Elżbieta Bieńkowska na europejskich salonach

Sorry, wyjeżdżam
Elżbieta Bieńkowska ma za złe mediom, że traktują ją jak blondynkę. Ale gdyby nie była kobietą, to, mimo niekwestionowanych kompetencji, mogłaby nie dostać posady w Komisji Europejskiej. Ma zostać komisarzem/komisarką od spraw rynku wewnętrznego.
Pani minister zapewnia dzisiaj współpracowników, że rewolucji w superresorcie nie będzie.
Jan Kucharzyk/DDTVN/EAST NEWS

Pani minister zapewnia dzisiaj współpracowników, że rewolucji w superresorcie nie będzie.

Jej szanse na wyjazd do Brukseli gwałtownie wzrosły, gdy okazało się, że nowy szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker mocno upiera się przy parytecie płci, a wśród zgłoszonych kandydatur z innych krajów jest za mało kobiet. Dlaczego nie wskazano europosłanki Danuty Hübner, która jest świetnie oceniana? Wyrwa w krajowej polityce nie byłaby tak wielka. Płynące z rządu zapewnienia, że Hübner nie miałaby szans, bo już była komisarzem, nie wydają się wiarygodne. W Unii kadencyjność nie obowiązuje. To raczej Donald Tusk wolał mieć przy sobie Elżbietę Bieńkowską niż Danutę Hübner. Nie ta chemia. – Jako szef Rady Europejskiej będzie miał w Komisji swoje oczy i uszy – żartuje osoba z bliskiego otoczenia obojga.

Pada też argument, że Bieńkowska weszła do gry nagle. – Dano nam do zrozumienia, że ciężar gatunkowy stanowiska będzie zależeć od politycznej pozycji w kraju oraz merytorycznej oceny kandydatki w Brukseli – tłumaczy Rafał Trzaskowski, minister administracji i cyfryzacji. Z unijnych parytetów wynikało, że jakiś komisarz nam się należy, ale – po nominacji Tuska – było mało prawdopodobne, że będzie to teka ważna. Kryteria spełniała tylko pani wicepremier.

W dodatku Elżbieta Bieńkowska sama bardzo chciała wyjechać, o czym nie mieliśmy pojęcia. Przecież od wręczenia awansu na stanowisko wicepremiera i szefowej superresortu (klejonego pod nią na chybcika z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, którym kierowała do tej pory, oraz z Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, które dość gwałtownie, w wyniku afery zegarkowej, opuścił Sławomir Nowak) minęło zaledwie dziewięć miesięcy. Wielka operacja zszywania superresortu jeszcze nie została zakończona. A pani wicepremier nagle go opuszcza.

Fakt, że z rządu znikają dwa najważniejsze filary – premier i pierwszy wicepremier. Łatwo wymienić, jakie zagrożenia się z tym wiążą, o wiele trudniej zrozumieć, po co premier zgotował nam ten los? Nie zostaliśmy do tego przygotowani. Zwłaszcza po wcześniejszych zapewnieniach Donalda Tuska, że ma jeszcze w kraju dużo do zrobienia i do Brukseli się nie wybiera. I obwołaniu przez niektórych panią wicepremier „zbawicielką” tego rządu, nową „królową Elżbietą”, nadzieją PO na cud odzyskania popularności w sondażach. To nieco odbiera wiarygodności obojgu. Cudu nie będzie.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj