospodarczy przekraczający swymi skutkami efekty wstrząsu z 2008 r. Nawet jednak gdyby prognozy były przesadzone, to w obecnej sytuacji politycznej i narastającego poparcia dla prawicowego populizmu każdy kryzys tylko wzmocni tendencje do faszyzacji polityki. Co w połączeniu z narastającym kryzysem środowiskowym może prowadzić do dziś, wydawałoby się, egzotycznych syntez, jak ekofaszyzm, czyli połączenie celów ekologicznych ze skrajnym nacjonalizmem i rasizmem jako uzasadnieniem dla walki o zasoby.

Przed takim rozwojem sytuacji przestrzegał już kilka lat temu Timothy Snyder w „Czarnej Ziemi”, pokazując ekologiczny motyw i wymiar ekspansji nazistowskich Niemiec. Historyk twierdzi, że podobne mechanizmy, uruchomione paniką ekologiczną, mogą być podłożem nowych, ludobójczych projektów w imię obrony „przestrzeni życiowej”. Z drugiej strony lewica ożywająca w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii promuje coraz intensywniej ideę Nowego Zielonego Ładu, czyli projektu naprawy społeczeństwa poprzez połączenie walki z nierównościami z działaniami na rzecz klimatu i środowiska.

I właśnie możliwy rozwój sytuacji politycznej w odpowiedzi na środowiskowy kryzys jest najbardziej niepokojący – widać wyraźnie, że kryzysu demokracji liberalnej nie da się oddzielić od kryzysu środowiskowego. Jeśli ta forma rządów i organizacji społeczeństwa ma przetrwać, jej zwolennicy muszą zaproponować propozycje skutecznych działań. Bo wraz z upływem czasu i narastaniem sygnałów kryzysowych wzmagać się będzie pokusa sięgania po rozwiązania nadzwyczajne i niedemokratyczne.

Stawka jest więc wysoka już tu i teraz. Nieżyjący wielki francuski antropolog René Girard w ostatniej swej książce, wydanej niedawno po polsku pod tytułem „Apokalipsa tu i teraz”, pisał z gorzką ironią: „ten trend ku apokalipsie jest największym osiągnięciem ludzkości”. W oryginale słowa te pojawiły się w 2007 r. Zmarnowaliśmy tę dekadę, nie zmarnujmy przyszłości.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Współczesny

Seks pod okiem lekarza

Seks, kiedy jest w kłopotach, potrzebuje wsparcia medycyny. I ona pomaga. Choć zwykle trzeba długo czekać.

Paweł Walewski
25.09.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną