Polak biedny na bogato

Polacy są jacyś inni
Jak to jest, że w kraju, który przeżywa swoje najlepsze lata w historii, aż tylu ludzi czuje się przegranymi? I jak to pogodzić z faktem, że w sklepach jesteśmy bardziej rozrzutni niż konsumenci z dużo bogatszych krajów?
Dla międzynarodowych koncernów nasz rynek jest bardzo znaczący, starają się więc o polskich konsumentach dowiedzieć jak najwięcej.
Krzysztof Kuczyk/Forum

Dla międzynarodowych koncernów nasz rynek jest bardzo znaczący, starają się więc o polskich konsumentach dowiedzieć jak najwięcej.

Z badań wynika, że skłonność do oszczędnych zakupów nie idzie w parze z poziomem zamożności.
TongRoASIA Lewis Lee/PantherMedia

Z badań wynika, że skłonność do oszczędnych zakupów nie idzie w parze z poziomem zamożności.

Na tle europejskich sąsiadów prezentujemy się jako ubodzy krewni. Przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na jedną osobę w polskiej rodzinie wynosi 1193 zł.
Ed Honowitz/Getty Images/Flash Press Media

Na tle europejskich sąsiadów prezentujemy się jako ubodzy krewni. Przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na jedną osobę w polskiej rodzinie wynosi 1193 zł.

Gospodarka się rozwija. Przedsiębiorczego Polaka stać na coraz więcej i powinien być zadowolony. Jeśli nie jest, to znaczy, że jego sytuacja odbiega od średniej. Tych, którym odbiega, jest jednak bardzo dużo. Na przykład zarobki niższe niż średnia płaca osiąga aż 60 proc. zatrudnionych. Czy któryś z nich uważa, że nie zasługuje przynajmniej na średnią? Przecież wszyscy zasługujemy na więcej.

Dla socjologów jesteśmy obiektem badań, który kluczy i na każdym kroku stara się badacza wywieść w pole. W oczach cudzych, ale także własnych, Polak przede wszystkim stara się „zachować społeczną twarz”. Tak uważa prof. Anna Giza-Poleszczuk z Uniwersytetu Warszawskiego. Strach, że może twarz stracić, wynika ze starannie ukrywanego poczucia gorszości. Na progu transformacji w 1989 r. w ogólnej biedzie byliśmy równiejsi. Współczynnik Giniego, którym mierzy się rozwarstwienie społeczne, wynosił u nas 19, w połowie lat 2000 osiągnął 34 i, na szczęście, już nie rośnie. Im jest wyższy, tym rozpiętości w dochodach większe. W Wielkiej Brytanii wynosi 38, w Niemczech i Norwegii – 32.

Nie chodzi więc o to, że u nas rozwarstwienie jest najwyższe, bo to nieprawda. Ale w innych krajach te nierówności narastały przez dziesiątki lat, a u nas rewolucja dochodowa dokonała się w ciągu kilkunastu. Tamci mieli czas, żeby się ze swoim miejscem na drabinie społecznej oswoić, my nie. Wielu ludzi, choć obiektywnie nie stali się biedniejsi, czuje się materialnie zdegradowanymi. Bo innym powiodło się bardziej. To jest właśnie to poczucie utraty społecznej twarzy. Z pewnością ma je osoba, która w czasach, gdy mięso kupowaliśmy na kartki, była ekspedientką w spożywczym, a dziś pracuje w hipermarkecie. Wtedy w hierarchii społecznej stała znacznie wyżej. Grupy rozczarowanych to jednak nie tylko ci, którzy dawniej czuli się ważniejsi. Ciągle przybywa nowych. Do frustracji wyniesionych jeszcze z PRL dochodzą nowe, charakterystyczne dla społeczeństw zachodnich.

Dla międzynarodowych koncernów nasz rynek jest bardzo znaczący, starają się więc o polskich konsumentach dowiedzieć jak najwięcej. Nie tylko zresztą o polskich. Dla nich liczą się rynki regionalne, nie lokalne. Na badania, także socjologiczne, wydają dziś znacznie więcej niż rządy zmuszone do nieustannego oszczędzania. Ale to, co dla rządu jest kosztem, dla wielkiej korporacji – inwestycją, która z pewnością się zwróci. Na dobrze poznanych konsumentach łatwiej się zarabia.

Henkel zrobił dokładne badania konsumentów 10 krajów Europy Środkowej: Polski, Austrii, Belgii, Czech, Francji, Hiszpanii, Holandii, Niemiec, Węgier i Włoch. Zaczął od dokładnego przyjrzenia się i porównania zawartości naszych portfeli, które regularnie badają krajowe urzędy statystyczne, u nas – GUS. Koncernowi chodziło nie tylko o zorientowanie się w dochodach poszczególnych społeczeństw, ważniejsze były dla niego nasze luzy w portfelu. Czyli ile pieniędzy zostaje nam po odliczeniu niezbędnych wydatków na jedzenie, utrzymanie mieszkania, transport. To z tej puli będziemy wydawać na kosmetyki czy środki czyszczące.

Bogaci duchem

Wyniki nie były zaskakujące. Na tle europejskich sąsiadów prezentujemy się jako ubodzy krewni. Przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na jedną osobę w polskiej rodzinie wynosi 1193 zł. Z tego 656 zł przeznaczamy na konieczne wydatki, a reszta, czyli 537 zł, to nasze luzy w portfelu. Jak je wydamy, zależy w dużej mierze od strategii marketingowych poszczególnych uczestników rynku. Nasi południowi sąsiedzi mają portfele znacznie grubsze, co z pewnością nas stresuje. Główne powody ich większej zamożności: później przechodzą na emeryturę, większa część społeczeństwa pracuje i nie mają milionów osób zatrudnionych w nieefektywnym rolnictwie. Na wydatki podstawowe Czesi przeznaczają równowartość 1106 zł, na resztę – 1063 zł. Ale zarówno nas, jak i Czechów biją swoją siłą nabywczą Austriacy. Na głowę mają do dyspozycji równowartość 7548 zł, z tego koszyk dóbr podstawowych pochłania 3849 zł, na kaprysy pozostaje 3699 zł.

Gdyby spece od marketingu sporządzali swoje strategie tylko w oparciu o te dane, polscy konsumenci mogliby się okazać dla nich równie mało ważni, co ich siła nabywcza. Ale tak nie jest. Jesteśmy warci więcej, ponieważ zachowujemy się inaczej niż inni. W Europie konsumenci są przewidywalni. Jak jest kryzys, to wydają mniej. Bogaty Niemiec nie wstydzi się wejść do sklepu, w którym wszystko kosztuje 1 euro, Polaka to stygmatyzuje. Daje znak otoczeniu, że jest biedny, podczas gdy za wszelką cenę próbuje to ukryć.

Ankieterzy Gfk Austria, którzy badania uzupełniające dla Henkla robili podczas wizyt domowych w 10 europejskich krajach, w bezpośrednich rozmowach usłyszeli od nas coś, co ich zdumiało, a czego nie usłyszeli od innych. Mówiliśmy prawdę czy też staraliśmy się w ich oczach wypaść lepiej niż w rzeczywistości?

Z badań wynika, że skłonność do oszczędnych zakupów nie idzie w parze z poziomem zamożności. Do swoich nawyków, by sięgać po towar, dopiero gdy zaakceptuje się jego cenę, bez kompleksów przyznają się Austriacy i Hiszpanie. W tych krajach aż 46 proc. konsumentów twierdzi, że najważniejsza jest dla nich cena. W Niemczech i Włoszech – po 43 proc. W Czechach oszczędnych konsumentów jest 41 proc. W Polsce – najmniej z badanej dziesiątki. Tylko 25 proc. Skąd się zatem u nas biorą coraz liczniejsi klienci dyskontów? Robimy tam zakupy, bo jesteśmy zmęczeni nadmiarem wyboru – przekonujemy.

W kreowaniu swojego obrazu, nieprzystającego do naszej siły nabywczej, jesteśmy konsekwentni. Bijemy także inny europejski rekord – to w Polsce grupa nazwana konsumentami bez trosk jest najliczniejsza, wynosi aż 29 proc. ogółu kupujących. To tacy, którzy sięgają po towar nie patrząc w ogóle na cenę. W bogatej Holandii ta grupa liczy mniej niż u nas, tylko 27 proc., w Czechach – 21 proc.

Wytłumaczenie, że aż 29 proc. obywateli naszego kraju żyje bez trosk materialnych, być może jest prawdziwe, ale niepełne. Warto wrócić do interpretacji prof. Gizy-Poleszczuk, która uważa, że zakupy służą nam nie tylko do zaopatrzenia domu w potrzebne towary. Także do ratowania naszej społecznej twarzy. Do niepokazywania, że nas na coś nie stać. Żeby w oczach własnych i cudzych nie degradować się społecznie. Towarami, po które sięgamy, próbujemy potwierdzać nasze poczucie wartości. – To dlatego tanie produkty u nas są bardzo ładnie opakowane, żeby nie wyglądały na swoją cenę – zauważa prof. Giza-Poleszczuk. Na te w siermiężnym szarym papierze w ogóle nie zwrócilibyśmy uwagi. Źle by o nas świadczyły.

Według GUS 20 proc. rodzin z najniższymi dochodami wydaje więcej, niż ma (119, 4 proc. dochodu rozporządzalnego). Nie wiemy, w jakim stopniu na wydatki niezbędne do życia, w jakim zaś na ratowanie społecznej twarzy. Ludzie przejadają stare oszczędności i niedawno wzięte kredyty. Przed kryzysem banki dawały kredyty konsumpcyjne niemalże z łapanki, każdemu. Teraz są coraz gorzej spłacane. To poważny powód do stresu.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną