Dreamliner - koszmar Boeinga, koszmar LOT-u

Przerwany sen o Dreamlinerze
Uziemienie wszystkich Dreamlinerów na świecie to dla Boeinga prestiżowa porażka, ale finansów amerykańskiego giganta nie zrujnuje. Znacznie bardziej zaszkodzi Lotowi, który i tak z powodu braku pieniędzy jest na oddziale intensywnej terapii.
Do tej pory Boeing dostarczył w sumie 50 maszyn do 8 linii, w tym dwie otrzymał LOT.
Łukasz Dejnarowicz/Forum

Do tej pory Boeing dostarczył w sumie 50 maszyn do 8 linii, w tym dwie otrzymał LOT.

Dreamliner LOT-u na lotnisku Okęcie.
Paweł Drozd/Wikipedia

Dreamliner LOT-u na lotnisku Okęcie.

Boeing zawsze chciał, żeby jego najnowszy samolot B787, nazwany przez speców od reklamy Dreamlinerem, zapisał się w historii lotnictwa. Udało się to nadspodziewanie szybko, bo w rok od rozpoczęcia dostaw. Po raz pierwszy od 1979 r. amerykańska Federalna Administracja Lotnictwa postanowiła uziemić wszystkie samoloty jednego typu, znajdujące się pod jej kontrolą. Poprzednio stało się tak z maszynami McDonnell Douglas DC-10, a teraz ten wątpliwy zaszczyt spotkał właśnie Dreamlinera. Już wcześniej przestały latać B787 należące do dwóch linii japońskich. Zaraz po decyzji Amerykanów swoje maszyny uziemili też inni przewoźnicy na różnych kontynentach, wśród nich nasz Lot. Polska linia, znajdująca się i tak w bardzo trudnej sytuacji finansowej, miała szczególnego pecha, skrupulatnie odnotowanego przez światowe media. Pierwszy rejs z pasażerami za ocean, do Chicago, odbył się jeszcze zgodnie z planem, ale z uroczystego przyjęcia samolotu w Ameryce trzeba było zrezygnować, a podróż powrotna została odwołana.

Dreamliner od samego początku sprawiał mnóstwo kłopotów, jednak Boeing przekonywał, że to stosunkowo drobne usterki, na bieżąco naprawiane, których w kolejnych egzemplarzach już nie będzie. Do tej pory dostarczono w sumie 50 maszyn do 8 linii, w tym dwie otrzymał Lot. Kolejnych na razie nie będzie, bo Boeing ogłosił czasowe wstrzymanie dalszych dostaw. Lista pojawiających się problemów jest bardzo długa, mimo że amerykański producent dostarcza maszyny nawet z czteroletnim opóźnieniem, a na skonstruowanie Dreamlinera przeznaczył dużo więcej czasu i pieniędzy, niż pierwotnie zakładał.

Pierwsze miesiące eksploatacji nowego samolotu zazwyczaj są związane z różnymi usterkami, ale tym razem było ich wyjątkowo wiele. Zdarzyły się m.in.: wyciek 150 litrów paliwa przed startem, fałszywy sygnał o awarii hamulców i pęknięcie szyby w kokpicie podczas lotu. Jednak zdecydowanie największe kłopoty sprawiała skomplikowana elektronika samolotu. Linie lotnicze narzekały, ale równocześnie chwaliły nową maszynę, a większość ekspertów uspokajała pasażerów, twierdząc, że Dreamliner – jak dziecko – z wielu dolegliwości szybko wyrośnie.

Jednak 7 stycznia na lotnisku w Bostonie wydarzyła się awaria, która została uznana za znacznie poważniejszą niż wszystkie inne. W stojącym na płycie Dreamlinerze, należącym do linii japońskich, zapaliła się specjalna litowo-jonowa bateria. Po kilku dniach doszło do awaryjnego lądowania innego Dreamlinera w Japonii, gdy czujniki wykryły dym w maszynie. I znów winna była bateria, która częściowo się stopiła. Drastyczna decyzja o zakazie lotów 787 wynika przede wszystkim z obawy, że pożary baterii mogą być częstsze, a kolejny doprowadzi do tragedii. – O ile większość problemów Dreamlinera do tej pory można potraktować jako choroby wieku dziecięcego, o tyle przypadki pojawienia się ognia i dymu są zdecydowanie poważniejsze i wymagały interwencji – przekonuje Kevin Hiatt z amerykańskiej Fundacji Bezpieczeństwa Lotniczego. Zniszczona w Bostonie bateria jest badana przez Narodową Radę Bezpieczeństwa Transportu, amerykańską agencję rządową wyjaśniającą przyczyny wypadków lotniczych, drogowych, wodnych i kolejowych. – Trudno na razie powiedzieć, ile potrwa nasze dochodzenie. W przypadku szkód wywołanych przez ogień badania często są bardzo czasochłonne – mówi Peter Knudson, rzecznik prasowy Rady. Przypomina, że ta instytucja już raz zajmowała się Dreamlinerem, gdy latem ubiegłego roku doszło do poważnej awarii jednego z silników na lotnisku w Charlestonie. Wówczas jednak odpowiedzialny był nie tyle Boeing, ile producent silnika, koncern General Electric.

Baterie litowo-jonowe są obecnie często wybierane przez producentów i montowane w wielu nowoczesnych urządzeniach, jak choćby telefony komórkowe czy laptopy. Oczywiście baterie na pokładzie Dreamlinera są nieporównanie większych rozmiarów. Każdy samolot ma trzy zestawy ważące prawie po 30 kg. Takie baterie są bardzo wydajne, ale stosunkowo łatwopalne. Przewożone jako towar w samolocie cargo linii UPS w 2010 r. spowodowały nawet pożar i rozbicie maszyny. Do tej pory Boeing przekonywał, że baterie w Dreamlinerze, produkowane przez japońską firmę GS Yuasa, są odpowiednio zabezpieczone i nie stanowią żadnego zagrożenia. Teraz prawdopodobnie będzie musiał dokonać pewnych zmian w samolocie, aby mógł on wrócić do eksploatacji.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną