Dać myszy słowo
Dać myszy słowo. Skąd się biorą nowe nazwy ptaków i ssaków? To ważne, jak mówimy o świecie
Autorzy artykułu przedstawiają proces porządkowania i aktualizowania nazw wernakularnych (krajowych, zwyczajowych) zwierząt jako zjawisko nowe, masowe i destrukcyjne, będące skutkiem „nadgorliwości” wąskiego środowiska. Taka narracja jest nie tylko nieuprawniona, lecz także świadczy o braku elementarnej znajomości historii polskiej zoologii. Polskie nazewnictwo ssaków i ptaków, podążające za podziałem systematycznym, ma w Polsce ponad 240-letnią tradycję sięgającą prac Krzysztofa Kluka (1779), Feliksa Pawła Jarockiego (1821), a następnie Gustawa Belkego, Benedykta Dybowskiego i wielu innych autorów XIX i XX w.
W systemie Karola Linneusza większość drobnych gryzoni była pierwotnie zaliczana do rodzaju Mus. Wraz z rozwojem wiedzy i zmianami w systematyce stopniowo tworzono i porządkowano polskie nazwy rodzin, rodzajów i gatunków. Z logiki prezentowanej przez Panów Profesorów wynikałoby zatem, że nie powinniśmy używać takich nazw jak badylarka, nornik, nornica, orzesznica, żołędnica czy karczownik, ponieważ pierwotnie wszystkie te formy należały do rodzaju Mus, a więc „były po prostu myszami”. Tego rodzaju rozumowanie prowadzi do oczywistych absurdów i podważa sens jakiegokolwiek rozwoju nazewnictwa.
Czytaj też: Kawia i orłan kontratakują! Spór o nazwy zwierząt rozpala język i naukę
Zastanawiająca niechęć
Szczególnie rażące są przykłady, którymi autorzy próbują zilustrować rzekome „absurdy” nowego nazewnictwa.