Zakłady Azotowe obronione przed Rosjanami

Wróg w nawozach
Minister skarbu obronił Zakłady Azotowe Tarnów przed przejęciem przez rosyjski koncern chemiczny Acron. Ale nie uśmierzył lęków, że Rosjanie chcą znów nas wykorzystać i uzależnić. Tym razem nawozowo.
Zakłady Azotowe w Puławach. Kandydat do fuzji z tarnowskimi Azotami.
Paweł Pawłowski/PAP

Zakłady Azotowe w Puławach. Kandydat do fuzji z tarnowskimi Azotami.

Tarnowskie Azoty są spółką giełdową, której akcje znajdują się w rękach Skarbu Państwa (32 proc.), funduszy emerytalnych (31,5 proc.) i drobnych akcjonariuszy.
Paweł Topolski/PAP

Tarnowskie Azoty są spółką giełdową, której akcje znajdują się w rękach Skarbu Państwa (32 proc.), funduszy emerytalnych (31,5 proc.) i drobnych akcjonariuszy.

Polityka

Piątek 13 lipca okazał się dla ministra skarbu Mikołaja Budzanowskiego pechowy. Tego dnia miał zaplanowaną wizytę w Gdańsku. Spotykał się z zarządem Grupy Lotos i doglądał rozbudowy Naftoportu, bo minister skarbu jest dziś bardziej ministrem do spraw nafty i gazu. W Gdańsku dotarła do niego hiobowa wiadomość: rosyjski koncern Acron podniósł do 45 zł cenę wezwania na akcje Zakładów Azotowych Tarnów (ZAT). W jednej chwili runął zaplanowany porządek dnia, diabli wzięli plany weekendowe. Zaczęły się nerwowe narady ministra z zastępcami Pawłem Tamborskim i Rafałem Baniakiem i telefoniczne konsultacje z prawnikami oraz akcjonariuszami Tarnowa. Sprawa wyglądała bardzo poważnie.

Wezwanie to rodzaj oferty publicznej. Inwestor, który chce kupić większy pakiet akcji (zazwyczaj dający mu kontrolę nad spółką), wzywa wszystkich dotychczasowych akcjonariuszy, by mu je sprzedali za odpowiednio atrakcyjną cenę. I właśnie kilka tygodni wcześniej tak zrobił rosyjski Acron. Ofertę firmowała jego luksemburska spółka Norica Holding. Rosjanie chcieli zdobyć 66 proc. akcji, oferowali 36 zł za sztukę, czyli sporo więcej od notowań giełdowych. Mimo to entuzjazmu nie było, akcjonariusze uważali, że należałoby dać więcej.

Rosyjska oferta

Tarnowskie Azoty są spółką giełdową, której akcje znajdują się w rękach Skarbu Państwa (32 proc.), funduszy emerytalnych (31,5 proc.) i drobnych akcjonariuszy. W praktyce oznacza to, że spółka jest dziś kontrolowana przez państwo. Gdyby jednak rosyjskiemu inwestorowi udało się skupić większy pakiet akcji, to on mógłby uzyskać nad nią kontrolę. Rosyjska oferta została potraktowana w Tarnowie jako próba wrogiego przejęcia, czyli takiego, które nie zostało uzgodnione z przejmowanym i nie zyskało jego akceptacji. Zaczęto więc przygotowywać się do obrony. Na warszawskiej giełdzie mogliśmy kilka razy obserwować takie wydarzenia. W 2008 r. Vistula&Wólczanka dokonała jedynego skutecznego wrogiego przejęcia (spółki Kruk). W przypadku Bogdanki, którą usiłował wrogo przejąć czeski inwestor koncern NRW, czy informatycznej spółki Sygnity, której przejęciem zainteresowane było Asseco, operacje zakończyły się fiaskiem. Żywa jest także legenda lat 90. – próby wrogiego przejęcia BIG Banku Gdańskiego (dziś Millennium) przez niemiecki Deutsche Bank, która doprowadziła do sporego politycznego zamieszania.

Spółka, która staje się obiektem takiego ataku, ma kilka możliwości zapobieżenia niekorzystnemu scenariuszowi. Ważne, by przekonała do obrony akcjonariuszy. W przypadku Tarnowa przekonanie Skarbu Państwa nie było trudne. Żaden rozsądny minister nie zaakceptuje dziś rosyjskiego inwestora. Wiadomo: inaczej czeka go oskarżenie o zdradę narodową, wniosek do Trybunału Stanu, komisję śledczą, a w najlepszym razie wotum nieufności. Nie było wiadomo jednak, jak zachowają się OFE – zwłaszcza ING, Aviva oraz Generali, bo o PZU (spółka z ciągle dużym udziałem Skarbu Państwa) minister mógł być spokojny. Zagadką pozostawała też odpowiedź drobnych akcjonariuszy.

Pomysł obrony był prosty i narodził się w ministerstwie. Tarnów miał zaproponować akcjonariuszom podwyższenie kapitału, a pieniądze przeznaczyć na wykupienie (też w drodze wezwania) 32 proc. akcji Zakładów Azotowych w Puławach. Z połączenia Tarnowa i Puław powstanie polski koncern chemiczno-nawozowy, kolejny narodowy czempion kontrolowany przez państwo. A przy okazji uniemożliwi to Rosjanom przejęcie. Puławskie Azoty, dużo większe od tarnowskich, są spółką pod pełną kontrolą Skarbu Państwa, więc nie ma obawy, by ktoś tam próbował się bronić. No, może poza związkowcami, którzy, owszem, są za przyłączeniem, ale Tarnowa do Puław, a nie na odwrót.

Sprawa konsolidacji była zaklepana, na 14 lipca wyznaczono nadzwyczajne walne zgromadzenie akcjonariuszy w Tarnowie, które miało podjąć stosowne uchwały. I właśnie wtedy Rosjanie podbili stawkę oferując aż 45 zł za akcję. Minister Budzanowski był zaskoczony. – Rozmawiałem dwa tygodnie wcześniej z właścicielem Acronu. Wyjaśniłem, że realizujemy plan konsolidacji sektora chemicznego i dlatego ich oferta nie może zostać przyjęta. Wydawało mi się, że moje argumenty zostały zrozumiane, usłyszałem, że Acron nie będzie działał przeciw interesowi Skarbu Państwa. Uznałem to za deklarację wycofania się z przejęcia – tłumaczy minister.

Król nawozów

Właściciel Acronu Wiaczesław Mosze Kantor to jeden z tajemniczych rosyjskich oligarchów. Ma dwa paszporty – rosyjski i izraelski – oraz majątek szacowany na 2,3 mld dol. W czasie jelcynowskiej prywatyzacji w latach 90. przejął kontrolę nad firmą Acron produkującą nawozy azotowe. Potem swoje imperium powiększał i dziś jego koncern jest jednym z największych producentów nawozów w Europie. Nie do końca wiadomo, czy aktywność samego Kantora na tym się kończy, bo był podejrzewany także o handel bronią i aktywnie wspierał prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenkę. W świecie bardziej znany jest jako wybitny działacz żydowski, prezes Europejskiego Kongresu Żydów. Podobno Putin za nim nie przepada, ale go toleruje.

Rosyjski eksport do Europy, poza ropą i gazem, opiera się na dwóch produktach – stali i nawozach sztucznych. Oba oferowane są po niskich cenach, co często rodzi oskarżenia o dumping i prowadzi do wszczynania postępowań ochronnych – także przeciw Acronowi. Europejscy producenci przekonują, że rosyjscy konkurenci płacą za gaz niezbędny do produkcji i stanowiący dużą część kosztów zaniżone ceny niepokrywające nawet kosztów wydobycia – wyjaśnia Tomasz Włostowski, partner zarządzający w kancelarii Eutradedefence, specjalizujący się w unijnych postępowaniach ochronnych. Jego zdaniem rosyjskie firmy zainteresowane są działaniem na terenie UE, bo to duży i bogaty rynek zbytu. Zwłaszcza że zachodnioeuropejskie koncerny chemiczne wycofują się z produkcji nawozów jako mało rentownej. Właśnie w ostatnich dniach konkurent Acronu, rosyjski koncern EuroChem, kupił zakłady nawozowe w Belgii od niemieckiego BASF.

Nic dziwnego, że Kantor był taki zdesperowany, gotów płacić wysoką cenę za Azoty i walczyć do końca. – W tej sytuacji postanowiłem, że sam pojadę na walne do Tarnowa i będę przekonywał akcjonariuszy do konsolidacji – tłumaczy minister Mikołaj Budzanowski. Było to wyjątkowe wydarzenie, bo nigdy dotychczas minister skarbu nie występował w takiej roli. – Na walne wysyłani są z instrukcjami ministerialni urzędnicy, najwyżej w randze dyrektora departamentu – tłumaczy jeden ze współpracowników ministra. Aby plan się powiódł, za jego realizacją musiało paść na walnym zgromadzeniu 85 proc. głosów (głosuje się akcjami). A frekwencja była wyjątkowa. – Na sali czuć było napięcie. Kilku prawników reprezentujących Acron, wyraźnie zdenerwowanych, nieustannie zgłaszało formalne protesty – opowiada jeden z uczestników obrad. Języczkiem u wagi były fundusze emerytalne. Nie było wiadomo, jak zagłosują i czy zamierzają sprzedać Rosjanom swoje pakiety. Ostatecznie okazało się, że wymagana większość głosowała za koncepcją ministerialną. – Jesteśmy zbyt zależni od kaprysów państwa, by dla niewątpliwych zysków, jakie przyniosłaby nam sprzedaż, ryzykować konflikt. Zwłaszcza że minister postawił sprawę na ostrzu noża. Powiedział: to jest próba wrogiego przejęcia i każdy, kto sprzeda swoje akcje, będzie w tym uczestniczył – tłumaczy jeden z menedżerów OFE. Mimo to Acron nie wycofał się z Tarnowa i kupił tyle akcji, ile się dało – ok. 13,2 proc. Będzie akcjonariuszem mniejszościowym i na razie poczeka. Choć po fuzji Tarnowa z Puławami jego pakiet skurczy się poniżej 10 proc.

– I w ten sposób Rosjanie dokonali konsolidacji polskiego sektora nawozowo-chemicznego. Powinniśmy być im za to wdzięczni, bo dużo się o tym wcześniej mówiło, ale woli do działania nie było – śmieje się prof. Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. Dodaje, że konsolidację popiera, ale strachu przed Rosjanami nie rozumie.

Tymczasem wiadomość o próbie kupienia tarnowskich Azotów wywołała w Polsce powszechny lęk i wrażenie, że Rosjanie znowu przeciw nam coś knują. Większość polityków i komentatorów żyje w przekonaniu, że działania rosyjskich firm zawsze mają na celu naszą polityczną szkodę i gospodarcze uzależnienie. Dlatego w przypadku Azotów pojawiły się piętrowe teorie głoszące, że Rosjanie planują zamknąć firmę, pozbawić ludzi pracy, a naszych rolników rzucić na kolana. I najpopularniejsza: że cała ta operacja obliczona jest na rozbicie polskiego sektora gazowego i zablokowanie wydobycia gazu łupkowego.

Producenci nawozów sztucznych należą do największych odbiorców gazu ziemnego. Dlatego są dziś ważnym kontrahentem PGNiG, a w przyszłości mogą zadecydować o opłacalności wydobycia polskiego gazu łupkowego – tłumaczy minister Budzanowski. Acron mógłby zapewne sam kontraktować rosyjski gaz ziemny dużo taniej, komplikując tym samym sytuację pozostałych producentów nawozów w Polsce, pozbawionych tej możliwości (Puławy, Anwil). Zresztą ten sam problem dotyczy innego surowca gazowego – amoniaku.

Minister stara się jednak uniknąć wrażenia, że Acron został zablokowany, bo jest firmą rosyjską, i podkreśla, że nie ma żadnych politycznych przeciwwskazań dla pojawiania się u nas inwestorów z Rosji. Oczywiście poza obszarami wrażliwymi, takimi jak np. energetyka, paliwa, gaz, zbrojeniówka, infrastruktura. Liczy jednak na partnerskie traktowanie drugiej strony. Dowodem tego byłaby zgoda na rozliczanie kupowanego przez Polskę gazu według bieżących cen rynkowych, a nie sztywnych formuł cenowych. – Kupujemy z Rosji ropę płacąc normalne ceny rynkowe. I choć 95 proc. zużywanej ropy pochodzi z jednego kierunku, nie mamy lęków związanych z uzależnieniem. Dlaczego nie mogłoby być podobnie z gazem? – pyta minister Budzanowski.

– Boimy się już nie tylko Rosjan, ale jakichkolwiek inwestorów branżowych. Od wielu lat nie było żadnej dużej prywatyzacji, w której nabywcą byłby duży zagraniczny podmiot. Zamiast tego upowszechniła się niby-prywatyzacja, czyli sprzedawanie akcji na giełdzie. Taka metoda pozwala utrzymać kontrolę nad spółką, ale nie rozwiązuje jej problemów. Podobnie będzie z sektorem chemiczno-nawozowym – ocenia Wiesław Kaczmarek, były minister skarbu.

Sam na własnej skórze przekonał się, jak trudnym zadaniem jest balansowanie między ekonomią a polityką historyczną. Kiedy prowadząc jedną z wielu prób prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej (dziś Grupa Lotos), uznał, że najlepszą ofertę złożył rosyjski koncern Łukoil, ogłosił, że ryzyko polityczne musi teraz ocenić premier Leszek Miller i on podejmie ostateczną decyzję. Błyskawicznie poleciał za to ze stanowiska, choć do dziś nie rozumie dlaczego. Podejrzewa, że zadecydował o tym donos Jana Kulczyka do Millera, że po cichu umawiał się z Rosjanami. Wszczęte śledztwo nie potwierdziło tego faktu, ale nie zmieniło to sytuacji ministra. Samemu Kulczykowi nie przeszkadzało to zresztą umawiać się z Rosjanami, bo i on, w sojuszu z Łukoilem, próbował prywatyzować gdańską rafinerię.

Trudne zadanie

Polska branża paliwowo-naftowa była zawsze w obszarze zainteresowań rosyjskich inwestorów. Wielokrotnie starali się tu wejść. – Mieli szczególną metodę działania. Składane przez nich oferty miały zawsze jakąś drobną wadę formalną, stosunkowo łatwą do usunięcia. Kiedy ich prosiliśmy o poprawki, padało pytanie, czy powinni je poprawiać. Inaczej mówiąc – czy mają szansę na wygraną? I z reguły z przyczyn formalnych ich oferty nie były rozpatrywane – wyjaśnia Maciej Gierej, w przeszłości prezes Nafty Polskiej, agencji prywatyzacyjnej branży naftowej.

Ministrowie i prezesi firm związanych z drażliwymi branżami zawsze musieli bardziej orientować się „na nosa”, kiedy inwestor jest politycznie do zaakceptowania, a kiedy nie. – Być może powinniśmy stworzyć coś na kształt amerykańskiego CFIUS, czyli rządowego Komitetu ds. Inwestycji Zagranicznych, który czuwa nad transakcjami kapitałowymi i może zablokować przejęcie dowolnej firmy amerykańskiej przez zagranicznego inwestora, jeśli uzna, że zagraża to interesowi USA – zastanawia się mecenas Włostowski.

Minister skarbu obronił Tarnów. Teraz czeka go trudniejsze zadanie – realizacja konsolidacji dwóch firm nawozowych. Ponoć operacja ma przynieść same korzyści. Nie wszyscy w to wierzą. Co prawda dziś branża chemiczna przeżywa okres dobrej koniunktury i notuje zyski, ale nie zmienia to faktu, że kontrolowane przez państwo spółki nie należą do czempionów. Dlatego kiedy skończy się koniunktura, sprawa znalezienia inwestora zapewne powróci. I właśnie z tego powodu Kantor zbudował sobie w Tarnowie małą redutę.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną