RAPORT ENERGETYCZNY: Gazoport - klucz do energetycznej niezależności

Muszkieterzy się zbroją
Polska jeszcze długo będzie zależna od dostaw rosyjskiego gazu. Nowe rurociągi do Czech i Niemiec oraz otwarcie gazoportu w Świnoujściu to szansa na stopniowe uwalnianie się od tej zależności.
Inwestycje Gaz-Systemu, operatora sieci gazowej, sprawiły, że pod koniec 2011 r. możliwości importu tego surowca wzrosły o prawie miliard metrów sześciennych rocznie, czyli blisko 7 proc. krajowych potrzeb.
Tomasz Paczos/Forum

Inwestycje Gaz-Systemu, operatora sieci gazowej, sprawiły, że pod koniec 2011 r. możliwości importu tego surowca wzrosły o prawie miliard metrów sześciennych rocznie, czyli blisko 7 proc. krajowych potrzeb.

Polityka

Polityka

Rosyjska dominacja w zaopatrzeniu Polski w gaz przez lata była żelaznym punktem dyskusji polityków. Narzekali, snuli wizje, przedstawiali koncepcje i na tym się kończyło. Dochodziło do kuriozalnych sytuacji, gdy Polska na forum międzynarodowym przedstawiała koncepcję „paktu muszkieterów”, w myśl której kraje UE byłyby zobowiązane do dostarczenia gazu członkowi wspólnoty odciętemu od dostaw, podczas gdy mieliśmy tylko jedno niewielkie połączenie z europejskim systemem gazociągowym w Lasowie k. Zgorzelca. Zatem nawet muszkieterzy nic by nam nie pomogli, bo nie byłoby jak tego gazu dostarczyć.

Etap jałowych dyskusji mamy już jednak za sobą. Pod koniec 2011 r., w ramach budowania zintegrowanego rynku energii w Europie Środkowej, udało się stworzyć podstawy lepszego połączenia krajowego systemu gazowniczego z Unią Europejską, co zwiększa niezależność dostaw do Polski. Efekt jest taki, że już niemal 30 proc. sprowadzanego do nas gazu pochodzi spoza Rosji. Jeszcze dwa lata temu było to tylko ok. 9 proc.

Wirtualny rewers

Swobodny przepływ gazu pomiędzy państwami członkowskimi UE wymaga jednak rozbudowania infrastruktury przesyłowej, w tym przede wszystkim gazociągów transgranicznych. Inwestycje Gaz-Systemu, operatora sieci gazowej, sprawiły, że pod koniec 2011 r. możliwości importu tego surowca wzrosły o prawie miliard metrów sześciennych rocznie, czyli blisko 7 proc. krajowych potrzeb. Rozbudowano istniejące połączenie na granicy polsko-niemieckiej w Lasowie (z 1 mld do 1,5 mld m sześc.), które umożliwia zwiększenie importu gazu z kierunku zachodniego. Powstał także nowy rurociąg (interkonektor) do Czech w rejonie Cieszyna (0,5 mld m sześc.). Kolejne tego typu łączniki planowane są na granicy z Litwą i Słowacją, jak również z Niemcami w północno-zachodniej Polsce.

Interkonektory (czyli rurociągi, które mogą tłoczyć paliwo w obu kierunkach, gazociągi na wschodniej granicy są jednokierunkowe) zapewnią nam nie tylko dostęp do rynku europejskiego, ale umożliwią także transport surowca z Polski za granicę, jeśli będziemy mieli jego nadwyżki. To niezbędne połączenia, zwłaszcza jeśli myślimy o wykorzystaniu gazu łupkowego.

Od jesieni ubiegłego roku zupełnie nowego znaczenia nabrał gazociąg jamalski, który wcześniej służył tylko rosyjskiemu koncernowi Gazprom – do transportu gazu do Polski i Niemiec. Gaz-System, który od niedawna jest operatorem polskiego odcinka Jamału, zaczął udostępniać w nim wolne moce na zasadach komercyjnych.

Pojawił się też tzw. rewers wirtualny, który polega na tym, że importer działający na polskim rynku kupuje gaz na rynku europejskim, gdzie jego cena bywa niższa od surowca rosyjskiego, ale nie transportuje do Polski, lecz pozostawia na rynku niemieckim. W zamian taką samą ilość paliwa pobiera w Polsce z gazociągu jamalskiego. Już teraz można w ten sposób importować do Polski ok. 2,3 mld m sześc. gazu z kierunku zachodniego. Choć wirtualny rewers jest dopiero na początkowym etapie, to przybywa chętnych, którzy chcieliby z niego skorzystać. Jest to bowiem rozwiązanie atrakcyjne finansowo dla importerów. Na razie Jamał działa w jednym kierunku – ze wschodu na zachód, ale trwają prace nad realnym wykorzystaniem rewersu do tłoczenia gazu w przeciwnym kierunku, czyli z Niemiec do Polski (tzw. rewers fizyczny).

Zapotrzebowanie na gaz z alternatywnych kierunków może przekroczyć możliwości przepustowe istniejących interkonektorów na granicy polsko-niemieckiej i polsko-czeskiej. Niemniej, zdaniem Jana Chadama, prezesa Gaz-Systemu, rozwój infrastruktury gazowej zwiększa konkurencję na lokalnym, ale także na międzynarodowym rynku. Umożliwia bowiem nowym podmiotom korzystanie z rozbudowanej sieci przesyłowej.

Choć wszystkie te rozwiązania pozwalają na szybkie sprowadzenie do Polski dodatkowych ilości paliwa z Niemiec i Czech, to wywołują sporo emocji. Sceptycy uważają, że w praktyce wirtualny rewers nie poprawia bezpieczeństwa kraju, ciągle jest to bowiem rosyjski gaz z Gazpromu. Zwolennicy transgranicznych gazowych łączników argumentują jednak, że płynące w rurach molekuły nie mają narodowości, ważne, że sprzedawcą odpowiadającym za dostawę nie jest Gazprom. Liczą się nowe możliwości, jakie dzięki temu powstają. – Nawet gdyby z zachodu i południa Europy miał płynąć do nas tylko rosyjski gaz, to nie ma powodu, by negować sens budowy połączeń transgranicznych – mówi Tomasz Chmal, ekspert ds. energetyki z Instytutu Sobieskiego.

Nierealne staje się realne

Sytuacja na gazociągowej mapie Europy wciąż się zmienia, a projekty, o których jeszcze pięć lat temu mówiono, że są nierealne, dziś stają się faktem. Uruchomione niedawno gazowe połączenie Polski z Czechami już wkrótce może nabrać zupełnie nowego znaczenia, zaś istniejący na razie tylko na papierze i w planach Gaz-Systemu rurociąg na Słowację będzie pilną strategiczną inwestycją. Prezes Chadam zapewnia, że połączenie z Czechami, po rozbudowie systemu przesyłowego po polskiej i czeskiej stronie, będzie miało większą przepustowość i zamiast obecnych 0,5 mld m sześc. rocznie, rurą w rejonie Cieszyna będzie można tłoczyć nawet 2,5–3 mld m sześc. gazu. To ważna informacja nie tylko dla nas, ale także dla naszych południowych sąsiadów.

Rozbudowa polsko-czeskiego połączenia zbiega się bowiem w czasie z realizacją kolejnego gigantycznego gazociągu South Stream (południowego odpowiednika bałtyckiego Nord Streamu), który rosyjski Gazprom chce ułożyć przez Morze Czarne do Bułgarii i dalej na południe Europy. Jeżeli inwestycja zakończy się zgodnie z zapowiedzią w 2015 r., to Gazprom będzie mógł wstrzymać transport swojego gazu przez Ukrainę, Słowację i Czechy. Dziś ta trasa jest najważniejsza dla tranzytu rosyjskiego gazu do Europy.

Projekt South Stream może więc skomplikować sytuację krajów tranzytowych pod względem ciągłości i bezpieczeństwa zaopatrzenia w gaz. Bez dostaw z Rosji (via Ukraina) Słowacja będzie zmuszona sprowadzać gaz z innego kierunku. Połączenie z Polską da jej właśnie taką możliwość. Czechy mają wprawdzie łącznik z Niemcami i mogą stamtąd importować gaz, ale większy rurociąg do Polski będzie też miał dla nich strategiczne znaczenie. – Naszym południowym sąsiadom w równym stopniu jak Polsce powinno zależeć na integracji systemów przesyłowych – uważa prezes Chadam. – Mając dostęp do polskiej infrastruktury zyskają tym samym większą niezależność w imporcie gazu.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną