Czemu upadają firmowe giganty

Polsko ratuj!
Nasze państwo przypomina dziś pogotowie ratunkowe, zasypane lawiną wezwań do firm w stanie krytycznym. Są stany zawałowe, chorzy przewlekle, ofiary wypadków drogowych. Kogo da się uratować i jak?
Minister skarbu cały w nerwach siedzi przy telefonie. Kto następny zadzwoni, wzywając ratunku?
EAST NEWS

Minister skarbu cały w nerwach siedzi przy telefonie. Kto następny zadzwoni, wzywając ratunku?

Firmy, które szykują się do budowy elektrowni, mają mizerną płynność. Mogą nie przejść już pierwszego testu, jakim będzie uzyskanie gwarancji bankowych.
Walter Geiersperger/Corbis

Firmy, które szykują się do budowy elektrowni, mają mizerną płynność. Mogą nie przejść już pierwszego testu, jakim będzie uzyskanie gwarancji bankowych.

W grudniu 2012 r. zarząd Lot zgłosił się do ministra skarbu, informując, że jeśli natychmiast nie dostanie 400 mln zł, ogłosi bankructwo.
Stanisław Kowalczuk/EAST NEWS

W grudniu 2012 r. zarząd Lot zgłosił się do ministra skarbu, informując, że jeśli natychmiast nie dostanie 400 mln zł, ogłosi bankructwo.

Jeszcze w grudniu 2012 r. fetowano wodowanie gazowca „Syn Antares”. Ale początek 2013 r. był jak uderzenie obuchem.
Przemek Świderski/Reporter

Jeszcze w grudniu 2012 r. fetowano wodowanie gazowca „Syn Antares”. Ale początek 2013 r. był jak uderzenie obuchem.

Załamanie przychodzi zwykle niespodziewanie. Pacjenci do ostatniej chwili kręcą, fałszują wyniki, przekonują, że nic im nie jest. Konrad Jaskóła, prezes spółki budowlanej Polimex-Mostostal, w marcu ub.r. prognozował znaczny wzrost zysku. Wkrótce okazało się, że zamiast zysku będą straty spowodowane nietrafionymi kontraktami autostradowymi, Polimex ma gigantyczny dług (2,5 mld zł) i bez pomocy państwa nie przetrwa. Jaskóła został odwołany, ale w wydanej właśnie książce, wywiadzie rzece, „Lider. Rola wartości” przekonuje, że była to decyzja niesprawiedliwa. Zarządzał jak prawdziwy lider, a Polimex wpadł tylko w przejściowe trudności.

Podobnie sprawę przedstawiał Jerzy Wiśniewski, prezes i główny akcjonariusz koncernu budowlanego PBG. Firma jest dziś w upadłości układowej. Prezes do końca przekonywał, że nie dzieje się nic dramatycznego i PBG się z tego wyliże. Szukał pomocy państwa, ale zrezygnował i ostatnio wybrał się do Chin, by tam znaleźć lekarstwo. Może uda mu się pozyskać inwestora.

Choroba przewlekła

Pacjenci z dawno zdiagnozowanymi chorobami przewlekłymi także często nadrabiają miną. Stocznia Gdańsk ma już za sobą jedną akcję reanimacyjną. Jako jedyna z dużych historycznych stoczni ocalała dzięki politycznemu poparciu Lecha Kaczyńskiego (w kampanii prezydenckiej obiecał oddzielenie jej od Grupy Stoczni Gdynia). Dzięki temu na gruzach upadłej Stoczni Gdańskiej mogła powstać Stocznia Gdańsk, która ma dziś ukraińskiego właściciela – Związek Przemysłowy Donbasu (ISD Polska) oraz państwową Agencję Rozwoju Przemysłu jako akcjonariusza mniejszościowego.

Jeszcze kilka miesięcy temu z Gdańska wiało optymizmem: zatrudnimy 600 nowych pracowników, najlepsi mogą zarobić nawet 7 tys. zł miesięcznie. Stocznia ma dużo zamówień we wszystkich trzech dziedzinach swojej aktywności – budowie statków, wież wiatrowych i konstrukcji stalowych. Można było mniemać, że działacze związkowi nie mają większych problemów niż ten, jak odciąć wstydliwy szyld z Leninem, wiszący na historycznej bramie nr 2, albo jak zorganizować wyprawę na antyrządową manifestację do Warszawy. Jeszcze w grudniu 2012 r. fetowano wodowanie gazowca „Syn Antares”. Ale początek 2013 r. był jak uderzenie obuchem. Pensje za grudzień 2012 r. wypłacono w ratach, za styczeń – to samo. Stocznia utraciła płynność finansową i zaczęła wzywać ratunku.

Reanimacja

Bywa, że nawet firmy w stanie terminalnym, jak Polskie Linie Lotnicze Lot, udają, że są zdrowe. W 2008 r. ówczesny prezes wprawdzie ostrzegł, że spółka leci ku katastrofie i w dającej się przewidzieć przyszłości utraci płynność finansową. Ale kolejni ministrowie skarbu zamiast leczenia zmieniali tylko lekarzy. Średnio co rok–dwa wymieniali prezesa, licząc, że kiedyś wreszcie trafią na cudotwórcę, który upora się z chorobą. Unikali jednak fachowców z branży lotniczej. Niefachowiec dawał komfort, bo zanim poznał rzeczywistość, zapewniał, że będzie dobrze. Potem, kiedy już wiedział, że nie będzie, także starał się tego nie nagłaśniać. Zwykle czekał do kolejnej zapaści i odchodził.

Prezes Marcin Piróg w 2011 r. przekonywał, że ma cudowne lekarstwo. Deficyt się kurczy i w 2012 r. spółka odzyska rentowność. Jeszcze latem zeszłego roku była mowa o 52,5 mln zł zysku, a w grudniu zarząd Lot zgłosił się do ministra skarbu, informując, że jeśli natychmiast nie dostanie 400 mln zł, ogłosi bankructwo. Strata za 2012 r. wyniosła 152 mln zł. W sumie w latach 2008–12 Lot stracił na działalności lotniczej ok. 787 mln zł. Wygląda to na żart księgowego, bo 787 to symbol Boeinga Dreamlinera, który miał być kolejnym cudownym lekarstwem. Dziś dwa pierwsze egzemplarze z wadą fabryczną utknęły na lotniskach, przysparzając przewoźnikowi dodatkowych problemów.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną