Rynek

Róbta, jak chceta!

Spółdzielnie socjalne: bezrobotni, łączcie się!

Spółdzielczość socjalna dopiero zaczyna się rozwijać. Spółdzielczość socjalna dopiero zaczyna się rozwijać. Les Cunliffe / PantherMedia
Pomysłem na kłopoty z wchodzeniem młodych ludzi na rynek pracy mogłyby się stać spółdzielnie socjalne. Ekonomia społeczna robi karierę w Europie, ale w Polsce dopiero raczkuje.
Grzegorz Sierba z Łodzi. Razem ze znajomymi otworzyli bistro Zaraz-Wracam.Goss/Polityka Grzegorz Sierba z Łodzi. Razem ze znajomymi otworzyli bistro Zaraz-Wracam.

Przyszłość, Perspektywa, Szansa, Nowy Horyzont – nazwy spółdzielni socjalnych mówią wiele o nadziejach wiązanych z prowadzeniem przedsiębiorstwa. Większość zostało założonych przez osoby wykluczone, biedne, czasem także zbuntowane, szukające życiowej odmiany i zawodowej alternatywy. Formę spółdzielni wybierali zwykle z inspiracji urzędu pracy, pod wpływem szkolenia lub ośrodka pomocy społecznej. – Dogadać się w pięć osób o wspólnym prowadzeniu biznesu jest trudno, a takim z problemami, którzy nigdy wcześniej biznesu nie prowadzili, jeszcze trudniej – tłumaczy Krzysztof Cibor z portalu ekonomiaspoleczna.pl.

Aranżacja przestrzeni, geoturystyka (turystyka geologiczna), kreowanie wizerunku, tworzenie prezentacji internetowych, prowadzenie klubokawiarni, sprzedaż ekologicznych środków czystości, opieka przedszkolna, montowanie kolektorów słonecznych, sprzedaż powierzchni reklamowej – to tylko niektóre usługi oferowane dziś przez spółdzielnie socjalne. Mimo że ustawa pozwalająca je tworzyć weszła w życie w 2006 r., do dziś powstało ich w całej Polsce niecałe czterysta. Spółdzielczość socjalna dopiero zaczyna się rozwijać. Spółdzielnie mogą zakładać osoby zagrożone wykluczeniem z różnych powodów – wylicza je ustawa. W stworzonym przedsiębiorstwie dzielą się pracą i obowiązkami. Mogą też liczyć na dotacje na rozkręcenie biznesu.

Wspólnota mam

Spółdzielnie socjalne chętnie zakładają kobiety, wciąż dyskryminowane na rynku pracy. Lubelską Wielobranżową Spółdzielnię Socjalną Cztery Pory Roku założyły mieszkanki osiedla bloków socjalnych. Prowadzą klubokawiarnię Spółdzielnia – miejsce, jakiego brakowało na kulturalnej mapie Lublina. Bydgoską Elles założyło pięć kobiet w różnym wieku i o różnych życiorysach. Dziś prowadzą salon urody i stanowią inspirację dla kolejnych podobnych przedsięwzięć.

Pomysł spółdzielni podsunięto nam w MOPS. Nasza założycielka wyjechała na wizytę studyjną właśnie do Elles – mówi Justyna Majewska ze Spółdzielni Socjalnej Signum w Golubiu-Dobrzyniu, również kobiecej kooperatywy. Trudno było im na początku zebrać spółdzielców. – Ludzie nie byli nastawieni na stworzenie własnej działalności, lecz na znalezienie pracy. Oczekiwali, że po miesiącu dostaną pensję, a to tak pięknie nie wygląda – dodaje Majewska.

Signum tworzą kobiety w wieku od 23 do 36 lat. Pomyślały o opiece nad dziećmi, bo choć w ich mieście istnieją dwa przedszkola, to zapotrzebowanie jest o wiele większe. Dostały dotację w wysokości 60 tys. zł, która wystarczyła na rozkręcenie działalności – prowadzą punkt przedszkolny Mały Książę.

Proces rejestracyjny zaczęła też warszawska Spółdzielnia Mam. Projekt koordynuje Fundacja MaMa. W ciągu dwóch lat jego uczestniczki chcą rozkręcić spółdzielnię socjalną, która zajmować się będzie produkcją i sprzedażą rękodzieła inspirowanego folkiem. W ramach wsparcia projektu grupa hotelowa Orbis i jej partner strategiczny, francuska Fundacja Accor, przekazały 41 tys. euro, a specjalistka ds. komunikacji wewnętrznej Orbisu Katarzyna Nowak jako wolontariuszka wspomaga przygotowywanie spółdzielni.

Same o sobie mówimy, że jesteśmy wykluczone „soft”. Nie byłyśmy w tak złej sytuacji jak ci, dla których spółdzielnie powstały w pierwszej kolejności. Trudno nam wrócić na rynek pracy. Wciąż na rozmowach kwalifikacyjnych pytają, czy mamy dzieci albo czy je planujemy. Z drugiej strony długa przerwa, a potem takie drastyczne starcie z realiami również odbiera wiarę w siebie. Sama tego doświadczyłam – mówi Marzena Szal, jedna z 15 założycielek spółdzielni. Jest wśród nich jeszcze m.in. graficzka, absolwentka ASP, kobieta z doświadczeniem w logistyce. Mają różne kwalifikacje, w większości wyższe wykształcenie. – To dla nich budowanie wspólnoty matek i ewentualna szansa na dzielenie czasu między opiekę nad dzieckiem a pracę zarobkową w warunkach bardziej przyjaznych niż w zwykłej firmie – dodaje Sylwia Chutnik, prezeska Fundacji MaMa.

Według danych Krajowej Rady Spółdzielczej z 2010 r. cały polski sektor spółdzielczy (spółdzielnie mieszkaniowe, pracy, rolnicze i inne) to zaledwie ok. 9 tys. podmiotów i 400 tys. pracowników. Jego udział w PKB wynosi niespełna 3 proc. Jest w odwrocie, czyli zupełnie inaczej niż na całym świecie. Kooperatywy mieszkaniowe, rolnicze, bankowe pełnią ważną rolę w gospodarkach wielu państw. W całej Unii jest ich prawie ćwierć miliona i zatrudniają ponad 4,5 mln pracowników.

– To, co nam przeszkadza uwierzyć w siłę spółdzielczości, to doświadczenia historyczne – mówi Krzysztof Cibor – zarówno Polski Ludowej, jak i czasów po transformacji, kiedy to stawiano przede wszystkim na branie spraw w swoje ręce, indywidualny sukces. Spółdzielnie socjalne w ostatnich latach wzrastają, bo są na nie środki, są projekty unijne, zrobił się wokół nich sprzyjający klimat.

Alternatywa

Forma spółdzielni socjalnej jest także atrakcyjna dla osób, które nie chcą już pracować dla kogoś. – To szansa dla tych, którzy być może są rozczarowani korporacją i doceniają zalety demokratycznego zarządzania. To propozycja dla tych, którzy chcą coś więcej zrobić ze swoim życiem – dodaje Przemysław Piechocki, prezes Stowarzyszenia na rzecz Spółdzielni Socjalnych w Poznaniu.

Często wywodzą się ze środowisk alternatywnych, mają doświadczenie z różnego rodzaju nieformalnych organizacji. Jak założyciele Spółdzielni Socjalnej Warszawa, która prowadzi w samym centrum hostel Emma. – W większości mamy wyższe wykształcenie, jesteśmy koło trzydziestki, gdzieś wcześniej pracowaliśmy, ale w pewnym momencie podjęliśmy decyzję, że chcemy to robić inaczej: pracować nie dla korporacji, tylko wcielając w życie to, co zawsze było dla nas ważne – mówi Łukasz Wójcicki. Podobnymi motywami kierował się Zbigniew Modrzewski, jeden z założycieli Starego Mokotowa. Na razie prowadzi sklep internetowy z ekologiczną żywnością Eko-Moko. Można tu też kupić produkty fair trade. Już niedługo spółdzielnia rozszerzy działalność o wegetariański catering. Piątka założycieli łódzkiej Figi ma wyższe wykształcenie. – W naszym gronie jest geograf, filmoznawca, filolog południowosłowiański, historyk i animator społeczno-kulturalny – mówi Grzegorz Sierba. Razem otworzyli bistro Zaraz-Wracam. – Postawiliśmy też na grupę konsumentów, która prowadzi alternatywny tryb życia. Do tej pory osoby takie miały miejsca, w których się bawiły, spotykały, piły alkohol, lecz nie było w Łodzi miejsca, gdzie by jadały.

Lekki plus

Rok prowadzenia biznesu w branży gastronomicznej to zbyt mało, żeby wyrokować o sukcesie, ale założyciele bistra są zadowoleni. Podobnie jak spółdzielcy z hostelu Emma. – W tej chwili jeszcze nie utrzymujemy się z hostelu. Po pół roku działalności wychodzimy na lekki plus. Ale trzeba też powiedzieć, że hostel to na starcie duża inwestycja, myśmy zainwestowali w niego prywatne pieniądze – mówi Łukasz Wójcicki.

Nie narzeka też Justyna Majewska z Signum: – Każda z nas ma etat, a dodatkowo mogłyśmy już zatrudnić dwie nowe osoby. Na razie zarabiamy najniższą krajową, ale przedtem byłyśmy bezrobotne, więc zmiana jest ogromna. O tym, że jest lepiej, niż oczekiwali, mówi też Marcin Zimochocki ze spółdzielni Gismo Creative, zajmującej się przede wszystkim grafiką komputerową: – Istniejemy już ponad rok i wśród małych agencji reklamowych jesteśmy konkurencyjni na lokalnym rynku. Znajdujemy także klientów w innych częściach naszego kraju.

Ale to wszystko dopiero skromne początki. W Hiszpanii spółdzielnie socjalne są na rynku czwartym pracodawcą, we Włoszech działa ich ponad 4,5 tys., tworzą często wielkie kombinaty dające pracę setkom tysięcy osób. We wszystkich krajach UE takich spółdzielni socjalnych jest blisko 130 tys. – Siła przedsiębiorstw społecznych tkwi w tym, że działają w warunkach realnej gospodarki – uważa Aleksandra Muzińska z Fundacji Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych. – Odpowiadają na lokalne potrzeby. Są też w stanie – jak pokazują chociażby doświadczenia brytyjskie – świetnie radzić sobie w warunkach kryzysu – dodaje. Różnego rodzaju kooperatywy lepiej niż klasyczne przedsiębiorstwa zniosły kryzys, brytyjskie odnotowały nawet zyski w trudnych latach 200809. Może więc pora i u nas odczarować spółdzielczość.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ukraińska kelnerka o swojej pracy w polskich hotelach

Kobiety traktują nas jak powietrze, mężczyźni często proponują nam seks, a dzieci uważają za służące, którym nie należy się szacunek – opowiada Ukrainka, która od czterech lat pracuje na polskim wybrzeżu.

Katarzyna Zdanowicz
17.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną