Prószyński i S-ka: kręta droga do kapitalizmu

Czterech kumpli
Co łączy literaturę fantastyczną, jedną z największych drukarni w Europie i popularny internetowy sklep Merlin? Wspólne losy ich założycieli, które są niczym polska droga do kapitalizmu. 20 lat transformacji naszego kraju w pigułce.
Mieczysław Prószyński
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Mieczysław Prószyński

Zbigniew Sykulski. Właśnie sprzedaje Merlina
Grzegorz Kawecki/Forum

Zbigniew Sykulski. Właśnie sprzedaje Merlina

Tadeusz Winkowski. Firma Winkowski dziś nazywa się już Quad/Winkowski
Marek Wiśniewski/Puls Biznesu/Forum

Tadeusz Winkowski. Firma Winkowski dziś nazywa się już Quad/Winkowski

Lipiec 2010 r. Giełdowa grupa Empik Media&Fashion (EMF) chce przejąć kontrolę nad internetową księgarnią Merlin.pl. EMF to gigant polskiej sprzedaży masowej. Ma swe sklepy w każdym centrum handlowym (m.in. salony multimedialne Empik, sklepy dziecięce Smyk, kilka sieci z ubraniami, szkoły językowe). Informacja rozpętuje prawdziwą burzę. Ale założyciel Merlina Zbigniew Sykulski zaraz po zakończeniu negocjacji zaszywa się gdzieś poza zasięgiem komórek.

Mieczysław Prószyński przysyła e-maila, że raczej nie chce, aby o nim pisano. Dla zasady. Tadeusz Winkowski jest na urlopie. Ma trudny okres: w lipcu ruszyły zwolnienia załogi (liczącej 750 osób) zamykanej drukarni w Pile. Jacek Herman-Iżycki namyśla się, zanim odpowie na pytanie. Za jego drewnianym domem kończy się cywilizacja, a zaczyna Magurski Park Narodowy. – Co jest w życiu ważne? Zostawić po sobie dobre wspomnienia u najbliższych – mówi.

Lata 1980–1988. Mieczysław Prószyński (ur. 1953 r.), astrofizyk, robi doktorat z pulsarów radiowych. Na uczelni pracuje m.in. z Aleksandrem Wolszczanem, który potem wyjeżdża za granicę, aby tam kontynuować badania, dzięki którym odkrywa pierwsze planety poza Układem Słonecznym. Wieczorami Prószyński działa w opozycji. Informatyzuje „Tygodnik Mazowsze”, który – choć podziemny – jako pierwsze pismo w kraju składany jest komputerowo.

Rok 1989. Rozkwita solidarnościowa rewolucja i wolność gospodarcza. Na ulicach króluje handel z łóżek polowych. Prószyński zna się z podziemia z Tadeuszem Winkowskim (ur. 1957 r.), z wykształcenia filozofem, z zamiłowania ekspertem od druku. Wspólnie z Grzegorzem Lindenbergiem (socjologiem) zakładają dla zgrywy spółkę Kant. Jedynym celem jej istnienia jest zamieszczenie w noworocznym wydaniu gazet ogłoszenia „Wszystkim naszym wierzycielom składamy życzenia lepszego Nowego Roku. Kant sp. z o.o.”. Gdy przyjaciele dowiadują się, ile kosztuje publikacja ogłoszenia w prasie, ich entuzjazm dla żartu upada. Ale spółka zostaje.

Rok 1990. Kant zmienia się w Kant Imm (od Immanuela, oświeceniowego filozofa) i zaczyna działalność różnoraką. Handluje komputerami i papierami wartościowymi, prowadzi biuro maklerskie. Wydaje „Nową Fantastykę” i komiksy „Tytus, Romek i A’Tomek”. – To był szalony czas. Byliśmy młodzi, trochę naiwni i bardzo niedoświadczeni. Nie mieliśmy pieniędzy, ale też lęku przed podejmowaniem ryzyka – wspomina po latach Tadeusz Winkowski.

– To charakterystyczne dla czasów przełomu. Nie ma barier wejścia i przedsiębiorcy próbują swych sił w wielu różnych branżach – mówi Bartosz Łuczak, menedżer z firmy doradczej Deloitte. Do spółki dołączają kolejni kumple ze studiów i z podziemia: poligraf i afrykanista Jacek Herman-Iżycki (ur. 1952 r.) oraz konstruktor silników lotniczych Zbigniew Sykulski (ur. 1961 r.). Wszyscy są pod dużym wpływem środowiska „Gazety Wyborczej”. A także pod wrażeniem jej sukcesu.

W sierpniu zakładają Wydawnictwo Prószyński i S-ka, nazwane ze względu na tradycje rodzinne Mieczysława (patrz ramka). Grzegorz Lindenberg później odejdzie, aby kontynuować karierę jako redaktor, twórca potęgi „Super Expressu”. Ostatecznie zostaje ich czterech – Prószyński, Winkowski, Sykulski, Herman-Iżycki. Dobrze się uzupełniają – dwóch fantastów i wizjonerów, dwóch realistów twardo stąpających po ziemi. Każdy ma jedną czwartą udziałów w spółce i taką w niej władzę.

Październik 1990 r. Ukazuje się pierwszy numer kobiecego miesięcznika „Poradnik Domowy”, który odróżnia się od siermiężnej peerelowskiej „Przyjaciółki” czy „Kobiety i Życia”. Nakład 150 tys. egz. rozchodzi się w kilka dni.

Lata 1992–1993. „Poradnik Domowy”, z nakładem przekraczającym 2,5 mln egz., jest lokomotywą finansową wydawnictwa. Zyski są inwestowane w nowe tytuły. Pod egidą Prószyński i S-ka wychodzą komiksy i liczne pisma dla dzieci (np. „Zwierzaki”), wnętrzarskie „Cztery Kąty”, naukowe „Wiedza i Życie” oraz „Świat Nauki”.

Czterej wspólnicy dzielą się obowiązkami intuicyjnie. Każdy ogarnia część biznesu, a przegadują wszystko wspólnie. Spotkania zarządu zmieniają się w nasiadówy do rana. – Byliśmy firmą przyjazną, zarządzaną jak przedsiębiorstwo rodzinne, choć przecież momentami ogromną. Z perspektywy lat uważam, że było to jedno z ważniejszych naszych osiągnięć – mówi Jacek Herman-Iżycki.

W połowie 1993 r. „Poradnik Domowy” osiąga swój szczyt – nakład 3,3 mln egzemplarzy. – Czytelnicy nie są idiotami i potrafią odróżnić dobry towar od złego – triumfuje Prószyński. Realizuje swą idée fixe – zaczyna wydawać książki, tworzy też wysyłkową Księgarnię Krajową, reaktywując tym samym przedwojenny pomysł dziadka. Książki Prószyńskiego będą wydawane w olbrzymich nakładach, ale po umiarkowanych cenach. Hitami będą lekkie powieści Katarzyny Grocholi, ale nie zabraknie też ambitnych reportaży Jacka Hugo-Badera, trudnej prozy Jorgé Luisa Borgesa czy dzieł zebranych historyka Pawła Jasienicy.

Rok 1994. Mieczysław Prószyński dostaje Nagrodę Kisiela. Wychodzi na scenę i wygłasza długą autolaudację, wywołując tym powszechne rozbawienie. Uzasadnia „za co dostałem tę nagrodę”, aż w końcu ktoś z widowni dopowiada: „również za skromność”. Ale ma powody. Wydawnictwo czterech kumpli jest w branżowej czołówce, jeśli chodzi o sprzedaż i wpływy reklamowe. Na rynek wchodzą magazyny „Kuchnia” i „Dziecko”. Ten pierwszy wyprzedza o całą epokę modę na domowe gotowanie. Ten drugi jest przedstawicielem niezwykle dziś pożądanego przez reklamodawców segmentu tzw. prasy parentingowej, czyli poradników dla rodziców.

Rok 1995. Niemieckie Wydawnictwo Burda lansuje miesięcznik „Dobre Rady”, który zaczyna odbierać rynek „Poradnikowi Domowemu”. Do Polski wchodzą zachodnie koncerny, wyspecjalizowane w sprzedawaniu wysokonakładowej prasy kolorowej. Tak zaczyna się długotrwała wojna o czytelnika i reklamodawcę. To wojna na wyniszczenie. Również finansowe, bo zagraniczne firmy stać na wieloletnie dokładanie do interesu, dopóki nie zajmą pozycji lidera.

Ale Prószyński i jego wspólnicy mają też problem natury etycznej. Czterej kumple nie schylają się po pieniądze leżące najniżej. Nie reklamują horoskopów, wróżek, magnetycznych poduszek i papierosów. Nie drukują żadnych reklam w pismach dla dzieci. Wielkie koncerny medialne, zaprawione w rynkowych bojach, nie mają takich dylematów. – Dobre czasy dla wydawców już się skończyły – mówi w jednym z wywiadów Prószyński.

Rok 1996. „Poradnik Domowy” znów sprzedaje 1 mln egz. Zainteresowanie czytelniczek spada, ale wydawnictwo wciąż drukuje co miesiąc 12 magazynów o łącznym nakładzie 2 mln egz. Prestiżowy brytyjski „The Economst” pisze o Mieczysławie Prószyńskim oraz jego wydawnictwie. – Czy polski Dawid wytrzyma walkę z niemieckim Goliatem? – pytają autorzy. Dawid robi dobrą minę do złej gry, ale sukcesy wysokonakładowej szmatławej prasy z plotkami chwieją przekonaniem wspólników o inteligencji czytelnika.

Lata 1998–2001 to dla firmy czterech kumpli czas wielkiej próby. Zamykają tytuły nierentowne, znikają deficytowe pisma dla dzieci, wydawane tylko dlatego, że były wartościowe. Mimo to wciąż inwestują we własną drukarnię (tej sprawy pilnuje Tadeusz Winkowski), a także rozwijają sprzedaż przez Internet, choć dostęp do sieci ma zaledwie kilka procent Polaków (to domena Zbigniewa Sykulskiego).

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną