Rynek

Długi SKOK (do Luksemburga)

SKOK przenosi długi do Luksemburga

SKOK podkreślają, że są firmą polską, z polskim kapitałem. SKOK podkreślają, że są firmą polską, z polskim kapitałem. Rafal Malko / Agencja Gazeta
SKOK zostaną objęte państwowym nadzorem, przed czym zaciekle się bronią. Z odsieczą ruszył im PiS, skarżąc ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Twierdzą, że nie ma „żadnych okoliczności” uzasadniających ograniczenie swobody SKOK. Otóż, okoliczności są poważne.
Prezes Krajowej SKOK Grzegorz Bierecki (na fot. przekazuje paulinom z Jasnej Góry ufundowane przez SKOK tabernakulum).Robert Płaczkiewicz/SE/EAST NEWS Prezes Krajowej SKOK Grzegorz Bierecki (na fot. przekazuje paulinom z Jasnej Góry ufundowane przez SKOK tabernakulum).
SKOK kolejny fragment działalności przenoszą do Luksemburga.Murat Taner/Corbis SKOK kolejny fragment działalności przenoszą do Luksemburga.

Końcówka ubiegłego roku. W Ministerstwie Finansów trwają prace nad rozporządzeniem, które ma „zapewnić stabilność” SKOK i „zagwarantować bezpieczeństwo” ulokowanym w nich oszczędnościom. W grudniu 2011 r. 2,5 mln członków Kas trzyma w nich 14 mld zł.

Resort chce wprowadzić jednolite dla wszystkich SKOK zasady dotyczące tworzenia „odpisów aktualizujących wartość udzielonych pożyczek i kredytów” – czyli rezerw na przeterminowane długi klientów. W instytucjach finansowych są one swego rodzaju poduszką bezpieczeństwa na wypadek, gdyby okazało się, że należności nie da się odzyskać.

Regulacja powstaje z inicjatywy Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego, który stwierdził, że Krajowa SKOK, nadzorująca wszystkie działające w Polsce Kasy, wyznacza poszczególnym z nich różne zasady tworzenia rezerw. I że uznaniowość decyzji Krajówki uniemożliwia ocenę ryzyka w działalności SKOK. Dwa lata wcześniej urzędy skarbowe, po przeprowadzeniu kontroli w co czwartej z 60 istniejących Kas, alarmowały, że wiele z nich zaniża rezerwy na „złe długi”. O wprowadzenie systemowych zabezpieczeń dla SKOK apelował Bank Światowy – wykazując, że z roku na rok rosną zaległości w spłatach udzielanych przez nie pożyczek. W 2010 r. Kasy miały problemy z odzyskaniem 2,15 mld zł z 9,8 mld zł pożyczonych klientom pieniędzy. Czyli 22 proc. portfela!

Przygotowując rozporządzenie urzędnicy ministerstwa opierają się na wytycznych World Council of Credit Unions, organizacji zrzeszającej kasy kredytowe na całym świecie – również SKOK. Wiceszefem WOCCU jest prezes Krajowej SKOK Grzegorz Bierecki, równocześnie senator PiS, wiceprzewodniczący senackiej komisji finansów publicznych i główny doradca Jarosława Kaczyńskiego w sprawach ekonomicznych. Według zaleceń WOCCU, jeśli termin spłaty jednej raty pożyczki danego klienta został przekroczony o kwartał, kasa kredytowa powinna utworzyć rezerwę w wysokości co najmniej 35 proc. jego zadłużenia. Przy przeterminowaniu powyżej roku rezerwa powinna być równa całemu zadłużeniu. Dokładnie takie poziomy obowiązkowych rezerw dla SKOK wpisuje do rozporządzenia Ministerstwo Finansów.

W Krajowej SKOK również trwają prace związane z rozporządzeniem. Przez lata Krajówka podpowiadała Kasom księgowe sztuczki pozwalające zmniejszać rezerwy na przeterminowane pożyczki (o czym za chwilę), wejście w życie nowych regulacji oznaczałoby konieczność znacznego ich podniesienia. Grono wynajętych przez Krajówkę prawników i specjalistów od finansów pracuje jednak nad mechanizmem, dzięki któremu Kasy nie tylko nie będą musiały podnosić rezerw na „złe długi”, ale w ogóle nie będą ich robić. SKOK mają wnosić przeterminowane należności do spółki w Luksemburgu. W zamian otrzymywać będą dłużne papiery wartościowe. Luksemburska spółka wykupi je od Kas, jeśli pożyczkobiorcy SKOK spłacą zaległe zadłużenie. Zamiast wierzytelności w bilansach Kas pojawią się więc krótko- i długoterminowe inwestycje.

Cały mechanizm opiera się na ekspertyzach prawnych związanego z Kasami prof. Henryka Ciocha (obecnie senatora PiS) oraz dr. Marka Głuchowskiego – partnera sopockiej kancelarii prawnej, zwanej niegdyś, ze względu na liczne związki z prezydentem Lechem Kaczyńskim, „kancelarią prezydencką”. Obaj uznali, że nie ma przeszkód, by Kasy przekazywały przeterminowane długi swoich członków firmom windykacyjnym lub tzw. funduszom sekurytyzacyjnym.

Konstrukcję projektu od strony prawnej przygotowuje warszawskie przedstawicielstwo międzynarodowej kancelarii K&L Gates, której partnerem jest Andrzej Mikosz – były minister skarbu w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza. Konsekwencje finansowe i podatkowe kalkuluje warszawska Spółka Doradztwa Podatkowego Ożóg i Wspólnicy – założona przez Irenę Ożóg, byłą wiceminister finansów.

W lutym br., kilka dni po wejściu w życie rozporządzenia ministra finansów, Kasy powołują spółkę ASK Invest s.a.r.l. z siedzibą w Luksemburgu i rozpoczynają operację przenoszenia do niej „złych długów”. Rzecznik Krajowej SKOK Andrzej Dunajski nie chce ujawnić, ile należności przerzucono do Luksemburga do tej pory. Wszystko wskazuje jednak na to, że to właśnie obawa Grzegorza Biereckiego i jego współpracowników, że po wejściu w życie nowej ustawy o SKOK Komisja Nadzoru Finansowego zakaże takich praktyk i zobowiąże Kasy do urealnienia rezerw, jest jednym z głównych motorów napędzających ich do walki o obalenie ustawy.

Wzajemne zaufanie milionów

To, że SKOK mogą mieć problemy z nieściągalnymi pożyczkami, przewidywało już dawno wielu finansistów znających ich historię. Na początku lat 90. zgodnie z prawem Kasy mogły powstawać tylko w zakładach pracy. Nie musiały spełniać rygorów, jakim podlegają banki, bo miały prowadzić operacje na niewielką skalę. Pieniądze krążyły między pracownikami zakładów, którzy dobrze się znali i darzyli wzajemnie zaufaniem. Wielu dostawało pożyczkę, choć wcześniej bank uznał, że nie mają zdolności kredytowej – bo zgodnie z zasadami światowego ruchu unii kredytowych gwarancją wywiązania się z zobowiązań były nie dochody czy posiadany majątek, lecz osobiste cechy członka Kasy.

W 1995 r. Sejm uchwalił ustawę o SKOK, której projekt wyszedł spod ręki Adama Jedlińskiego – przewodniczącego rady nadzorczej Krajowej SKOK, przez wiele lat partnera we wspomnianej już sopockiej kancelarii prawnej, prywatnie przyjaciela Lecha Kaczyńskiego. Zgodnie z ustawą członkami Kas mogą być ludzie, których łączy więź zawodowa lub organizacyjna. Podczas prac nad nią uzasadniano, że chodzi o to, by mogli je zakładać np. członkowie stowarzyszeń, którzy wspólnie działają w jakiejś sprawie. Posłowie nie przewidzieli, że mechanizm będzie działał w przeciwną stronę – że wystarczy zapisać się do współpracującej z daną Kasą organizacji i już można będzie ubiegać się o przyjęcie do SKOK. Największą z takich organizacji jest Stowarzyszenie Krzewienia Edukacji Finansowej (SKEF), do którego muszą należeć klienci SKOK Stefczyka (ponad 750 tys. osób) i kilku innych kas. Trudno tu mówić o więzi czy wzajemnym zaufaniu członków i traktować to zaufanie jako gwarancję bezpieczeństwa pieniędzy zgromadzonych w SKOK. Ale poseł Bogusław Kaczmarek, który w 1995 r. forsował w Sejmie ustawę o SKOK, a potem znalazł pracę w SKEF, zadbał o to, by posłowie nie podporządkowali Kas zewnętrznemu nadzorowi i nie nakazali im, jak bankom, odprowadzać obowiązkowych rezerw do NBP – przekonując, że wystarczy, by nad stabilnością systemu czuwała Krajowa SKOK.

 

Mimo że po 1995 r. znacznie poszerzył się krąg klientów Kas i obracały one znacznie wyższymi kwotami, długo stosowano w nich podobne zasady udzielania pożyczek, jak wówczas, gdy niewielkie kwoty krążyły w małym kręgu osób. Kasy budowały swój wizerunek jako instytucji pomagającej najuboższym, walczącej z wykluczeniem finansowym. Ich klientami zostawali emeryci, renciści, ludzie z obszarów ogarniętych strukturalnym bezrobociem. – Często dostawali w Kasach pożyczki, na których spłatę od początku nie było ich stać. Ktoś, kto miał 600 zł renty miesięcznie i przeznaczał ją w całości na opłaty i jedzenie, mógł dostać kilka tysięcy złotych pożyczki do spłaty w ratach po kilkaset złotych. Windykacja ciągnęła się potem latami. Wielu pożyczkobiorców, zwłaszcza tych starszych, nie zdołało spłacić zadłużenia przed śmiercią – mówi były członek władz jednej z Kas.

21-letni Marcin i 23-letni Sebastian z Częstochowy, o tym, że na ich zmarłym ojcu Piotrze Opali ciążył dług, dowiedzieli się kilka lat po jego śmierci, gdy SKOK im. Stefczyka wystąpił do sądu o przeprowadzenie postępowania spadkowego po nim. – Synowie prawie nie znali ojca, rozwiodłam się z nim, gdy mieli po kilka lat. Alimenty od lat płaciło za niego państwo, bo on nie miał dochodów – mówi Agata Opala, matka Marcina i Sebastiana. Zdziwiła się, gdy okazało się, że w 2005 r. SKOK im. Stefczyka udzielił jej byłemu mężowi 10 tys. zł pożyczki. Z zaświadczenia, które później dostała z ZUS, wynika, że w latach 2003–06 zarejestrowany był w urzędzie pracy jako bezrobotny bez prawa do zasiłku, nie płacił żadnych składek. W SKOK odmówiono jej informacji, na jakiej podstawie dostał pożyczkę. Wiadomo, że od początku jej nie spłacał i w 2006 r. sąd wydał nakaz zapłaty, ale nie zdołano go wyegzekwować, bo Piotr Opala zmarł. W sprawie spadkowej wytoczonej parę lat później przez SKOK sąd orzekł, że ponieważ Marcin i Sebastian byli w chwili śmierci ojca niepełnoletni, za jego zobowiązania będą odpowiadać tylko do wysokości pozostawionego przez niego majątku. Wydawało się, że sprawa jest zakończona, bo ojciec nie zostawił po sobie niczego. SKOK uruchomił jednak egzekucję argumentując, że dopóki spadkobiercy nie zrobią spisu inwentarza po zmarłym, Kasa ma prawo dochodzić od nich całej kwoty pożyczki wraz z odsetkami i kosztami sądowymi. Łącznie około 40 tys. zł. – W Stefczyku doskonale wiedzą, że mój były mąż nie pozostawił po sobie żadnego „inwentarza”, ale nie chcą odpuścić, bo musieliby się przyznać, że udzielili pożyczki komuś, kto nie miał zdolności kredytowej ani majątku – denerwuje się Agata Opala.

Patent na ograniczenia

Równie łatwo, jak z ominięciem ustawowych ograniczeń dotyczących członkostwa w Kasach, SKOK poradziły sobie z ograniczeniami w świadczeniu usług. Zgodnie z ustawą z 1995 r., miały ­wyłącznie gromadzić oszczędności swoich członków, udzielać im pożyczek i pośredniczyć w zawieraniu umów ubezpieczeniowych. Okres spłaty pożyczek konsumpcyjnych nie mógł przekraczać 3 lat, a pożyczek na cele mieszkaniowe – 5 lat. Ograniczenia te miały minimalizować ryzyko w działalności Kas. Ale Krajowa SKOK, która miała dbać, by Kasy zbytnio nie ryzykowały, sama stworzyła furtki pozwalające im na rozszerzenie usług poza ustawowy katalog. W 2003 r. Kasy zaczęły udzielać klientom pożyczek na dłużej niż 5 lat – wspólnie z utworzoną przez Krajówkę spółką Towarzystwo Finansowe SKOK. Gdy ktoś chciał np. zaciągnąć kredyt na 10 lat – SKOK wykładał pieniądze za pierwszych 5 lat, a resztę dorzucało TF SKOK. W 2006 r., przyjmując ustawę o finansowym wspieraniu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania, posłowie znieśli ograniczenia dotyczące długości okresu spłaty pożyczek w SKOK. Autorem poprawki był zatrudniony w Kasach poseł Jędrzej Jędrych z PiS. W 2009 r. Trybunał Konstytucyjny uznał ją za niekonstytucyjną i ograniczenia ponownie przywrócono. Rzecznik Krajowej SKOK przekonywał wówczas, że „czyni to system SKOK jeszcze bardziej bezpiecznym”. Zaraz potem władze Krajówki zaproponowały Kasom powrót do kredytów udzielanych z TF SKOK – nawet na 25 lat. Dziś Kasy oferują we współpracy z różnymi spółkami także szereg innych produktów finansowych.

Jeszcze w latach 90. Krajówka zaczęła dążyć do ustawowego rozszerzenia palety usług oferowanych przez Kasy. Jej władze przekonywały, że członkowie Kas powinni mieć takie same prawa jak klienci banków. Nałożone na Kasy ograniczenia przedstawiały jako prześladowanie instytucji o polskim kapitale. W 1999 r. pod naciskiem Krajówki posłowie zadecydowali, że Kasy będą mogły udzielać pożyczek na prowadzenie działalności gospodarczej i spółek cywilnych. – Niektóre Kasy, zaczęły bez opamiętania udzielać takich pożyczek, nie mając pojęcia o ich zabezpieczaniu – mówi członek zarządu jednej z Kas opozycyjnych wobec władz Krajówki.

Rolowanie pożyczek

Choć problemy związane z udzielanymi pożyczkami ma wiele Kas, informacje o tym przedostają się do opinii publicznej rzadko. Przeważnie wtedy, gdy któraś z Kas wejdzie w konflikt z Krajową SKOK. Tak było ze SKOK Kujawiak we Włocławku. Do niedawna należał on do grona Kas Stefczyka – skupionych wokół SKOK Stefczyka, cieszących się największym zaufaniem władz Krajówki, promowanych przez nią i kreowanych na skokową elitę.

Gdy okazało się, że Kujawiak występuje z grupy Kas Stefczyka, nagle zrobiło się głośno o jego kłopotach. Przychylne władzom Krajowej SKOK pomorskie media szeroko opisywały wyniki kontroli przeprowadzonej w nim przez lustratorów Krajówki w 2010 r. Pisały, że od 2005 r. wokół Kujawiaka „krążyły postaci, które w bankach dostały już wilcze bilety” i że „na zaskakującą życzliwość Kasy z Włocławka mogło liczyć kilka większych grup” związanych z bardzo podejrzanymi nieraz biznesmenami.

Jedna z grup miała być skupiona wokół Andrzeja A. z Torunia. Kredyty zaciągane przez niego i kilkanaście powiązanych z nim biznesowo osób, zostały zainwestowane m.in. w kopalnie kruszywa. Współpracownicy Andrzeja A. mieli już wcześniej zaległości skarbowe, a niektórzy z nich również sprawy karne o wyłudzanie kredytów i wymuszenia. Zadłużenia w Kujawiaku także raczej nie spłacali – często „rolowano” je, czyli pokrywano z kolejnych udzielanych im pożyczek. Jak wykazała kontrola, wiedząc o problemach ze spłatami, władze Kujawiaka zgodziły się wypłacić im dalszych 14 mln zł. Często decyzje podejmowano wbrew negatywnej opinii komisji kredytowej Kujawiaka lub w ogóle bez zasięgania takiej opinii. Do podobnych nieprawidłowości miało dochodzić również przy udzielaniu pożyczek innym grupom.

Latem ub. roku Krajowa SKOK wprowadziła w Kujawiaku zarząd komisaryczny. W uzasadnieniu uchwały w tej sprawie pisała, że zaistniał „stan groźby zaprzestania spłacania długów przez SKOK, spowodowany rażącymi nieprawidłowościami”. Według niej w połowie 2011 r. aż 74 proc. pożyczek udzielonych przez Kujawiaka było przeterminowanych, a w związku z brakiem odpowiednich zabezpieczeń prawdopodobieństwo odzyskania co najmniej 16 mln zł było znikome. Decyzja Krajówki w sprawie wprowadzenia komisarza została jednak uchylona przez sąd i Kasą rządzą dotychczasowe władze.

Ratowanie przez spawanie

Prezes Krajowej SKOK Grzegorz Bierecki od lat powtarza w mediach, że dowodem na to, że system Kas jest bezpieczny, jest to, że żadna z nich dotąd nie upadła.

Ale to tylko zgrabna żonglerka słowami.

Zgodnie z ustawą o SKOK, jeżeli majątek Kasy nie wystarcza na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego, a jej wierzyciele nie zgodzą się ich pokryć, sąd na wniosek Krajowej SKOK wydaje postanowienie o wykreśleniu Kasy z rejestru przedsiębiorstw. Nie przeprowadza się wprawdzie wówczas postępowania upadłościowego (stąd słowa Biereckiego), ale faktycznie Kasa jest bankrutem. Tylko w latach 2002–04 w tym trybie zostało wykreślonych z rejestru 5 Kas.

Jednak większość niewypłacalnych Kas kończyła swoją działalność w inny sposób. Zgodnie z prawem, jeśli istnieje zagrożenie, że Kasa nie będzie mogła regulować swoich zobowiązań, Krajowa SKOK może wprowadzić do niej zarząd komisaryczny i zawiesić jej działalność nawet na pół roku. Andrzej Dunajski nie chciał ujawnić, ile razy od początku lat 90. skorzystała ona z tej możliwości. Jak ustaliliśmy, tylko w latach 2002–04 komisarze rządzili w 18 Kasach. Zawieszenie ich działalności wiązało się z tym, że klienci mogli dokonywać wypłat z rachunków oszczędnościowych tylko w terminach zapisanych w umowach, a w niektórych – np. Międzyzakładowej SKOK w Gdańsku, w ogóle nie mogli wypłacać pieniędzy (!).

 

Teoretycznie SKOK, który znalazł się w kłopotach finansowych, powinien przedstawić Krajówce program naprawczy i – jeśli to potrzebne – dostać pieniądze na jego wprowadzenie z funduszu stabilizacyjnego, na który składają się obowiązkowo wszystkie Kasy. Do 2010 r. zgromadziły w nim 426 mln zł. Ale w ciągu 7 lat z okresu 2000–11, za które Krajówka ujawniła dane, pomocy z funduszu udzielono tylko 15 Kasom – łącznie około 118 mln zł. – Władze Krajówki miały swój pomysł na uzdrowienie systemu. Przez wiele lat główną metodą ratowania SKOK przed upadłością było łączenie ich z innymi Kasami. W końcu z ponad 300 działających niegdyś SKOK zostało 60. Proces odbywał się na zasadzie piramidy: najpierw kilka Kas, których władze cieszyły się zaufaniem Krajówki, „zjadało” niewielkie Kasy, potem one same zostały „połknięte” przez SKOK im. Stefczyka. Z tym, że do małych Kas Krajówka wprowadzała zwykle komisarza i to on często podejmował decyzję o przymusowym przyłączeniu ich do „zaufanych” SKOK. A z władzami zaufanych Kas układano się pokojowo, proponując im atrakcyjne funkcje w systemie SKOK – mówi były członek zarządu jednej ze „zjedzonych” małych Kas.

Dzięki kolejnym przyłączeniom Stefczyk stał się najpotężniejszą Kasą w systemie. W 2000 r. liczył 84 tys. członków, dziś 750 tys. Pod koniec 2011 r. gromadził 5,8 mld zł ich oszczędności. – Potężny Stefczyk zapewniał przez wiele lat władzom Krajówki kontrolę nad Kasami. Miał najwięcej z nich wszystkich głosów na walnych zgromadzeniach Krajowej SKOK. Prezesem Stefczyka jest Andrzej Sosnowski – przyjaciel Grzegorza Biereckiego z czasów studenckich, a w radzie nadzorczej przez lata zasiadali członkowie zarządu Krajówki, Adam Jedliński i Jarosław Bierecki – brat Grzegorza. Trudno by Stefczyk nie popierał Krajówki – przekonuje przedstawiciel wewnątrzskokowej opozycji.

Spółdzielcza asekuracja

Ciągłe zmiany w Kasach związane z ich łączeniem powodowały, że trudno było zorientować się w ich rzeczywistej sytuacji finansowej. Nie zmniejszały jednak liczby przeterminowanych pożyczek w systemie SKOK. Zgodnie z zasadami rachunkowości Kasy powinny robić na nie tzw. odpisy aktualizacyjne (czyli rezerwy), których wysokość powinna być uzależniona od czasu przeterminowania, sytuacji pożyczkobiorcy itp. Obciążałoby to poważnie wyniki Kas.

Ale Krajowa SKOK w 2002 r. wskazała Kasom furtkę umożliwiającą zmniejszenie obciążeń. Wystarczyło „złe długi” przekazać do windykacji należącej do systemu Kas spółce Asekuracja i SKOK mógł zmniejszyć rezerwę o 90 proc. Czyli np. na pożyczki dochodzone na drodze sądowej, na które robi się zwykle odpis w wysokości 100 proc. zadłużenia, Kasa mogła odpisywać 10 proc.

Pojawiły się wątpliwości, czy Kasy mogą przekazać długi swoich członków firmie windykacyjnej. Czy nie jest to sprzeczne z obowiązującą w światowym ruchu unii kredytowych zasadą indywidualnego traktowania każdego członka i brania pod uwagę jego cech osobistych jako gwarancji wywiązania się z zobowiązań – mówi członek władz jednej z Kas. W opublikowanej w tym czasie rozprawie habilitacyjnej wspominany już Adam Jedliński pisał, że Kasy nie mogą przekazywać zadłużenia innym podmiotom, bowiem członkostwo w SKOK rodzi szczególny stosunek zaufania między członkami a Kasą. Wynika on ze specyfiki Kas jako pewnej wspólnoty, na której działania ma wpływ każdy z członków.

Krajówka zaproponowała więc wyjście pośrednie: opóźnione pożyczki przenoszone są do Asekuracji na podstawie tzw. powierniczego przelewu wierzytelności. Asekuracja występuje jako strona w dalszych postępowaniach, ale właścicielem długów nadal jest SKOK.

W 2002 r. Asekuracja przyjęła do windykacji 28 mln zł „złych długów”. Do końca kolejnego roku 52 Kasy przekazały jej 102 mln zł należności. Choć potem liczba Kas współpracujących ze spółką spadła do trzydziestu paru, suma przekazywanych długów stale rosła. Na koniec 2011 r. wynosiła 570 mln zł. To właśnie te długi miały być w pierwszej kolejności przenoszone do założonej przez Kasy na początku br. spółki ASK Invest w Luksemburgu.

Podsunięty Kasom przez Krajówkę patent na zmniejszenie rezerw nie załatwił jednak do końca sprawy. Przeprowadzona w 2009 r. w 15 Kasach kontrola urzędów skarbowych, której wyniki ujawniła swego czasu „Gazeta Wyborcza”, wytykała Kasom, że zaniżały rezerwy na „złe pożyczki”, a na dodatek miały zaległości we wpłatach na fundusze zapewniające bezpieczeństwo depozytów klientów. Kontrolerzy alarmowali, że „sprawozdania finansowe SKOK-ów nie prezentują ich faktycznej sytuacji finansowej” oraz że „może istnieć ryzyko, że zgromadzone środki nie zapewniają w wystarczającym stopniu bezpieczeństwa zgromadzonych w SKOK oszczędności członków”. Andrzej Dunajski twierdził wówczas, że informacja o zaniżaniu rezerw jest nieprawdziwa.

Ten sam zarzut powtarza się jednak od lat w raportach z badań sprawozdań wielu Kas zlecanych przez nie same niezależnym audytorom. Przez wiele lat stawiał go także biegły badający sprawozdania największej Kasy – SKOK im. Stefczyka. W ubiegłym roku po raz pierwszy nie wspomniał ani słowem o brakujących rezerwach. Stefczyk zrobił wówczas 929 mln zł (!!!) odpisu na przeterminowane pożyczki – przy 4,4 mld zł udzielonych pożyczek.

W trudniejszej sytuacji jest współpracujący ze Stefczykiem w ramach Kas Stefczyka SKOK Wspólnota. Audytor badający sprawozdanie Wspólnoty za 2009 r. zwracał uwagę, na „bardzo wysoki poziom pożyczek i kredytów obarczonych dużym ryzykiem kredytowym”. W ocenie audytora rezerwy na przeterminowane długi zostały zaniżone o 70 mln zł.

Polski kapitał w UE

W ubiegłym roku Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK, oceniając przedstawiony przez rząd Donalda Tuska projekt budżetu państwa na 2012 r., pisał w prawicowych mediach o „kreatywnym ukrywaniu polskiego zadłużenia” i „stosowaniu kreatywnej księgowości”. W tym czasie Krajowa SKOK pracowała nad projektem transferu „złych długów” Kas do Luksemburga.

Na początku br., gdy projekt był już w realizacji, Grzegorz Bierecki mówił portalowi SKOK: „Kasy świetnie dają sobie radę. W tej chwili obserwujemy znaczące zwiększenie zainteresowania SKOK-ami. Ludzie zaczynają rozumieć, że lepszym partnerem w trudnych czasach jest polska bliska instytucja finansowa, że ryzykowne są wielkie banki. To przecież one mają kłopoty”.

Zapytaliśmy rzecznika Krajowej SKOK, jak wyprowadzanie „złych pożyczek” Kas do Luksemburga ma się do zapewnień władz Krajówki o świetnej sytuacji Kas. W odpowiedzi Andrzej Dunajski napisał: „W związku z tendencyjnymi pytaniami z wpisaną w nie, założoną tezą, Krajowa SKOK nie widzi możliwości odpowiadania na absurdalne sformułowania”.

ASK Invest jest już drugą spółką Kas w Luksemburgu. W 2007 r., gdy Kasy straciły zwolnienie podatkowe, którym cieszyły się przez kilka lat, powołana została tam spółka SKOK Holding – do której Krajówka wniosła posiadane udziały w spółkach należących do systemu SKOK. Bierecki tłumaczył potem podczas walnego zgromadzenia Krajowej SKOK, że chodzi o „optymalizację obciążeń podatkowych”. Znów zapytaliśmy: jak tworzenie kolejnych powiązanych z Kasami spółek w Luksemburgu ma się do powtarzanych przy każdej okazji przez Grzegorza Biereckiego słów, że Kasy są „polską instytucją i mają polskie obowiązki”?

Dunajski tłumaczy: „Luksemburska spółka jest podmiotem prawa europejskiego (Polska jest częścią UE)”.

Polityka 35.2012 (2872) z dnia 29.08.2012; Rynek; s. 32
Oryginalny tytuł tekstu: "Długi SKOK (do Luksemburga)"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną