Jest taka scena w komedii „Brüno” z Sachą Baronem Cohenem: główny bohater udający homoseksualnego austriackiego prezentera i filmowca robi casting. Pyta rodziców kilkulatków, czy nie mają nic przeciw, by ich dzieci miały kontakt z różnymi niebezpiecznymi substancjami, martwymi zwierzętami i czy mogą schudnąć w ciągu tygodnia 3 kg. Jedna z matek godzi się nawet na liposukcję, jeśli jej córce Olivii nie uda się pozbyć sadełka.
Scena przypomina sytuację, z jaką mamy teraz do czynienia na Dolnym Śląsku, wystarczy podmienić bohaterów – Brüna zastąpi hollywoodzki producent siódmego odcinka „Mission: Impossible”; kilkuletnią Olivię – 114-letni most nad Jeziorem Pilchowickim, a rodziców wszystkie polskie instytucje, które są gotowe wykorzystać ten malowniczy poniemiecki zabytek dla pieniędzy i chwili sławy. Chwili w pełnym tego słowa znaczeniu: amerykańscy scenarzyści wpadli na pomył, by Tom Cruise w jednej ze scen siódmego odcinka serii wysadził pociąg jadący po stalowym zabytku.
Most w Pilchowicach – stary, zardzewiały i nieużywany
Niewątpliwie scena byłaby widowiskowa, w dodatku wysadzenie autentycznego mostu dodawałoby jej naturalistycznego smaczku, ale na myśl, że ten pomysł mógłby zostać zrealizowany, włos jeży się na głowie.
Plotki o nim krążą od dawna, przerwał je tylko wybuch pandemii. O moście zrobiło się znowu głośno, gdy poszła fama, że Amerykanie mają przyjechać na plan w sierpniu, a oliwy do ognia dodał wywiad z 23 lipca, jaki Wirtualnej Polsce udzielił Robert Golba z firmy Alex Stern, która pomaga w realizacji produkcji i szukaniu planów. Wynika z niego, że pomysł wysadzenia malowniczego wiaduktu wspierają instytucje państwowe, bo jest stary, przerdzewiały, od 2016 r. wyłączony z użytku, ale niewpisany na listę zabytków. W dodatku – jeśli się go zniszczy na potrzeby hollywoodzkiej produkcji – Amerykanie zbudują nam nowy, rewitalizując linię kolejową i rozsławiając okoliczny Wleń na cały świat.
Zobacz także: Nieoczywista Opolszczyzna
Po publikacji samorząd województwa dolnośląskiego zdementował informację, jakoby była zgoda władz na wysadzenie mostu, bo są plany rewitalizacji linii 283 z Jeleniej Góry do Lwówka Śląskiego. PKP też zastrzegło, że na razie nie wyraziło zgody na wykorzystanie mostu do ujęć. Na wieść o planach wysadzenia stalowego wiaduktu list protestacyjny wysłał do premiera Mateusza Morawieckiego przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego Miles Oglethorpe, a główna konserwator zabytków województwa Barbara Nowak-Obelinda wystąpiła do Ministerstwa Kultury o wpisanie go na listę zabytków, by uchronić go przed zakusami Hollywood.
Barbarzyńcy nad Wisłą
Wygląda więc na to, że most nad Jeziorem Pilchowickim ma szansę zostać, ale muszę przyznać, że czytając wywiad z Robertem Golbą, oniemiałam. Przecież pomysł wysadzenia zabytku na potrzeby produkcji filmowej wydaje się tak barbarzyński, że aż niemożliwy, tymczasem okazało się, że w cywilizowanym kraju europejskim są ludzie (jak sugeruje Golba – nawet w państwowych instytucjach), którzy w ogóle taki koncept rozważają, widząc w tym biznes i promocję. Golba przekonuje, że powinniśmy się cieszyć i być wdzięczni, bo zniszczenie mostu nas rozsławi, a Amerykanie zbudują nam nowy. Remont starych linii kolejowych musi łączyć się z wymianą starych zniszczonych nasypów, torów i podkładów, co dobrze widać na 24-kilometrowej trasie linii 285 między Świdnicą a Jedliną-Zdrój, ale nikt tam nie wysadza żadnego z 23 wiaduktów, by je budować na nowo. Być może to cecha ludzi związanych z filmem, a może w cyfrowych czasach większość woli wymuskane makiety niż autentyki, ale jestem ze starej szkoły, która wychodzi z założenia, że żadna rekonstrukcja nie dorówna oryginałowi i zawsze zostaje rodzajem oszustwa. Fakt, że w przypadku mostu nad Jeziorem Pilchowickim byłoby to finansowane przez Hollywood, jest wręcz symboliczny.
A swoją drogą, zastanawia, jakie są granice potęgi, magii i arogancji amerykańskiego przemysłu filmowego. W USA ponadstuletni most to zabytek objęty opieką państwa, konserwatorów i odwiedzany przez turystów, tymczasem wysadzenie podobnego obiektu gdzieś w środkowej Europie nie jest dla nich problemem. Jak się nie uda u nas, znajdzie się zapewne coś innego gdzieś indziej. Dla Hollywood nie ma mission impossible.
Czytaj także: Wakacyjny przewodnik po Śląsku