Rynek

I ty zostaniesz milionerem

Od zera do milionera, czyli sieciowi krezusi

Palmer Luckey i Brendan Iribe, założyciele spółki Oculus Rift. Twórca Facebooka kupił ją za 2 mld dolarów. Palmer Luckey i Brendan Iribe, założyciele spółki Oculus Rift. Twórca Facebooka kupił ją za 2 mld dolarów. Leonard Ortiz / Corbis
Wydawałoby się, że według tego wzorca nie da się dziś zrobić szybko kariery. Wyjątkiem jest internet.
Gogle Oculus Riftmateriały prasowe Gogle Oculus Rift
Australijczyk Nic D´Aloisio, najbogatszy nastolatek świata. W wieku 17 lat sprzedał stworzoną przez siebie aplikację Trimit za 30 mln dol.i-Images/Zuma Press/Corbis Australijczyk Nic D´Aloisio, najbogatszy nastolatek świata. W wieku 17 lat sprzedał stworzoną przez siebie aplikację Trimit za 30 mln dol.

Artykuł w wersji audio

Każdy, kto widział „Social Network”, film inspirowany kulisami powstania najpopularniejszego na świecie portalu społecznościowego Facebook (FB), z pewnością pamięta tę scenę: ekscentryczny student Mark ­Zuckerberg, w szlafroku, piżamie i klapkach, biegnie na spotkanie z szefem funduszu inwestującego w początkujące firmy. Biznesmen jest zainteresowany studencką spółką Zuckerberga. Ten jednak obraża go spóźnieniem, strojem i krótkim komunikatem: odpieprz się! Taka scena rozegrała się naprawdę. W 2004 r. ubrany w piżamę ­Zuckerberg pojawił się na rozmowach z Michaelem Moritzem z funduszu ­Sequoia Capital tylko po to, by wyjaśnić, dlaczego FB jest nie dla nich, i zakomunikować, że poradzą sobie sami.

Moritz to postać równie barwna jak Zuckerberg, choć starszy od niego o pokolenie walijski Żyd, brytyjski arystokrata, amerykański biznesmen, a w przeszłości dziennikarz magazynu „Time”. Nie wymyślił genialnego programu ani aplikacji, miał za to nosa do raczkujących przedsięwzięć biznesowych ze świata nowych technologii. Dzięki temu funduszowi venture capital (podwyższonego ryzyka), w którym był partnerem (dziś jest honorowym prezesem), udawało się inwestować w przedsięwzięcia, które osiągały olbrzymi sukces: Apple, Google, Yahoo, YouTube, PayPal, Linkedin, żeby wymienić tylko te najsławniejsze. Dzięki pieniądzom takich funduszy rozwinął się biznes komputerowy i internetowy. A Sequoia do dziś chwali się świetnymi wynikami finansowymi.

Sir Moritz może mieć satysfakcję, bo jego fundusz wziął odwet na Zuckerbergu. Po długich negocjacjach twórca Facebooka zgodził się zapłacić astronomiczną kwotę 19 mld dol. za spółkę WhatsApp, w którą pięć lat temu fundusz Seqoia Capital zainwestował 8 mln dol., a potem dołożył jeszcze 50. Dziś za swój pakiet otrzymał 3,5 mld dol. To się nazywa zwrot z inwestycji!

– Tego typu sukcesy, nawet w przypadku najlepszych funduszy, są wydarzeniami wyjątkowymi, a nie regułą. Średnio jedno przedsięwzięcie na dziesięć ma szanse zakończyć się powodzeniem. Dobrym pomysłom i nowatorskim rozwiązaniom technologicznym młodych twórców towarzyszy często brak doświadczenia biznesowego – wyjaśnia Aleksander Lesz, prezes spółki Global Networking Application, która specjalizuje się w podobnej działalności jak Sequoia Capital. Inwestuje – oczywiście na dużą mniejszą skalę w przedsięwzięcia z branży nowych technologii. To takie życie po życiu Aleksandra Lesza, w przeszłości twórcy i prezesa Softbanku, w latach 90. największej polskiej spółki informatycznej specjalizującej się w obsłudze sektora bankowego. Z czasem wykupił ją gdyński Prokom, który z kolei został przejęty przez rzeszowskie Asseco. W tej branży cykl życia firmy nie jest długi. Sukces budzi zainteresowanie grubych ryb, które szybko połykają te mniejsze.

Lekarstwo na nudę

Tak było z WhatsApp, firmą stworzoną po trosze z nudów przez dwóch młodych pracowników internetowego holdingu Yahoo Briana Actona oraz Jana Kouma (imigranta z Ukrainy, syna budowlańca i gospodyni domowej). Wymyślili prostą aplikację internetową służącą do wysyłania esemesów, zdjęć, plików dźwiękowych i wideo. Postanowili, że będzie to aplikacja nie na komputery, ale wyłącznie na smartfony i tablety korzystające z bezprzewodowego dostępu do internetu. Dzięki temu użytkownicy mogą być ze sobą w nieustającym kontakcie, wymieniać się informacjami, zdjęciami, czatować, nie narażając się na wysokie rachunki operatorów komórkowych.

Pomysł szybko chwycił, najpierw w USA, a potem na całym świecie, zwłaszcza wśród najmłodszych. Twórcy zadbali, żeby aplikacja była dostosowana do najpopularniejszych systemów operacyjnych wykorzystywanych w smartfonach. Kosztuje grosze (pierwszy rok za darmo, potem 0,99 dol./r.) i, co najważniejsze, jest pozbawiona reklam. Bo jak deklarują Acton i Koum pracując w Yahoo, gdzie wszystko kręciło się wokół sprzedawania reklam, nabawili się do nich awersji.

Łatwo powiedzieć, ale z czegoś żyć trzeba. W internecie największym problemem jest monetyzacja, czyli zamiana ruchu na żywe pieniądze. Reklama jest najprostszym sposobem zarabiania. Dlatego wielu ekspertów jest zdania, że Zuckerberg, wydając górę pieniędzy na spółkę, która ma co prawda wielu klientów, ale niezbyt jasny model biznesowy, strzela sobie w stopę.

Kiedy dwa lata temu Facebook kupował za miliard dolarów Instagram, aplikację do dzielenia się w sieciach społecznościowych zdjęciami, wielu uważało, że szarżuje. Ale 19 mld dol. za WhatsApp? To więcej niż wynosi giełdowa kapitalizacja koncernu Sony (18 mld dol.). Rywal FB, Google, też walczył o WhatsApp, ale odpadł przy cenie 10 mld dol. W ostatniej wielkiej transakcji, w której koncern Microsoft przejmował pochodzącą ze Skandynawii, mocno zadłużoną spółkę Skype (komunikator i serwis telefonii internetowej VoIP), zapłacił 8,5 mld dol. Coraz częściej pojawia się więc pytanie: czy to nie są objawy kolejnej internetowej bańki spekulacyjnej?

Żywy kapitał

Skype to symbol przełomu, jakiego w łączności dokonał internet. Dzięki technologii transmisji pakietowej możliwe stały się tanie rozmowy telefoniczne w sieci wraz z transmisją obrazu. Na początku przy użyciu stacjonarnych komputerów, a dziś głównie smartfonów i tabletów. Skype jest jednym z wielu komunikatorów rywalizujących o klientów odchodzących od tradycyjnej łączności telefonicznej na rzecz internetu. To spory problem dla operatorów komórkowych, którzy w coraz większym stopniu stają się jedynie sprzedawcami bezprzewodowego dostępu do sieci. Muszą rywalizować w tej dziedzinie z operatorami stacjonarnymi, zapewniającymi coraz więcej tzw. hot spotów, czyli punktów dostępu Wi-Fi.

Ocenia się, że w 2012 r. za pośrednictwem komunikatorów internetowych po raz pierwszy wysłano więcej esemesów niż za pomocą tradycyjnych połączeń komórkowych. – Operatorzy komórkowi muszą zmieniać swój model biznesowy. Kończy się era, kiedy żyli z połączeń głosowych i esemesów – ocenia Tomasz Kulisiewicz, ekspert w dziedzinie telekomunikacji z firmy Audytel.

Jego zdaniem WhatsApp nie jest jakimś wyjątkowym osiągnięciem technologicznym. Prosty (na razie bez połączeń głosowych), intuicyjny, z kilkoma pomysłowymi udogodnieniami, ale podobnych aplikacji na smartfony na świecie są dziesiątki. Jak choćby polskie Gadu-Gadu (dziś GG). Zresztą FB stworzył już taką aplikację dla użytkowników swojego serwisu – ­Facebook Messenger. Po co więc ­Zuckerbergowi ­jeszcze jeden komunikator?

– WhatsApp ma ponad 400 mln użytkowników miesięcznie. To kapitał, który ma największą wartość dla Facebooka. Zuckerberg już się zorientował, że Facebook się starzeje, narodził się w czasach, gdy królowały pecety i laptopy, a ta epoka dobiega końca. Dziś nastolatki potrafią się obejść bez komputera i serwisu społecznościowego. Wystarcza im smartfon i prosty komunikator – wyjaśnia Aleksander Lesz.

Z FB korzysta dziś ok.1,3 mld mie­szkań­ców naszej planety (w tym 11,4 mln Polaków) na ok. 3 mld mających dostęp do internetu. Biorąc pod uwagę, że od FB administracyjnie odcięte są Chiny, najliczniejsza społeczność internetowa, serwis musi ostro walczyć, by zdobywać nowych użytkowników. Także tych, którzy usiłują przed FB zbiec do komunikatorów. Miliony użytkowników stanowią najcenniejszy kapitał, który Facebook może zaoferować reklamodawcom.

Dlatego, podobnie jak inne internetowe giganty, penetruje rynek w poszukiwaniu atrakcyjnych i rozwojowych przedsięwzięć, które warto kupić. Kusi go świat gier. FB już dziś oferuje ich dużo, ale ­Zuckerberg zdaje sobie sprawę, że nowe technologie umożliwiają o wiele więcej niż zabawy typu FarmVille. Dlatego kilkanaście dni temu za 3 mld dol. kupił spółkę Oculus Rift założoną przez studentów, którzy opracowali wideo-gogle do tzw. rozszerzonej rzeczywistości. Zakładając je, gracz ma wrażenie wejścia do wirtualnego świata. Szef FB myśli także, jak zdobyć tych mieszkańców globu, którzy jeszcze nie mają dostępu do internetu. Chce im zaoferować FB wraz z dostępem do sieci. Temu ma służyć planowany kolejny zakup, tym razem spółki Titan Aerospace, produkującej drony – niewielkie bezzałogowe samoloty o napędzie solarnym, zdolne miesiącami bez przerwy latać na wysokości 20 km. Mogłyby dostarczać internet tam, gdzie go jeszcze nie ma. Zwłaszcza Afryka uznawana jest za kontynent wielkiej szansy.

Ucieczka od FB

Zakup komunikatora WhatsApp także wyraża pogoń Facebooka za modą.

– Internet wraz z rozwojem serwisów społecznościowych sprawił, że pojawiła się łatwość kreowania mód. I to w skali globalnej. To może być zagrożenie dla Facebooka, bo jeśli młodzi uznają, że jest to serwis starszego pokolenia, to chcąc się odróżnić, będą szukali czegoś innego. Pierwsze sygnały takiej ucieczki już widać. Popularność WhatsApp, prostej, anonimowej, pozbawionej reklam aplikacji, jest tego dowodem – przekonuje dr Paweł Wójcik, psycholog zachowań konsumenckich z firmy Millward Brown. Potwierdzają to wyniki badań. W USA wśród nastolatków Twitter jest już popularniejszym serwisem społecznościowym niż Facebook. Niektórzy zresztą wieszczą nadchodzący zmierzch FB, o czym pisał niedawno Edwin Bendyk (POLITYKA 5).

Po ogłoszeniu, że Facebook kupuje WhatsApp, konkurencyjne aplikacje zanotowały gwałtowny wzrost liczby użytkowników. Zdaniem części ekspertów był to protest przeciwko FB, który w opinii wielu internautów jest środowiskiem zbyt natrętnym. I to mimo zapewnień Zuckerberga, że WhatsApp zachowa autonomię, a założyciele będą pracować nad rozwojem aplikacji (od efektów ich pracy zależy obiecana w kontrakcie suta premia).

Wiele osób obawia się też inwigilacji, która na FB jest łatwa. Tymczasem popularność niektórych komunikatorów, np. Snapchata, bierze się stąd, że nie tylko nie przechowuje on przesyłanych wiadomości ani nie analizuje ich na potrzeby reklamowe, ale wyświetla je najwyżej przez 10 sekund. Potem znikają bezpowrotnie. Nastolatki przesyłają sobie głównie zdjęcia bez obaw, że rodzice skontrolują telefon i zobaczą coś, czego widzieć nie powinni.

Oczywiście i tego zjawiska Zuckerberg nie zlekceważył. Jest gotów kupić i ten komunikator. Zaoferował 3 mld dol., ale Evan Spiegel, prezes Snapchata, odrzucił tę ofertę. Spiegel ma 23 lata i jest kolejnym cudownym dzieckiem internetu. Jak Zuckerberg, gdy tworzył Facebook. Nie skorzystał także z oferty o miliard wyższej, z którą zgłosił się chiński gigant internetowy Tencent. Ten sam Tencent, który jest już właścicielem popularnego komunikatora WeChat i ubiegał się o zakup WhatsApp. Chiny to największa na świecie gospodarka internetowa. Choć same się izolują (mają własne odpowiedniki wyszukiwarki Google, Facebooka, Twittera itd.), to agresywnie szturmują światowe rynki. Nawet polskie GG i Allegro są powiązane z Tencentem. Należą do spółki Naspers z RPA, która jest znaczącym udziałowcem w chińskim koncernie.

Genialne dzieci

Internet jest dziś jedynym ekosystemem, gdzie możliwe są błyskawiczne kariery od zera do miliardera. Genialne dzieci tworzą programy, serwisy i aplikacje, w których zakochują się inne dzieci, a potem stare wygi z internetowych koncernów. Przykładem Australijczyk Nic D’Aloisio, który stworzył aplikację Trimit do automatycznego streszczania informacji. Miał 15 lat, kiedy na swoje prace otrzymał milion dolarów od pewnego celebryckiego funduszu venture capital (za jego pośrednictwem inwestują m.in. Yoko Ono, Ashton Kutcher, żona Ruperta Murdocha Wendi Deng). Dwa lata temu, kiedy miał 17 lat, sprzedał Trimit za 30 mln dol. koncernowi Yahoo, stając się najbogatszym nastolatkiem.

Internet jest też środowiskiem demokratycznym. By zrobić karierę, nie trzeba mieszkać w kalifornijskiej Krzemowej Dolinie. Oprogramowanie komunikatora Skype stworzyła grupa estońskich programistów z Tallina. Rywal Skype, komunikator Viber, kupiony niedawno za 900 mln dol. przez japoński koncern Rakuten, powstał kilka kilometrów od polskiej granicy w Brześciu nad Bugiem. Z WhatsApp ściga się ostatnio komunikator Telegram, którego twórcą jest Paweł Durow (rocznik ’84), zwany rosyjskim Zuckerbergiem.

A co z Polakami? Najpopularniejszym komunikatorem jest u nas GG, którego pierwszą wersję kilkanaście lat temu stworzył Łukasz Foltyn (wtedy było to Gadu-Gadu, a wcześniej SMS-Express). Choć został kupiony przez południowoafrykańskiego Naspersa, kariery poza Polską nie zrobił. Kariery nie zrobił też Foltyn, który zapowiadał się na polskiego Zuckerberga w czasach, kiedy o Zuckerbergu świat jeszcze nie słyszał. Po sprzedaniu Gadu-Gadu zajął się polityką. Został radykalnym działaczem lewicowym, próbował kandydować do Sejmu, pisze blog. Nie po raz pierwszy polityka wygrała u nas z biznesem.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Gasiłem getto. Świadectwo człowieka, który w czasie powstania w getcie pracował jako polski strażak

Któregoś dnia widziałem tak potworne wydarzenie, że prawie zemdlałem.

Janusz Ostrowski
04.11.2009
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną