Debiut giełdowy PZU

Akcje na życie i majątek
Droga PZU na parkiet była wyjątkowo długa i kręta, trwała dziesięć lat.
Spotkanie prasowe na temat założeń i celów projektu restrukturyzacji spółek Grupy PZU
Henryk Jackowski/BEW

Spotkanie prasowe na temat założeń i celów projektu restrukturyzacji spółek Grupy PZU

Maklerzy są już pewni, że debiut PZU na giełdzie stanie się tegorocznym prywatyzacyjnym hitem. Do publicznego obrotu trafić może od 25 do 30 proc.akcji spółki, a inwestorzy zapłacą za nie od 6,7 do 8,7 mld zł. Porównywalnym zainteresowaniem cieszyła się przed kilkoma laty oferta akcji PKO BP (państwo zarobiło na niej 7,89 mld zł) oraz ubiegłoroczna sprzedaż udziałów PGE (5,97 mld zł). Tym razem głównym sprzedającym będzie Eureko (pozbędzie się 20 proc. akcji PZU). Skarb Państwa sprzeda 4,9–9,9 proc. Publiczna emisja jest bowiem najlepszym, bo satysfakcjonującym obie strony, sposobem wyjścia holenderskiego inwestora z polskiej spółki. – To był jeden z warunków porozumienia, które definitywnie kończy dziesięcioletni spór o kontrolę nad PZU – przypomina Aleksander Grad, minister skarbu.

Wojna wybuchła tuż po rozpoczęciu procesu prywatyzacji PZU. W 1999 r. ówczesny minister skarbu sprzedał konsorcjum Eureko – BIG Bank Gdański 30 proc. akcji PZU za 3 mld zł. Wkrótce potem strona polska zobowiązała się do odsprzedaży inwestorowi kolejnego 21-procentowego pakietu walorów ubezpieczyciela podczas jego debiutu giełdowego. Wejście na giełdę faktycznie oznaczałoby więc utratę kontroli nad spółką. Przez kolejne lata próbowano tę umowę unieważnić.

Ówczesny doradca prywatyzacyjny, bank ABN AMRO, uważał, że całe PZU nie jest warte więcej niż 3 mld zł. Trzeba też przyznać, że wtedy nikt więcej za ubezpieczyciela nie dawał, choć chęć zakupu wyrażała m.in. francuska Axa i inni światowi giganci. Za mało znaczącym Eureko, będącym luźną federacją ubezpieczycieli spółdzielczych, przemawiało zobowiązanie, że nie zrezygnuje z logo PZU i godzi się, aby był notowany na polskiej giełdzie. Intuicyjnie czuliśmy wtedy, że to logo ma wielką wartość, której wycena ABN AMRO nie uwzględniała. Doradca prywatyzacyjny, a wraz z nim potencjalni kupcy brali pod uwagę tylko sytuację finansową spółki. A ta była tragiczna.

PZU groził nawet z tego powodu zarząd komisaryczny. Także ówczesne pretensje, jakie zaczęto zgłaszać z powodu umowy prywatyzacyjnej, wynikały nie tyle z faktu, iż cenę za 30-procentowy pakiet uznano za zaniżoną, ale z tego, że jednocześnie Eureko oddawano nad PZU władzę o wiele większą, niż uprawniała do tego wielkość pakietu.

Przez dziesięć lat największa polska grupa finansowa trawiona była wewnętrznym konfliktem właścicielskim, który uniemożliwiał jej rozwój i ekspansję. Grupa PZU traciła wprawdzie rynek na rzecz coraz liczniejszych konkurentów, ale – paradoksalnie – zaczęła przynosić zyski i jej wartość rosła. Dla klientów nazwa PZU była synonimem stabilności i pewności, że – w przeciwieństwie do niektórych konkurentów – PZU nigdy nie zbankrutuje. Chociaż więc powodów do niezadowolenia z usług ubezpieczyciela nie brakowało, ludzie ciągle najchętniej ubezpieczali się właśnie tutaj. Z biegiem lat rósł więc żal, że tak cenną firmę sprzedano tak tanio.

Z drugiej strony Holendrzy, nie mogąc doczekać się debiutu giełdowego i formalnego przejęcia władzy nad spółką, wystąpili do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego w Londynie, który po kilku latach przyznał im rację. Następnym etapem miało być zasądzenie wysokości odszkodowania. Eureko wyliczyło swoje straty na 35 mld zł. Wiadomo było, że są mocno przesadzone, ale najgorsze – że nawet zapłacenie odszkodowania nie unieważniałoby przecież zawartej przed laty umowy. Nasza sytuacja prawna i opinia na forum międzynarodowym stawały się coraz gorsze.

Panna młoda z odzysku

Pomógł nam kryzys. Na skutek nietrafionych inwestycji sytuacja finansowa Eureko gwałtownie się pogorszyła, a jego nowy udziałowiec, potężny i solidny Rabobank, był zainteresowany zakończeniem wojny z rządem polskim. Interesy banku i drugiego, większościowego udziałowca Eureko, czyli grupy ubezpieczycieli Achmea, zaczęły być coraz bardziej rozbieżne. Rabobankowi konflikt z rządem polskim doskwierał coraz bardziej, psuł na świecie jego wizerunek. Ale dla Achmea utrata PZU oznaczała koniec marzeń o ekspansji w naszym regionie Europy. Na tej rozbieżności interesów swoją strategię oparła strona polska. Żmudne i poufne negocjacje w ubiegłym roku zakończyły się ugodą, w której zawarcie mało kto wierzył.

Największym sukcesem było to, że Eureko definitywnie zrezygnowało z ubiegania się o przejęcie kontroli nad PZU. Za rozwianie marzeń Holendrów o ekspansji w Europie Środkowo-Wschodniej trzeba było jednak zapłacić. Jeśliby potraktować ich zaangażowanie w PZU jako inwestycję, to byłaby ona bardzo dobra. Zapłacili 3 mld zł, zwróci im się kilkakrotnie więcej. Oprócz 4 mld zł, jakie im się należały w ramach dywidendy, otrzymali 3,5 mld zł „na otarcie łez”, a kolejne 1,2 mld zł dostaną po debiucie. Oprócz tego zainkasują pieniądze ze sprzedaży swoich udziałów. Te pieniądze bardzo są dziś firmie potrzebne. Eureko zdecydowało, że zrezygnuje z 20 proc. udziałów PZU.

Obecnie kontrolę nad PZU SA sprawuje państwo, ale ma ono już tylko 55 proc. udziałów. Do Eureko należy 33 proc., reszta jest rozproszona. Przed ponad dziesięciu laty, gdy w 1999 r. rozpoczynano proces prywatyzacji PZU, 15-procentowy pakiet rozdzielono między pracowników. Nie wszyscy zatrzymali swoje udziały. Spora część je sprzedała, i to nawet za 370–390 zł.

Po debiucie akcjonariat spółki mocno się zmieni, ale w dalszym ciągu kontrolę nad nią utrzyma państwo. Jego pakiet skurczy się jednak z 55 proc. do 50,1 proc. Pozostałe 4,9 proc. zostanie sprzedane. Jest też możliwe, że minister skarbu sprzeda aż 10 proc. akcji PZU. Wtedy zostałoby mu 45,1 proc. Nadal kontrolowałby spółkę, ale jej prezesa nie obejmowałaby już ustawa kominowa ograniczająca jego zarobki do sześciu średnich krajowych.

Na tym rozliczenia finansowe z udziałowcem PZU zostaną zakończone. Do kasy ubezpieczyciela, w wyniku upublicznienia jego walorów, nie wpłynie ani złotówka. Mimo to Andrzej Klesyk, prezes PZU SA, czuje się także wielkim wygranym. Owszem, Eureko w wyniku ugody otrzymało sporo gotówki, ale przed PZU nareszcie otwierają się możliwości rozwoju.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj