Czy grozi nam wielki blackout?

Moc albo noc
Polska energetyka ledwo zipie. Dziś prądu może zabraknąć z byle powodu – choćby dlatego, że zrobiło się gorąco. Trzeba od nowa zelektryfikować kraj, bo inaczej będziemy siedzieć przy świeczkach.
Elektrownie łatwo mogą 'wyłączyć' masowo włączane klimatyzary
M.Stelmach/Forum

Elektrownie łatwo mogą "wyłączyć" masowo włączane klimatyzary

Rüdiger Rebmann/PantherMedia

Mocny luty - średnie zapotrzebowanie na moc (w dni robocze, w tys. MW)
Polityka

Mocny luty - średnie zapotrzebowanie na moc (w dni robocze, w tys. MW)

W czasach PRL krążył dowcip o czterech klęskach żywiołowych gnębiących socjalistyczną gospodarkę. Były to: wiosna, lato, jesień i zima. Podobnie jest dziś z polską elektroenergetyką. Ledwie skończyła się dramatyczna zimowa walka z lodem, który osadzając się na przewodach rwał sieci i łamał słupy, a już mamy upalne lato i rosnący niepokój: czy uda się uniknąć blackoutu, czyli wielkiej, systemowej awarii zasilania? Pogoda znów jest przeciwko energetykom. W 2006 r. przy takich temperaturach doszło do awarii, która pozbawiła zasilania sporą część Polski.

Okazało się, że wszystko zaczęło się w wodach Narwi, które zbyt się nagrzały, a co gorsza było ich zbyt mało, by skutecznie chłodzić bloki elektrowni Ostrołęka. Tymczasem rósł pobór mocy. Automatyczne systemy wyłączyły więc elektrownię, a ponieważ w tej części Polski nie ma innego, równie dużego producenta energii, ubytku nie udało się szybko wypełnić. Przeciążone zostały kolejne elektrownie, które także zaczęły wypadać z systemu. Zanim zatrzymano to domino, północno-wschodnia część Polski znalazła się bez prądu.

Stefania Kasprzyk, prezes PSE Operator, spółki zarządzającej Krajowym Systemem Elektroenergetycznym, zapewnia, że z tamtych wydarzeń wyciągnięto wnioski, więc jest nadzieja, że ten scenariusz już się nie powtórzy. Źródłem kłopotów było bowiem wyjątkowo wysokie zapotrzebowanie na moc bierną – szczególny rodzaj energii elektrycznej, niezbędny do funkcjonowania niektórych urządzeń, w tym klimatyzatorów. A tych ostatnio szybko przybywa. W czasie upalnego lata pracują na pełny regulator i jest problem.

Prąd – tak, słupy – nie

Moc bierna to spory problem dla energetyków – nie jest zużywana, ale musi być jej w systemie wystarczająco dużo, bo bez niej żaden klimatyzator, silnik czy transformator nie będzie pracować. Jej przesyłanie na większe odległości jest drogie i ogranicza możliwości transportu podstawowego typu energii, czyli mocy czynnej. Po tamtej awarii przeprowadzono program budowy specjalnych kondensatorów gromadzących energię bierną tam, gdzie jest ona potrzebna. Jest więc szansa, że masowe szukanie ochłody nie doprowadzi do załamania systemu. Co nie znaczy, że możemy czuć się całkiem bezpieczni.

Teoretycznie lato jest okresem, kiedy zapotrzebowanie na energię powinno spadać. Oczywiście chodzi o takie normalne polskie lato ze średnią temperaturą ok. 20 st. C. Wieloletnie statystyki to potwierdzają: w dni robocze szczytowe zapotrzebowanie jest niższe o ok. 5 tys. MW niż zimą. Dlatego energetycy w tym czasie planują remonty w elektrowniach i elektrociepłowniach. Ubywa więc źródeł zasilania.

Niestety, większość bloków energetycznych jest mocno wysłużona i często się psuje. Dlatego do tych, które są planowo wyłączone, dochodzą kolejne, które uległy nagłej awarii albo pojawiły się kłopoty z ich chłodzeniem. W ubiegłym tygodniu z tego powodu nie pracowały bloki wytwarzające łącznie 4,5 tys. MW. To jakby nagle wyłączyć najpotężniejszą polską elektrownię w Bełchatowie. Bilans robi się więc niebezpiecznie napięty. Tymczasem wraz ze wzrostem temperatury rośnie zapotrzebowanie na energię. Każdy stopień powyżej 20 st. C oznacza wzrost zapotrzebowania o ok. 100 MW. Przy 30 st. mamy już 1000 MW ponad normalne letnie potrzeby.

Jeśli więc stare elektrownie węglowe się sypią, może ratunek przyniesie zielona energia z wiatraków? To dziś najdynamiczniej rozwijający się sektor polskiej energetyki. Polskie farmy wiatrowe osiągnęły już łączną moc 1000 MW. Niestety, w czasie największych upałów (jak i najostrzejszych mrozów) nie ma z nich pożytku. Taka pogoda jest efektem potężnych układów wyżowych, a wtedy wiatr zamiera. W ubiegłym tygodniu energetyka wiatrowa dawała do systemu zaledwie 5 MW.

Na tym jednak nie koniec kłopotów, bo wraz z upałem nie tylko maleją możliwości produkcji energii, ale także jej przesyłu. W palącym słońcu linie wysokiego napięcia niebezpiecznie się wydłużają, a płynący nimi prąd dodatkowo je rozgrzewa. Przewody trzeba chronić przed przegrzaniem i dlatego ogranicza się ilość przesyłanej energii. W efekcie w środku upalnego lata bilans energetyczny zaczyna trzeszczeć w szwach i niebezpiecznie przypomina okres zimowego szczytu. Pod pewnymi względami jest nawet gorszy.

Kontrolujemy sytuację. Zawarliśmy umowy z elektrociepłowniami, które są przygotowane do letniej pracy i mogą zasilić system w przypadku ekstremalnych zjawisk pogodowych. Pewne ilości energii możemy także importować ze Szwecji, Słowacji, Niemiec – uspokaja prezes PSE Operator Stefania Kasprzak. Dodaje, że w ostatnim czasie zostało zakończonych kilka sporych inwestycji sieciowych poprawiających bezpieczeństwo trzech dużych aglomeracji: warszawskiej, trójmiejskiej i poznańskiej.

Sukcesem było zakończenie budowy linii najwyższych napięć Ostrów–Plewiska, zapewniającej zasilanie Poznaniowi. Przez kilkanaście lat stała bezczynnie, bo mieszkańcy jednej z gmin leżących na trasie skutecznie zablokowali ustawienie kilku słupów. Wreszcie udało się ją dokończyć, choć procesy sądowe będą się jeszcze długo ciągnęły. Podobna sytuacja jest zresztą w Trójmieście, gdzie blokada trwała pięć lat.

Jedną z poważnych barier w rozwoju i modernizacji naszej infrastruktury sieciowej jest blokowanie inwestycji przez właścicieli terenów, przez które przechodzą lub mają przechodzić linie. A słupy linii wysokich napięć, należące do PSE Operator, stoją na gruntach należących do 1,5 mln właścicieli. Z tym problemem borykają się także operatorzy systemów dystrybucyjnych (średnich i niskich napięć).

– Dziś każdy musi mieć prąd, ale nikt nie chce na swoim terenie słupów ani linii przesyłowych. Mamy problemy nie tylko z nowymi inwestycjami, ale jesteśmy także zasypani pozwami dotyczącymi już istniejącej infrastruktury – wyjaśnia Przemysław Zaleski, wiceprezes Enea Operator. Energetycy zauważyli, że walka jest napędzana przez kancelarie prawne, które często wręcz organizują mieszkańców do oporu, a potem negocjują ze spółkami warunki, na których można wybudować linie. Zdarza się, że żądania przekraczają rynkową wartość nieruchomości, nad którą ma przechodzić linia. Być może wprowadzone właśnie zmiany przepisów dotyczące inwestycji w infrastrukturę przesyłową ułatwią i przyspieszą budowę nowych linii.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną