Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Nauka

Kennedy przejmuje CDC. Znów chodzi o szczepionki i autyzm

Amerykański sekretarz zdrowia Robert F. Kennedy Jr, 12 listopada 2025 r. Amerykański sekretarz zdrowia Robert F. Kennedy Jr, 12 listopada 2025 r. Nathan Howard / Forum
Robert F. Kennedy Jr właśnie zmusił CDC do publicznego przyznania, że „nie ma dowodów, iż szczepionki nie powodują autyzmu”. Amerykanie popadają w obłęd.

Amerykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) – instytucja, która przez dziesięciolecia stanowiła bastion rzetelnej nauki w służbie zdrowia publicznego – przeżywa chwilę dezorientacji. Otóż na jej stronie internetowej, w sekcji poświęconej związkowi szczepionek z autyzmem, zaszła brzemienna w skutki korekta – dopisano tam, że „twierdzenie, iż szczepionki nie powodują autyzmu, nie jest oparte na dowodach, ponieważ badania tego nie wykluczyły”. I jeszcze: „Badania potwierdzające taki związek zostały zignorowane przez władze zdrowotne”.

Na skinienie palcem sekretarza zdrowia Roberta F. Kennedy’ego Jr. – człowieka, który nie jest lekarzem, ale uważa się za kapitana statku dryfującego po morzu teorii spiskowych – strona CDC przeszła lifting i wycofała się z kategorycznej opinii, że szczepionki nie powodują autyzmu. Bo rzekomo nie było to „oparte na dowodach”. Kennedy utrzymuje w amerykańskich mediach, że on nie twierdzi, iż szczepionki autyzm powodują – po prostu jego zdaniem brakuje wyraźnych dowodów, że tak nie jest.

Wedle ekspertów to bałamutna nadzieja oczekiwać na badania, które miałyby panu Kennedy’emu dostarczyć nowych, przekonujących racji, że on sam jest w błędzie – bo w istocie prosi o poziom dowodu, który jest trudny do osiągnięcia. Jak z ironią zauważył dr Arthur Caplan, który kieruje wydziałem etyki medycznej na Uniwersytecie Nowojorskim: „Czy dałoby się udowodnić, że coca-cola nie powoduje autyzmu?”.

CDC i Kennedy: w pogoni za dowodami

Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział, że Centra Kontroli i Prewencji Chorób – które od dekad stały na straży rzetelnej nauki i były odporne na polityczne wiatry – staną się tubą propagandową sekretarza zdrowia, uznano by to za ponury żart. A dziś, pod wpływem polityka szerzącego nieokreślone teorie spiskowe i jawnie sprzeciwiającego się uczonym, CDC propaguje treści, które do niedawna można było znaleźć w najciemniejszych zakamarkach forów antyszczepionkowych.

Ta zmiana nie następuje przecież dlatego, że pojawiły się nowe badania. Ani nie dlatego, że przeprowadzono nowe przeglądy fachowej literatury. Nie dlatego również, że społeczność naukowa odkryła coś, co umknęło jej przez ostatnie 25 lat badań nad szczepionkami (przypomnijmy, że obawy dotyczące bezpieczeństwa szczepionek nasiliły się w 1998 r., po opublikowaniu przez brytyjskiego lekarza Andrew Wakefielda twierdzeń, że szczepionka przeciwko odrze, śwince i różyczce może być powiązana z autyzmem – jego artykuł został jednak wycofany, a liczne badania – w tym 10-letnie z 600 tys. dzieci z 2019 r. (Measles, Mumps, Rubella Vaccination and Autism: A Nationwide Cohort Study: Annals of Internal Medicine: Vol 170, No 8) – nie wykazały żadnego powiązania). Powód jest prosty: Kennedy uznał, że ma po prostu rację — i nakazał CDC potwierdzić to na stronie publicznej. Dodał nawet, że wcześniejsze stwierdzenia publikowane przez CDC — te wszystkie nudne, przyziemne frazy w rodzaju „badania nie wykazały związku między szczepionkami a autyzmem” – były (według niego, rzecz jasna) kłamstwem. Na marginesie: naukowcy CDC, którzy zajmują się szczepieniami od dekad, dowiedzieli się o tych zmianach... już po ich opublikowaniu. To szczegół, ale znaczący — pokazuje, że dziś w CDC naukowcy są zbędni. Wystarczy sekretarz.

Gwiazdka, która mówi wszystko

W efekcie z tej naukowej kolizji ideologii z faktami powstał nowy, kuriozalny komunikat CDC. Owszem, nagłówek „Szczepionki nie powodują autyzmu” nadal widnieje na samej górze strony. Ale tylko dlatego, że senator Bill Cassidy – republikanin z Luizjany i lekarz, przewodniczący Komisji Zdrowia Senatu – pod groźbą odmowy poparcia Kennedy’ego wymusił, by zdania tego nie ruszać. A zatem nagłówek został – tylko że z gwiazdką, która prowadzi do przypisu: „Nagłówek nie został usunięty z powodu porozumienia z przewodniczącym komisji zdrowia”.

CDC już nawet nie udaje, że decyzje podejmuje na podstawie danych. Teraz używa porozumień politycznych jako argumentów. To pierwszy przypadek w historii, gdy strona agencji naukowej wygląda jak produkt negocjacji zakulisowych, a nie wynik przeglądu literatury medycznej.

Naukowcy są oczywiście zdumieni. Według pięciu urzędników agencji nikt ze środowiska naukowego CDC nie konsultował zmian. Dr Debra Houry, była dyrektor medyczna CDC, powiedziała, że tak jawne „fałszywe przedstawianie dziesięcioleci badań oznacza, że CDC przestało być instytucją naukową i stało się polityczną tubą”. A Helen Tager-Flusberg, wybitna badaczka autyzmu z Boston University, nazwała to wydarzenie „druzgocącym zwrotem” i ostrzegła, że efektem takich działań będzie wzrost chorób i zgonów wśród dzieci, bo spadnie zaufanie do szczepień, a wraz z nim poziom wyszczepialności. Gdy CDC, prowadzone przez nonkonformistycznego, lecz pozbawionego wiedzy medycznej sekretarza, zmienia swoje wytyczne, by udawać, że szczepionki mogą powodować autyzm, to ignoruje tym samym przytłaczające dowody, że szczepionki ratują życie.

Trujący posmak realizmu

Robert F. Kennedy Jr podkreśla, że on „nie twierdzi, iż szczepionki powodują autyzm”. On tylko twierdzi, iż nie ma dowodów, że NIE powodują! To sprytna, klasyczna metoda tworzenia strachu: nie trzeba dowodzić tezy – wystarczy wprowadzić wątpliwość. Wracając do słów dr. Arthura Caplana, który zakpił, że przecież „nie da się udowodnić, że coca-cola nie powoduje autyzmu”, jakoś nikt nie każe CDC umieszczać gwiazdki przy opisie napojów gazowanych.

Ale warto dodać, że wpływ Kennedy’ego na główne instytucje medyczne w USA nie ogranicza się do zmian na ich stronach internetowych. W krótkim czasie: zwolnił kluczowych doradców naukowych, usunął kilkunastu ekspertów ds. szczepionek, niektórych zastąpił zwolennikami teorii antyszczepionkowych. Już od kilku miesięcy w CDC panuje ponury nastrój, bo instytucja ta ewidentnie straciła swoją niezależność. Senatorowie z obu partii protestują. Eksperci ostrzegają. Pediatrzy apelują. Ale dopóki Kennedy kieruje instytucjami zdrowia publicznego, dopóty zmiany będą postępować – i granica tego, co wolno politykom robić z nauką, przesuwać się będzie dalej. Dziś chodzi o autyzm, jutro może chodzić o HIV, a pojutrze o raka (i oczywiście o pandemię).

Najlepszą puentę tej historii dostarcza satyra. „The Daily Show” zaprezentował w ubiegłym tygodniu parodię serialu medycznego zatytułowaną „RFK Hospital”. Lekarze w kolorowych kitlach, formularze zgód, dramatyczne ujęcia pacjentów – wszystko jak w „Ostrym dyżurze” lub „The Pitt”, ale z jednym detalem: szpital stosuje medyczne poglądy Kennedy’ego. W tym fikcyjnym ośrodku, jedynym w USA, który „wprowadził w życie wizję RFK Jr.”, pacjentów leczy się takimi metodami jak „zaprzestanie szczepień” oraz „osobiste wybory duchowe”. Chirurg, zamiast sterylizować narzędzia, polega na silnym uścisku dłoni, wierząc, że naturalna odporność pacjenta sobie poradzi, ignorując higienę. Zamiast skupiać się na realnych problemach pacjentów, lekarze prowadzą dyskusję o tym, czy należy zbadać związek zapalenia płuc z... używaniem smartfonów, ponieważ „nie ma dowodów, że go nie powodują”. A na złamany obojczyk proponują surowe mleko i wodę bez fluoru – dwie sztandarowe idee Kennedy’ego.

To brzmi absurdalnie tylko do momentu, w którym uświadamiamy sobie, że sekretarz zdrowia Stanów Zjednoczonych wprowadza podobną logikę w CDC. Robert F. Kennedy Jr twierdzi, że jego zadaniem nie jest manipulowanie Amerykanami, lecz dostarczanie im „dokładnych informacji o stanie nauki”. Szkoda tylko, że stan nauki według sekretarza jest stanem permanentnego chaosu, w którym fakty naukowe przegrywają z polityczną koniunkturą i antyszczepionkową krucjatą.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Już jedna trzecia Polaków to single. Związki wydają się dziś ciężką harówką, dane są zatrważające

Prof. Tomasz Szlendak o tym, że miłość i związki coraz częściej traktuje się jako ciężką pracę, a romantyczne uniesienia ciągle pozostają pożądane, ale nie są doświadczane.

Joanna Podgórska
06.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną