Nauka

Grzyby na Marsie. Sensacyjne odkrycie czy kolejny fake?

Powierzchnia Marsa sfotografowana przez łazik Perseverance Powierzchnia Marsa sfotografowana przez łazik Perseverance NASA / JPL-Caltech / ASU / •
Tak! – twierdzi jedno z czasopism naukowych, a niektóre portale internetowe piszą o wielkiej sensacji. Hit to jednak czy kit?

Mars znów budzi duże zainteresowanie, głównie dzięki szukającemu m.in. śladów dawnego życia łazikowi Peserverance i latającemu nad powierzchnią Czerwonej Planety testowemu helikopterowi Ingenuity. Jednak to nie Peserverance miał dokonać naukowego przełomu, dowodząc, że na Marsie pojawiły się kiedyś żywe organizmy, ale… jego dwaj starsi bracia, czyli łaziki Curiosity (wylądował w 2012 r. i bada planetę do dziś) oraz Opportunity (w 2019 r. zakończył trwającą 15 lat misję). Pojazdy te podobno sfotografowały nawet nie jakieś tam stare „skamieniałości”, ale współczesne żywe organizmy występujące na powierzchni planety i przypominające ziemskie grzyby, m.in. purchawki. Co więcej, inne twory, podobne do naszych porostów (czyli grzybów żyjących w ścisłej symbiozie głównie z bakteriami lub zielenicami), miały z czasem zasiedlić niektóre metalowe elementy łazika Opportunity.

Czytaj także: Gigantyczne podziemne jeziora na Marsie. Czy jest w nich życie?

Tak sensacyjne twierdzenia można znaleźć w liczącej aż 68 stron publikacji naukowej, która ukazała się kilka dni temu na łamach specjalistycznego periodyku „Advances in Microbiology”. Podpisało się pod nią jedenaścioro autorów z USA, Wielkiej Brytanii, Chin, Pakistanu i Egiptu. Dla niewprawnego oka może to wszystko wyglądać wiarygodnie: oto międzynarodowa grupa badaczy dokonała rewolucyjnego odkrycia, które zaprezentowała w czasopiśmie naukowym. Te zaś są przecież skrupulatnie recenzowane – tzn. przed publikacją inni specjaliści oceniają, czy dany artykuł spełnia kryteria rzetelnej naukowej roboty.

Mars wita was

Drapieżne chińskie czasopismo „naukowe”

I tu pojawia się pierwszy problem: wydawany w Chinach periodyk „Advances in Microbiology” należy do grupy tzw. predatory journals (drapieżnych wydawnictw). Ich model biznesowy polega w skrócie na tym, że za pieniądze autora publikują niemal wszystko (recenzowanie w ich przypadku to fikcja), udając przy tym, że są dość porządnymi pismami naukowymi.

Czytaj także: Skąd metan na Marsie? Czy było tam życie?

Druga czerwona lampka miga intensywnie przy nazwisku pierwszego (a więc jednego z najważniejszych) autorów publikacji – Rhawna Gabriela Josepha. Nie trzeba długo przeszukiwać zasobów internetu, żeby natrafić na demaskatorskie materiały dziennikarza Jacksona Ryana z portalu Cnet.com. Otóż Rhawna Gabriela Josepha trudno nazwać naukowcem, bo nie tylko nie pracuje w żadnej instytucji naukowej, ale również nie ma na swoim koncie osiągnięć ani w dziedzinie astrobiologii, ani w pozostałych dyscyplinach związanych z poszukiwaniami życia na innych planetach. Jak sam twierdzi, jest byłym neuronaukowcem, który aktywnością wykazywał się w latach 70. ubiegłego wieku. Dziś jest zaś znany jako propagator dziwacznych teorii o obecności życia na Marsie i Wenus. Miało ono zresztą nie narodzić się na Ziemi, tylko przywędrować z kosmosu w postaci „genetycznych ziaren wypełnionych DNA”. Dlatego odrzuca on współczesny ewolucjonizm.

Pozywa NASA za ukrywanie dowodów życia

Te i inne rewelacje Joseph publikuje w wydawanym przez siebie „periodyku” o budzącej zaufanie nazwie „Journal of Cosmology”. Cudzysłów przy słowie periodyk jest tu jak najbardziej na miejscu, gdyż owo „czasopismo naukowe” to po prostu strona internetowa założona przez Josepha. Wsławił się on również tym, że w lutym 2014 r. pozwał agencję NASA, domagając się, by rozpoczęła badania „domniemanego organizmu biologicznego” widocznego na zdjęciach przysłanych na Ziemię przez łazik Opportunity. Organizm ów okazał się jednak tylko marsjańską skałą. Joseph jednak w to nie wierzy i uważa NASA za opanowaną przez religijnych bigotów, którzy nie chcą ujawnić dowodów wyznawanej przez niego teorii panspermii (życie na Ziemię i inne planety Układu Słonecznego przybyło z kosmosu).

Rhawn Gabriel Joseph na galaktycznym tlehttp://brainmind.com//•Rhawn Gabriel Joseph na galaktycznym tle

Trudno zatem się dziwić, że publikacja o marsjańskich grzybach i porostach nie przedstawia właściwie żadnej wartości naukowej. To jedynie niewiarygodne spekulacje oparte na karkołomnych interpretacjach ludzi niemających do tego odpowiednich kompetencji.

Czytaj także: Największy naukowy skandal czasów covid-19? Zalew byle jakich publikacji

Nauka wspiera pseudonaukę

I na tym można by zakończyć historię marsjańskich grzybów, gdyby nie jeden istotny drobiazg. Otóż poważna nauka, niestety, w jakimś stopniu próbowała uwiarygodnić Rhawna Gabriela Josepha. W 2019 r. udało mu się bowiem zamieścić artykuł (a drugi był już bliski publikacji) w szanowanym periodyku naukowym „Astrophysics & Space Science”. Joseph twierdził w nim, że rosyjski lądownik Wenera 13 sfotografował w 1982 r. na powierzchni Wenus coś przypominającego… porosty i grzyby. Niedługo później to samo czasopismo naukowe zaakceptowało do druku tekst Jopsepha sugerujący, że sfotografowane na powierzchni Marsa przez Opportunity niebieskawe kulki (powstałe z hematytu) to w rzeczywistości kolonie grzybów.

Czytaj także: „The Lancet” – kontrowersyjny tygodnik naukowy

Wspomniany już dziennikarz Jackson Ryan usiłował dociec, jak tak poważne pismo przepuściło tak dziwaczne, niepoparte rzetelną analizą teorie ekscentrycznego autora. Niestety, odpowiedzi nie uzyskał, za to redaktor naczelny „Astrophysics & Space Science” podjął decyzję o ponownym wnikliwym przyjrzeniu się publikacjom Josepha. Na skutek tego artykuł o życiu na Wenus został wycofany jako niespełniający standardów rzetelnej publikacji naukowej, a do wydrukowania tekstu o Marsie w ogóle nie doszło.

Taki błąd poważnego periodyku to oczywiście woda na młyn teorii spiskowych, że NASA i naukowcy chcą ukryć dowody życia na Marsie i Wenus. Na szczęście został popełniony w obszarze dość odległym od codziennego życia. Podobne pomyłki innych czasopism specjalistycznych przynosiły znacznie gorsze skutki. Na przykład to, że bardzo prestiżowy brytyjski „The Lancet” opublikował swego czasu artykuł Andrew Wakefielda, który wywołał panikę związaną ze szczepionkami, miało wpływ na zdrowie i życie milionów ludzi.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Koniec miłości?

Świat, jaki znaliśmy, dobiega końca. Coraz mniej potrzebna staje się choćby miłość. Uległa współczesnemu kapitalizmowi, który postawił na wolność obyczajową, a z seksualności uczynił siłę napędową gospodarki.

Edwin Bendyk
14.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną