Godzina N
Polska łoży na obronność, ale na naukę już nie. Skutki tego błędu odczujemy za dekadę
Polska słusznie inwestuje dziś w obronność – za rekordowe sumy kupuje samoloty, czołgi, wyrzutnie rakietowe i systemy obrony powietrznej. To zrozumiałe, kiedy za naszą granicą toczy się wojna, która zmieniła europejską wyobraźnię strategiczną. Problem polega na tym, że czołgami można odeprzeć agresora jutro. A co pojutrze? Bez naukowców nie będzie komu projektować następnej generacji systemów obronnych, oceniać ryzyka biologicznego, rozwijać cyberbezpieczeństwa, budować energetyki jądrowej, wdrażać sztucznej inteligencji ani sprawdzać, czy importowana technologia rzeczywiście działa tak, jak obiecują jej dostawcy.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego nakłady Polski na badania i rozwój w 2024 r. spadły z 1,56 do 1,41 proc. PKB. W tym samym czasie średnia unijna wynosiła 2,24 proc. PKB. Po raz pierwszy od lat nie przybliżyliśmy się do europejskiego centrum, lecz się od niego oddaliliśmy. Równolegle państwo uchwaliło budżet obronny na 2026 r.: 200,1 mld zł, czyli 4,81 proc. prognozowanego PKB. Jeszcze raz: sam fakt wysokich wydatków na obronność nie jest problemem. Jest nim asymetria myślenia. Państwo, które potrafi bardzo szybko uznać jeden typ wydatków za konieczny dla przetrwania, ale nie potrafi podobnie traktować inwestycji w wiedzę, ma problem z definicją bezpieczeństwa.
Czytaj też: To może być kraj dla doktorów! Rusza 26. edycja naszych Nagród Naukowych
Cicha obrona
Bezpieczeństwo militarne łatwo pokazać. Ma mundur, fabrykę, poligon, kontrakt i zdjęcie z jego podpisania. Bezpieczeństwo naukowe jest cichsze i zdecydowanie mniej widoczne. Składa się z m.