Rynek

Kupuj spółki, nie akcje

Większość banków ma zespoły fachowców, którzy śledzą sytuację makroekonomiczną, a także obserwują konkretne spółki, oceniając ich kondycję, przewidują rozwój sytuacji. Większość banków ma zespoły fachowców, którzy śledzą sytuację makroekonomiczną, a także obserwują konkretne spółki, oceniając ich kondycję, przewidują rozwój sytuacji. Marek Sobczak / Polityka
Spadające oprocentowanie lokat bankowych i kuszące oferty prywatyzacyjne spółek Skarbu Państwa przypomniały wielu Polakom o Giełdzie Papierów Wartościowych. Akcje mogą być dobrym sposobem inwestowania pod warunkiem, że wcześniej zainwestuje się we własną wiedzę.
materiały prasowe
materiały prasowe

Kolejny odcinek poradnika skierowanego przede wszystkim do początkujących inwestorów. Staramy się dostarczyć Państwu wiedzy niezbędnej, oprócz odwagi, do podjęcia decyzji o inwestowaniu na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Akcje Energi, koncernu energetycznego obsługującego północną Polskę, trafią niebawem na parkiet Giełdy Papierów Wartościowych. Oferta sprzedaży obudziła nawet bardzo zaspanych posiadaczy rachunków maklerskich. W przypadku transzy dla dużych inwestorów indywidualnych zapisy zakończono pierwszego dnia, gdyż inwestorzy zadeklarowali chęć kupna ponad dwa razy większej liczby akcji, niż przewidziano w tej transzy. Muszą się więc pogodzić z myślą, że staną się właścicielami dużo skromniejszych portfeli, niż planowali. Mimo to liczą na zyski podobne do tych, jakie były udziałem nabywców akcji przewoźnika kolejowego PKP Cargo, spółki, która kilka tygodni temu pojawiła się na GPW. Kurs akcji podczas pierwszej sesji zwyżkował o blisko 18 proc. Skala zysków nie musi być podobna, ale efektownych debiutów było na warszawskiej giełdzie już wiele. Można byłoby z tego wysnuć wniosek, że każda oferta publiczna akcji prywatyzowanej spółki jest łatwą drogą do pomnożenia pieniędzy w stopniu, o którym posiadacze lokat bankowych mogą tylko marzyć. Niestety, to nie takie proste.

Mogą coś o tym powiedzieć nabywcy akcji Jastrzębskiej Spółki Węglowej prywatyzowanej w 2011 r., którzy podczas debiutu przeżyli spore rozczarowanie. Byli zdumieni, że kurs ustalił się poniżej ceny, za jaką kupowali akcje. Oczekiwali, że JSW zrobi podobną giełdową karierę, jak wcześniej spółka Lubelski Węgiel Bogdanka. Inwestorzy nie zwrócili uwagi na to, że JSW wydobywa inny typ węgla i działa na nieco innym rynku niż Bogdanka. Sugerowanie się wynikami jednej spółki w odniesieniu do innej może być zawodne – tłumaczą analitycy giełdowi. Radzą wszystkim inwestorom, by nie ulegali instynktowi stadnemu i uważnie analizowali oferty.

Trzeba pamiętać, że kupując akcję, kupuje się ułamek konkretnej spółki. Akcja jest tytułem własności spółki, która coś produkuje, coś sprzedaje, ma bilans zysków i strat, jakieś plany inwestycyjne, lepsze lub gorsze prognozy na przyszłość. Wszystko to stanowi o jej ekonomicznych fundamentach. Peter Lynch, amerykański finansista, który w latach 80. jako szef funduszu inwestycyjnego Fidelity Magellan wsławił się wyjątkowo dobrymi wynikami inwestycyjnymi, w swojej książce „Pokonać giełdę” radzi inwestorom indywidualnym, by kupowali spółki, a nie akcje. A więc nie traktowali samych akcji jako towaru, ale przyglądali się spółce, jej wynikom finansowym, szukając tych, które są przez rynek niedoceniane, w których kryje się potencjał wzrostu.

Jak to robić? Warto zwracać uwagę – radzą eksperci – na dwa ważne wskaźniki: c/z, czyli jaka wielkość zysku netto spółki przypada na jedną akcję, oraz wskaźnik c/wk, czyli jaka wartość księgowa spółki przypada na akcję. Wskaźniki pomagają odnaleźć spółki niedowartościowane. W ocenie można się posiłkować prospektem emisyjnym i raportami spółki udostępnianymi przez jej dział relacji inwestorskich (do odszukania na stronach internetowych spółek), ale warto też śledzić opinie prasy ekonomicznej i analityków giełdowych, zwykle wyspecjalizowanych w określonych branżach. Taka wiwisekcja spółki i rynku, na którym działa, nazywana jest analizą fundamentalną. Drugim narzędziem, po które sięgają inwestorzy, jest analiza techniczna, czyli metoda kierowania się w decyzjach inwestycyjnych obserwacją zachowania kursów akcji. To takie wróżenie z wykresów. Część ekspertów przekonuje, że umie odczytać przyszłość z tego, jak układają się wykresy kursów giełdowych, nie zawracając sobie głowy samymi spółkami. W internecie można znaleźć poradniki tłumaczące, jak na wykresie odnaleźć rozmaite malowniczo nazywane układy „formacje głowy i ramion”, „podwójnej świecy” itp. z wyjaśnieniami, czego się należy spodziewać. – Nie jestem zwolennikiem kierowania się takimi wskazówkami. Mogą mieć charakter pomocniczy, ale nie zasadniczy, dla podjęcia decyzji inwestycyjnej. Nie można określić pewnego sposobu przewidzenia, czy kurs będzie zwyżkował czy zniżkował, ale zawsze należy zwracać uwagę na kondycję spółki, w którą inwestujemy – wyjaśnia Dariusz Pliszka z Domu Maklerskiego Citi Handlowy. Metoda analizy technicznej ma jednak wielu entuzjastów. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy odpowiedzi na pytanie o przyczyny wzrostów lub spadków cen akcji szukają w powtarzalnych zmianach na wykresach giełdowych.

Giełda nie jest grą – zapewnia Pliszka – trzeba zawsze pamiętać, że inwestycje na rynku papierów wartościowych wiążą się z ryzykiem. Mogą być wysokie zyski, ale mogą być także straty. Wszystkim radzę, by już na starcie określili indywidualny poziom akceptowalnej straty, przy której przekroczeniu następuje wyjście z inwestycji. Temu celowi służy zlecenie typu Stop, np. Stop-loss (stop strata) lub Stop Limit.

Ekspert odradza też kierowanie się inwestycyjnymi modami, takimi jak słynny w ubiegłej dekadzie trend internetowy. Kursy szły w górę, kupowano akcje każdej spółki, nawet jeśli nie zajmowała się internetem, wystarczyło, żeby zadeklarowała tylko taki zamiar. Nie zastanawiano się, co ma z tego wyniknąć, popyt był nawet na akcje takiej spółki, której zasadniczą specjalnością było garbowanie skór. Kiedy spekulacyjna bańka pękła, wygarbowała skórę inwestorom na GPW. Peter Lynch ostrzega: nie kupuj tego, czego nie rozumiesz. A więc ostrożnie z fachowymi zaklęciami, tajemniczymi terminami i obietnicami składanymi przez spółkę, których nie sposób ocenić. Trzeba z grubsza rozumieć logikę branży, w której spółki działają, choć oczywiście nie trzeba być energetykiem, żeby kupować akcje Energi, ani kolejarzem, żeby zostać akcjonariuszem PKP Cargo.

W zależności od wiedzy, temperamentu, a także możliwości czasowych i finansowych inwestorzy wybierają na giełdzie różne strategie. Najmniej absorbująca jest strategia pasywna, zwana też nieco ironicznie „kup i zapomnij”. Polega na skonstruowaniu sobie koszyka akcji spółek i trzymaniu ich dłuższy czas. Tu zwykle powtarzana jest giełdowa maksyma o jajach, których nie należy trzymać razem w jednym koszyku. Czyli nie należy wszystkich pieniędzy lokować w akcjach jednej spółki, ale dobrać zestaw, najlepiej spółek płynnych (czyli takich, których duża ilość akcji jest w obrocie), a także z różnych branż (żeby uniezależnić się od zmian koniunktury w poszczególnych sektorach gospodarki). Taki inwestor nie reaguje na każde wahnięcie poszczególnych spółek, tylko czeka spokojnie, zakładając, że wzrost kursów giełdowych w dłuższym horyzoncie wyprzedza tempo wzrostu gospodarczego. W ten sposób można chronić zainwestowane oszczędności. – Nie radzę jednak tak całkiem zapominać o akcjach, jakie ma się w portfelu, należy obserwować kursy posiadanych akcji oraz odpowiednio reagować – bronić zysków lub nie dopuszczać do przekroczenia akceptowanej straty. I pamiętać, że akcje nie powinny być sposobem na lokowanie pieniędzy, które chcemy mieć w każdej chwili do dyspozycji. Lepiej nie sprzedawać akcji wówczas, kiedy są w cenowym dołku, czyli ze stratą, tylko dlatego, że potrzebujemy pilnie pieniędzy – wyjaśnia Dariusz Pliszka z DM Citi Handlowy.

Inną strategią stosowaną przez inwestorów indywidualnych jest dobieranie akcji spółek dywidendowych, czyli takich, które dużą częścią zysku dzielą się ze swymi akcjonariuszami (patrz POLITYKA 48). Ci bowiem, jako współwłaściciele, mają prawo do korzystania z profitów, jakie daje spółka. Nie wszystkie spółki osiągają wysokie zyski, wiele przeznacza je na inwestycje i rozwój, więc warto wypatrywać spółek dywidendowych, oczywiście oceniając zyskowność akcji (służy temu wskaźnik stopy dywidendy, czyli wielkość dywidendy podzielona przez cenę akcji).

Niezależnie od wybranej strategii w podejmowaniu decyzji bardzo przydatne są rekomendacje analityków giełdowych. Większość banków ma zespoły fachowców, którzy śledzą sytuację makroekonomiczną, a także obserwują konkretne spółki, oceniając ich kondycję, przewidują rozwój sytuacji. Takie rekomendacje robione są dla klientów domów maklerskich, ale zwykle udostępniane są też w sieci. Analitycy, oceniając poszczególne spółki, radzą, czy warto sprzedać posiadane akcje, kupić lub – jeśli się już kupiło – trzymać je w portfelu. Warto czytać takie analizy, zwłaszcza te, które odnoszą się do interesujących nas spółek, a także ogólnych trendów makroekonomicznych. Nie należy się jednak dziwić, że oceny poszczególnych analityków mogą się różnić. Analiza to sztuka – są wyrobnicy i są artyści. Korzystając z analiz, nie można się ograniczać do samych rekomendacji. Trzeba przeczytać, jakimi argumentami kierował się analityk, zalecając kupowanie czy sprzedawanie określonych akcji. Ważne jest też, kiedy analiza została dokonana i jaka była cena docelowa rekomendacji. No, i oczywiście zawsze musimy pamiętać, że inwestujemy własne pieniądze na własne ryzyko.

***

Skąd czerpać wiedzę?

Przydatne strony internetowe

Giełda Papierów Wartościowychwww.gpw.pl

Komisja Nadzoru Finansowegowww.knf.gov.pl

Narodowy Bank Polskiwww.nbp.pl

Akcjonariat Obywatelskiwww.akcjonariatobywatelski.pl

Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnychwww.sii.org.pl

GPW Infostrefawww.gpwinfostrefa.pl

 

 

 

 

 

Polityka 49.2013 (2936) z dnia 03.12.2013; Akcjonariat Obywatelski; s. 54
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną