Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Nauka

Beton, sjesta i centra handlowe. Upały w mieście – czy mamy z nimi szanse?

Upalny dzień w Krakowie Upalny dzień w Krakowie Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl
O ile kryzys klimatyczny może się w naszej szerokości geograficznej wciąż wydawać konceptem odległym i abstrakcyjnym, o tyle pogody i temperatury doświadczamy na własnej skórze. Niektórzy dotkliwiej niż inni, bo wobec upałów też nie jesteśmy równi.

Wyobraźcie sobie zaskoczenie widzów francuskiego kanału TF1, kiedy 17 sierpnia 2014 r. zobaczyli co prawda prognozę pogody na 18 sierpnia, ale roku 2050. Prezenterka Evelyne Dhéliat ze szczegółami opowiadała o przesuwających się frontach atmosferycznych, zapowiadanych deszczach i nadchodzących burzach. Obrazem najbardziej jednak przemawiającym do wyobraźni była mapa temperatury: ta wahała się od 26 st. C w Bretanii i Normandii aż po 43 st. na południu. W Paryżu już rano prognozowana temperatura miała przekroczyć 26 st.

Ten – chciałoby się powiedzieć – performance był częścią akcji zorganizowanej przez Światową Organizację Meteorologiczną z okazji zbliżającego się Szczytu Klimatycznego w Limie. Chodziło o uwrażliwienie obywateli różnych krajów na tematykę zmian klimatu poprzez odwołanie się do tego, czego doświadczają na co dzień: temperatury. O ile kryzys klimatyczny może wydawać się – zwłaszcza w północnej i środkowej Europie – odległy i nieco abstrakcyjny, o tyle od pogody uciec jest trudno.

Czytaj także: Piekielne upały nad Europą

O całej akcji pewnie dawno byśmy zapomnieli, gdyby nie to, że prognoza Evelyne Dhéliat sprawdziła się już w tym roku (28 lat wcześniej!), a kadr z mapą Francji zalaną falą upałów stał się wiralem na Twitterze.

Betonowe wyspy

W miastach problem upałów jest potęgowany przez zjawisko wysp ciepła. Gęstość zaludnienia, materiały bardziej absorbujące i magazynujące ciepło – mówimy tu głównie o betonie – utrudniona wentylacja czy intensywny transport drogowy sprawiają, że obszary zurbanizowane są gorętsze od terenów, które je otaczają. W Warszawie różnica ta wynosi średnio 2 st. C – a przy upałach sięgających ponad 30 st. liczy się już każdy stopień. Choć zjawisko miejskich wysp ciepła nie jest powiązane bezpośrednio z kryzysem klimatycznym, pozostaje istotne ze względu na postępującą urbanizację: do 2050 r. w miastach będą mieszkały ponad dwie trzecie ludzkiej populacji. Przystosowanie miast i mieszkańców do przewidywanych zmian klimatu i samych temperatur staje się więc sprawą pilną.

Czytaj także: Jak upały wpływają na gospodarkę

Jeśli miejskie wyspy ciepła powstają na skutek pochłaniania energii słonecznej i oddawania jej w postaci ciepła, to naturalnym sposobem neutralizacji wydaje się zwiększanie albedo miast, a więc stopnia, w jakim miejskie powierzchnie odbijają promienie słoneczne. Asfalt odbija zaledwie 4 proc. promieni, wszelkie formacje trawiaste – już 25 proc. Biała powierzchnia – ponad 90 proc. Rozwiązanie wydaje się więc w zasięgu ręki. Od lat już krąży w internecie obrazek porównujący temperatury na ulicy obsadzonej drzewami do takiej bez drzew. Różnice potrafią sięgać nawet kilkunastu stopni. Kilka lat temu w Los Angeles ulice i chodniki pomalowano na biało – temperatura asfaltu spadła o ponad 5,5 st. C. W Nowym Jorku zrobiono to samo, ale z 65 ha dachów – w 2012 wolontariusze pomalowali je na biało. Z dachami można robić jeszcze coś – zazieleniać je: roślinność wolniej magazynuje ciepło i izoluje budynki. Łąki kwietne, fontanny, kurtyny wodne, mikroretencja… Wszystko to stosunkowo drobne, niewymagające ogromnych nakładów finansowych zmiany, które – zastosowane masowo – dają bardzo dobre, odczuwalne efekty.

Czytaj także: Orzeźwiająca rewitalizacja miast

Tymczasem takie rozwiązania w Polsce wdrażane są w ograniczonym zakresie. Ze świecą szukać białych chodników, a instalacje zielonych dachów pozostają raczej w gestii indywidualnych inwestorów lub projektów uznawanych za awangardowe, postępowe i niezwykłe (nawet jeśli postępowe były ponad 20 lat temu, czego przykładem jest choćby ogród na dachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego). Co więcej, wiele miast i urbanistycznych i decydenckich umysłów cierpi na przysłowiową już betonozę, którą swego czasu nagłaśniał i krytykował Jan Mencwel, porównując widoki miejskich placów sprzed i po rewitalizacji.

Tę ostatnią należałoby oczywiście wziąć w cudzysłów lub nazwać „betonizacją”. Wadowice, Kielce, Skawina czy Włocławek – przykłady można mnożyć, a aktywiści krytykują stosowane w nich rozwiązania – potęgujące efekt wyspy ciepła – od wielu lat. W porównaniu do wyżej wymienionych bulwary nad Wisłą czy zmodernizowany warszawski plac Pięciu Rogów, na którym będą „aż” 22 drzewa, rzeczywiście mogą – jak pisał Jakub Głaz – uchodzić za „Azymut na zieleń”. Oczywiście są to „kroczki” w dobrą stronę. Nam jednak potrzeba skoków. Lepszym przykładem projektu realizującego politykę zazieleniania, a przez to redukowania efektu miejskich wysp ciepła, jest zdecydowanie projekt rewitalizacji warszawskiej ulicy Złotej, która w części ma się pokryć drzewami i trawami, albo nowej Marszałkowskiej ze szpalerami drzew.

Czytaj więcej o miejskiej wyspie ciepła i o tym, do czego przydają się drzewa

W swoich ostatnich raportach Międzyrządowy Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) wyraźnie wskazuje jednak, że urbanizacja nie jest tylko wyzwaniem, ale i szansą: osiedla będzie można budować inaczej, dbając nie tylko o zacienienie czy bilans cieplny, ale również o inne aspekty, w szczególności te związane z redukcją emisji i budową zdrowszej tkanki społecznej. Przykładami konceptów realizujących te założenia i postulaty są tzw. miasta pięcio- czy piętnastominutowe, czyli takie, w których większość podstawowych udogodnień i usług (m.in. szkoły, sklepy, parki, rozrywka) znajduje się w promieniu odpowiednio 5 i 15 minut pieszo lub rowerem od domu.

Poza oczywistym komfortem mieszkańców czy integracją społeczności rozwiązanie to ogranicza transport drogowy, a przez to obniża nie tylko zanieczyszczenie powietrza, ale co za tym idzie – także jego temperaturę. Jednak nawet w nowocześnie projektowanych miastach, budowanych w myśl zasad zrównoważonego rozwoju, fale upałów staną się naszą codziennością, bo jak wskazują najnowsze raporty IPCC, niektórych konsekwencji kryzysu klimatycznego nie da się już powstrzymać, a tym bardziej odwrócić.

Sjesta à la polonaise

Człowiek jest zwierzęciem dobrze adaptującym się do wysokich temperatur. Potrzeba koło dziesięciu dni, żeby nasz organizm przystosował się do nowych warunków. Nie oznacza to oczywiście, że niestraszna nam długotrwała ekspozycja na wysokie temperatury: w skali globu upały zabijają rocznie ponad 500 tys. osób, a liczba ta stale rośnie. Mimo możliwej fizjologicznej adaptacji upały mogą powodować odwodnienie, udar, oparzenia. Ale nie tylko. Większa niż standardowo utrata wody może prowadzić do problemów z pracą nerek i krążeniem. Osoby cierpiące na chorobę wieńcową są szczególnie narażone na niedokrwienie serca, te leczące się na nadciśnienie są podczas upałów narażone nawet na niedotlenienie mózgu. Wyliczankę można kontynuować – może nie w nieskończoność, ale z pewnością bardzo długo.

Obok fizjologii w przetrwaniu upałów pomaga także kultura. Czym innym, jeśli nie przystosowaniem behawioralnym, jest – szczególnie irytująca turystów chcących kupić pamiątki akurat o 13:30 – hiszpańska sjesta? Przy czym warto wspomnieć, że nie tylko pozwala ona przetrwać najgorętszą porę dnia, ale sprawia, że dłużej zostajemy na nogach wieczorami. W rezultacie kładziemy się spać, kiedy jest już trochę chłodniej, a budzimy, kiedy nie jest jeszcze tak gorąco. Obserwacje te potwierdzają prowadzone we Francji badania nad wpływem temperatur na jakość i bezpieczeństwo snu. Jednym z postulowanych rozwiązań była nawet zmiana strefy czasowej, w której znajduje się Francja (z CEST do GMT). Szczególnie niebezpieczne – zwłaszcza dla osób starszych – są nie tylko gorące dni, ale i upalne noce.

Czytaj także: Samochód to śmiertelna pułapka. Nie tylko w słońcu

Są jednak rozwiązania prostsze i bardziej doraźne niż przestawianie zegarków czy wprowadzanie nowych obyczajów. W miastach narażonych na wysokie temperatury władze tworzą tymczasowe centra chłodnicze: biblioteki czy muzea stają się miejscami, w których można schronić się przed upałem. Centra takie funkcjonują choćby w Atenach. Oczywiście klimatyzacja nie pozostaje obojętna dla klimatu, więc poleganie tylko na niej nie wchodzi w grę w długiej perspektywie, ale od południowców możemy się nauczyć o zachowaniu w upale znacznie więcej.

Nieodzownym elementem krajobrazu portugalskich czy południowofrancuskich miasteczek są pozamykane okiennice. Zasłanianie i zamykanie okien znacznie lepiej chroni przed przegrzaniem niż przeciągi, które dają fałszywe poczucie chłodu. Picie wody, chłodzenie się w basenie, chodzenie w lekkiej odzieży, a po mieszkaniu nago, przede wszystkim jednak niegotowanie w ciągu dnia, żeby uniknąć dodatkowego nagrzewania pomieszczeń. Nie są to działania czy zmiany trudne do wprowadzenia, wydają się również dostępne dla wszystkich. Czy na pewno?

Upały nierówności

Nawet w tych indywidualnych działaniach nie jesteśmy jednak równi. Osoby w kryzysie bezdomności, uchodźcy, osoby o niskim dochodzie, ale również pracujące na świeżym powietrzu są znacznie bardziej narażone na negatywne konsekwencje fal upałów. Na wpływ nierówności społeczno-ekonomicznych na możliwości chronienia się przez falami upałów zwraca uwagę dr Zofia Boni, która wraz z zespołem zajmuje się badaniem doświadczenia wysokich temperatur w miastach – na przykładzie Warszawy i Madrytu – wśród osób po 65. roku życia. Osoby lepiej sytuowane starają się wyjeżdżać latem z centrów miast – kupują działki nad wodą czy choćby ogródki działkowe, gdzie temperatury są bardziej znośne. Po drugiej stronie mamy tych, którzy muszą się zastanawiać, czy mogą sobie pozwolić choćby na zwykły wentylator.

W Madrycie, gdzie klimatyzacja w mieszkaniach jest znacznie bardziej rozpowszechniona, problem wcale nie znika. Taryfy energii elektrycznej są droższe za dnia, więc osoby gorzej sytuowane czekają z jej włączeniem do momentu, kiedy temperatura jest już nie do wytrzymania. Nawet racjonalne skądinąd zostawanie w mieszkaniach w godzinach największych upałów nie jest dla wszystkich. Lokale na ostatnich piętrach, strychach, w źle izolowanych lub złej jakości budynkach nie zapewniają komfortu. Osoby starsze uciekają więc wczesnym rankiem do centrów handlowych i piwnic, gdzie spędzają całe dnie. W mieszkaniach zwyczajnie się gotują.

Czytaj także: Ucieczka z piekarnika: domy na upały

W badaniach dr Boni bardzo wyraźnie widać coś jeszcze: upał izoluje. Podejmując racjonalną skądinąd decyzję o pozostaniu w mieszkaniach, osoby starsze rezygnują ze spotkań towarzyskich, rodzinnych, opieki nad wnukami, a w niektórych wypadkach nawet z wizyt lekarskich. Izolacja przekłada się zaś na kondycję psychiczną, samopoczucie.

Nierówności mają i będą miały wpływ na to, w jakim stopniu konsekwencje kryzysu klimatycznego dotykają i będą dotykać poszczególne grupy, nawet Globalnej Północy. I nie potrzeba filmów katastroficznych, w których ci najbogatsi i najbardziej wpływowi zamykają się w podziemnym bunkrze albo pakują na statek kosmiczny i uciekają z płonącej Ziemi. Czy prywatne oddziały straży pożarnej nie chronią posiadłości milionerów przed wielkimi pożarami w Kalifornii?

Dlatego właśnie wśród Celów Zrównoważonego Rozwoju znalazły się cele społeczne. Neutralność klimatyczna może nie tyle nie jest możliwa, ile pozostaje bardzo trudna do osiągnięcia bez realizacji takich celów jak „Koniec z ubóstwem”, „Zero głodu”, „Równość płci” czy „Zrównoważone miasta i społeczności”. Skuteczna adaptacja to adaptacja inkluzywna, społeczna.

Czytaj także: Prawie 50 st. ciepła w Kanadzie. Ale upały to problem całego świata

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Co z tymi czołgami? Niemiecka prasa o kolejnym sporze Warszawy i Berlina

Spór o Leopardy, obiecane ponoć Polsce w ramach „zamiany okrężnej”, zmienił się w kolejny punkt zapalny. Sprawa rozgrywana jest przez rząd PiS jak zwykle w pełnym świetle jupiterów.

Adam Krzemiński
07.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną