Rynek

Do widzenia TVN

Telewizja TVN sprzedana amerykańskiemu koncernowi medialnemu za 584 mln euro

Mariusz Walter wspomniał kiedyś, że drugi raz nie zdecydowałby się na telewizyjny biznes. Mariusz Walter wspomniał kiedyś, że drugi raz nie zdecydowałby się na telewizyjny biznes. Wojciech Druszcz / Reporter
Sprzedaż TVN kończy historię jednego z najbardziej ambitnych przedsięwzięć biznesowych III RP. Okazuje się, że łatwiej stworzyć koncern medialny, niż wychować następców.
Dla nabywcy liczy się silna marka TVN i ponad 20-proc. udział w polskiej widowni telewizyjnej.Wojciech Olszanka/EAST NEWS Dla nabywcy liczy się silna marka TVN i ponad 20-proc. udział w polskiej widowni telewizyjnej.

Po wielu latach spekulacji w poniedziałek Grupa ITI i Grupa Canal+ poinformowały, że większościowy pakietu udziałów w spółce TVN przejmie brytyjska firma Southbank Media Ltd. A ta z kolei należy do amerykańskiego koncernu Scripps Networks Interactive. Za około 52,7 proc. akcji TVN Amerykanie zapłacą 584 mln euro. 

Wybór nabywcy TVN jest zaskakujący: typowano, że telewizję kupią raczej Amerykanie z Time Warner albo Discovery Communications, ewentualnie Niemcy z Bauer Media Group.

Mało znane w naszym kraju Scripps Networks posiada obecnie w Polsce tylko dwa kanały kablowe: Travel Channel oraz Polsat Food. Jej głównym rynkiem jest amerykański. Poza telewizją firma działa także w branży wydawniczej i internetowej, prowadzi m.in. sklep z wyposażeniem domu One Kings Lane. Akcje koncernu notowane są na giełdzie New York Stock Exchange i wchodzą w skład indeksu Standard & Poor's 500. W ostatnim kwartale jego przychody sięgnęły 669 mln dol. 

Transakcja ta stanowi ważny krok w nieustającym strategicznym umacnianiu naszej międzynarodowej pozycji oraz zapewnia nam znaczący wzrost zasięgu w Europie. Polska posiada dynamiczny rynek medialny z dużym potencjałem rozwojowym – skomentował Kenneth W. Lowe, szef Scripps Networks Interactive.

W 1994 Lowe założył kanał kablowy HGTV zajmujący się głównie tematyką wyposażenia domu i ogrodu. To on stał się zaczątkiem sukcesu Scripps Networks Interactive. Trzy lata później firma przejęła kanał kulinarny Food Network. Obecnie prowadzi jeszcze kilka innych stacji w USA, m.in. z poradami dla majsterkowiczów oraz muzyką country. Koncern posiada także połowę udziałów w brytyjskiej telewizji UKTV – drugim udziałowcem jest sieć BBC.

Firma poinformowała, że kupując TVN Scripps Networks przejmuje także cały dług polskiej spółki. Teraz umowa czeka na zatwierdzenie przez regulatora. Transakcja jest zaskoczeniem, zwłaszcza dla analityków rynku medialnego oraz dla części pracowników stacji

N jak negocjacje

W 1971 r. powstał słynny film dokumentalny „Autobus z napisem »koniec«”. Była to opowieść o Wyścigu Pokoju oglądanym zza szyby autobusu jadącego daleko za peletonem i zabierającego kolarzy, którzy nie podołali trudom zawodów. Scenarzystą i reżyserem był Mariusz Walter, wówczas wschodząca gwiazda TVP. Trzy dekady później został gwiazdą innej telewizji – TVN – którą sam wymyślił i stworzył. Dokonał tego razem z Janem Wejchertem, przyjacielem i biznesowym wspólnikiem. Dziś jednak sam musi wsiąść do autobusu z napisem „koniec”. To ostateczne pożegnanie z marzeniem o własnej, wielkiej telewizji. Teraz TVN zostanie przejęty przez nowego, zagranicznego właściciela. Negocjacje wreszcie dobiegły końca.

Zainteresowanie było spore, choć mniejszościowy udziałowiec TVN, francuski Canal+, który w 2011 r. zastrzegł sobie prawo pierwokupu, z niejasnych powodów zrezygnował i swoją część wystawił do wspólnej sprzedaży. Nabywca kupi więc większościowy pakiet akcji, które zapewnią mu pełną kontrolę i władzę. Negocjacje nie były łatwe, bo sprzedający zażądali wysokiej ceny. Ale kontrakt opiewający na około 2,4 mld zł to dla dużych graczy branży medialnej nie jest to szczególny wydatek. Spodziewano się zresztą, że wartość kontraktu może opiewać nawet na 3,5 mld zł. 

To było już drugie podejście do upłynnienia TVN. Pierwsze miało miejsce w 2011 r., kiedy francuski koncern Vivendi, właściciel Canal+, związał się z należącym do twórców TVN i ich rodzin koncernem ITI. Głównym celem umowy była fuzja dwóch telewizyjnych platform cyfrowych – francuskiej C+ oraz należącej do TVN platformy „n”. Tak powstała kontrolowana przez Francuzów platforma nc+. Jednocześnie Francuzi kupili od ITI za 230 mln euro mniejszościowy pakiet spółki N-Vision, która jest głównym akcjonariuszem giełdowej Grupy TVN. Zastrzegli też sobie prawo wykupienia w latach 2015–18 pozostałej części. Ale nie wykupili.

Trochę to skomplikowane, ale biznesowe konstrukcje tworzone przez właścicieli TVN nigdy nie należały do prostych. Przed laty, w rozmowie z POLITYKĄ, Jan Wejchert zapytany, dlaczego ITI jest luksemburskim holdingiem, zrobił zdziwioną minę i odpowiedział dwoma słowami: optymalizacja podatkowa. Dla polskiej czołówki biznesu to elementarz.

Koncern w budowie

ITI narodził się na początku lat 80., kiedy Walter z Wejchertem związali się biznesowo. Początkowo była to spółka typu „mydło i powidło”, ale po 1989 r. wspólnicy przystąpili do budowy koncernu rozrywkowo-medialnego. Z czasem dołączył do nich trzeci wspólnik – szwajcarski finansista Bruno Valsangiacomo. Kołem zamachowym była naziemna telewizja ponadregionalna TVN, na którą koncesję dostali dopiero w 1997 r. (w 1993 r. przegrali wyścig o koncesję ogólnopolską z Polsatem Zygmunta Solorza-Żaka).

Z czasem rozbudowywali zasięg TVN i ofertę programową, tworząc wiele kanałów tematycznych, w tym najbardziej znany TVN24. Zdecydowali się też na wiele innych inwestycji, m.in. w sieć kin Multikino, platformę cyfrową „n”, portal internetowy Onet, firmę produkującą programy – Endemol-Neovision, wydawnictwo Pascal, „Tygodnik Powszechny”, a nawet klub piłkarski Legia.

To była przemyślana konstrukcja biznesowa, w której każdy element był powiązany z pozostałymi. Umiejętna współpraca dawała efekt synergii. Cała grupa nastawiona była na produkcję wysokiej jakości multimedialnych treści – wyjaśnia Andrzej Zarębski, były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT), ekspert rynku medialnego. W tandemie panów W. Wejchert dawał spokój i biznesowe doświadczenie, a Walter entuzjazm i wiedzę o tworzeniu dobrej telewizji. To za jego sprawą powstał płatny kanał informacyjny TVN24. Eksperci uznali to za kolejną ekstrawagancję Waltera, który najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, że nie kieruje państwową TVP, lecz prywatną telewizją. Nikt przecież nie będzie chciał płacić za oglądanie gadających głów o polityce, przekonywano. – Jedna z poważnych firm doradczych przygotowała raport na temat TVN. Dokument powstał w dwóch wersjach, dla obu wspólników. Wersja dla Wejcherta zawierała analizę ryzyka, jakim dla firmy jest pomysł stworzenia TVN24 z ostrzeżeniem, że to się nie może udać. Waltera nie próbowano nawet do tego przekonywać – śmieje się Andrzej Zarębski.

Okazało się, że wbrew ekspertom TVN24 szybko zaczął zarabiać i z kanału informacyjnego zamienił się w rodzaj instytucji polskiego życia społeczno-politycznego. Dziś o randze polityka decyduje to, czy pojawia się na antenie TVN24. Próby bojkotu, podjęte przez PiS, skończyły się porażką.

Stacja zadebiutowała we wrześniu 2001 r. transmisjami z dramatycznych nowojorskich zamachów, co pozwoliło jej na szybkie zdobycie widowni. Dla wypromowania głównego kanału TVN takim dopalaczem okazał się program „Big Brother”. Decyzja była ryzykowna i kosztowna, ale opłaciła się. TVN szybko wypracował sobie pozycję programowego lidera, którego konkurenci naśladowali. Czasami dość tandetnie, jak Polsat, który na „Big Brothera” odpowiedział programami własnego pomysłu „Dwa światy” oraz „Bar”.

Solorz-Żak zawsze słynął z oszczędności. Na telewizję patrzył trzeźwo, jako na maszynkę do zarabiania pieniędzy, a nie, jak Walter, na coś wyjątkowego. Dla niego liczyła się oglądalność przy możliwie niskich kosztach. Dlatego Polsat nigdy nie inwestował ani w efektowną scenografię i gwiazdy, ani w ich promocję. Tymczasem dla TVN to znak rozpoznawczy. Każdy Polak zna gwiazdy tej stacji: Gessler, Rozenek, Wojewódzki, Olejnik, Prokop, Drzyzga – nawet jeśli nie ogląda ich w telewizji.

Właściciele TVN, w przeciwieństwie do polsatowskiego konkurenta, wychodzili z założenia, że dobra telewizja musi kosztować, i nie oszczędzali. – TVN zawsze kierował się przede wszystkim do wielkomiejskich, zamożnych widzów. Z punktu widzenia reklamodawców to najcenniejsza grupa odbiorców, ale wynikało to także z konieczności. Na początku naziemny sygnał stacji był dostępny głównie w dużych miastach Polski. Odpowiadało to pokryciu mniej niż połowy kraju – wyjaśnia Maciej Korzeniowski, partner w firmie doradczej PwC.

Zygmunt Solorz-Żak zadłużył Polsat dopiero wtedy, kiedy postanowił kupić Polkomtel, operatora sieci Plus. Jego pomysł to koncern medialno-telekomunikacyjno-finansowo-energetyczny. Właściciele TVN pożyczali, by robić dobrą telewizję. Ponosił ich często nadmierny optymizm, nie zawsze doceniali wagę zmian zachodzących na rynku medialnym i wahań koniunktury, które przekładały się na spadki wpływów reklamowych. W efekcie zadłużenie stało się szybko jednym z poważnych problemów TVN i zmuszało właścicieli do coraz bardziej nerwowych ruchów.

 

Kłopoty z sukcesją

Wejchert z Walterem stosunkowo wcześnie zaczęli myśleć o tym, jak zapewnić ich koncernowi trwanie przez pokolenia. Do sukcesji przygotowywali pierworodnych. Piotr Walter i Łukasz Wejchert mieli wejść w role zaplanowane przez ojców. Proces przekazywania władzy zaczął się już w 2001 r., kiedy stanowisko prezesa TVN przejął po ojcu Piotr Walter, a do zarządu trafił Łukasz Wejchert. Seniorzy skoncentrowali się na zarządzaniu rodzinnym holdingiem ITI, który planowali wprowadzić na giełdę. Szybko się jednak z tego wycofali. Struktura rodzinnego biznesu była zbyt zawiła jak na wymogi publicznej spółki. Prostszym rozwiązaniem było wprowadzenie na giełdę TVN.

Proces sukcesji rzadko przebiega bezboleśnie. – Tylko 30 proc. firm przechodzi z pokolenia na pokolenie. Z naszych badań wynika, że o wiele częściej właściciele deklarują, że mają sukcesorów, niż sukcesorzy zdradzają chęć do wejścia w firmowe obowiązki – wyjaśnia dr Adrianna Lewandowska, prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego.

Juniorzy rywalizowali ze sobą. Łukasz Wejchert, zafascynowany nowymi technologiami, znalazł sobie internetową niszę w Onecie, oddając Piotrowi Walterowi telewizyjne pole. Wszyscy widzieli jednak, że nie ma między nimi chemii takiej, jaka łączyła ojców. Seniorzy czuwali jednak nad wszystkim z tylnych siedzeń rodzinnego holdingu. I wciąż konstruowali skomplikowane biznesowe łamigłówki między rodzinnym ITI i giełdowym TVN. Czasem prowadziło to do podejrzeń, że wyprowadzają z TVN pieniądze, jak w przypadku sprzedaży przez ITI platformy „n”.

Msza za stację

Najbardziej dramatyczny dzień nadszedł 31 października 2009 r. Umarł Jan Wejchert. Szef ITI, główny udziałowiec i mózg biznesowego konglomeratu, zostawił po sobie grono spadkobierców i wiele nierozwiązanych problemów. To właśnie tego dnia pojawił się na horyzoncie autobus z napisem „koniec”.

Sytuacja finansowa TVN robiła się coraz trudniejsza, zmuszając zarząd i udziałowców do szukania ratunku. Nie tylko poprzez emisję obligacji, ale nawet przez zamawianie mszy świętych w kościele św. Anny w Wilanowie w intencji spółki. Kiedy okazało się, że Łukasz Wejchert i jego siostry (z pierwszego małżeństwa) chcą się wycofać, stało się jasne, że rodzinna firma się kończy. Młodych Wejchertów spłacono, wydając 230 mln euro, co pogłębiło problemy finansowe. W ITI została ich macocha Aldona.

Zaczęło się wyprzedawanie poszczególnych składników medialnego koncernu: „Tygodnika Powszechnego”, wydawnictwa Pascal; firmy producenckiej pozbyto się już wcześniej. Większościowy pakiet Onetu kupił koncern Ringier Axel Springer, Multikino – brytyjsko-irlandzki koncern Vue Entertainment. Legię przejęli Bogusław Leśnodorski i Dariusz Mioduski, zaś platformę „n” z częścią TVN – Canal+. Pozostała już tylko resztówka akcji TVN, która czeka na nabywcę.

Mariusz Walter przestał być szefem ITI. W wywiadach – mimo ogromnego majątku zgromadzonego przez założycieli (Aldonę Wejchert z dziećmi ostatni „Forbes” wycenił na 800 mln zł, Mariusza Waltera z rodziną – na 550 mln, Łukasza Wejcherta na 350 mln zł) daje o sobie znać jakaś gorycz porażki, nostalgia za złudzeniami, planami sprzed lat. Podczas niedawnej fety z okazji 10-lecia debiutu giełdowego TVN senior ani junior nie pojawili się na scenie. Mariusz Walter wspomniał kiedyś, że drugi raz nie zdecydowałby się na telewizyjny biznes. Pod wrażeniem rozpadu konkurenta jest Zygmunt Solorz-Żak. „Janek by nie sprzedał ITI” – komentuje.

I on myśli o sukcesji w swojej firmie. Przygotowuje syna Tobiasza, ale też ma problem z zarządzaniem. Niedawno odszedł wieloletni prezes Cyfrowego Polsatu Dominik Libicki, uznawany za jednego z najzdolniejszych polskich menedżerów. Podobno nie dogadywał się z młodym Solorzem. To częsty problem w firmach rodzinnych, gdy instynkt rodzicielski musi konkurować z instynktem biznesowym.

Telewizja ma się dobrze

Od 2009 r. TVN kieruje Markus Tellenbach, szwajcarski menedżer związany w przeszłości z News Corporation należącym do Ruperta Murdocha. Po raz pierwszy kierownictwo stacji przejął człowiek niemówiący po polsku, dla którego największym językowym wyzwaniem jest wymówienie nazwiska Miszczak.

– Tellenbacha nie interesują programy, od tego ma Adama Pieczyńskiego (od programów informacyjnych) i Edwarda Miszczaka (od programów rozrywkowych). Jego interesują wyniki oglądalności i wpływy reklamowe. Jeżeli program albo kanał tematyczny nie spełnia biznesowych oczekiwań, to po prostu go skreśla – tłumaczy jeden z pracowników TVN. Tellenbach zdołał wyciągnąć TVN ze strat, porządkuje interesy, szuka nabywców, w czym pomagają mu międzynarodowe kontakty w świecie medialnym. A ostatnio musi sobie także radzić z kryzysem wywołanym aferą Durczoka i podejrzeniem, że w firmie uznawanej za najbardziej prestiżowego pracodawcę dochodzi do mobbingu i molestowania seksualnego.

Biznes telewizyjny bardzo się zmienił, od kiedy Walter z Wejchertem postanowili stworzyć własną stację. Nowe technologie wpływają na zmiany zachowań widzów. Zwłaszcza internet, który coraz częściej zastępuje młodym ludziom tradycyjną telewizję, z jej ramówką, kanałami, podziałem godzin. YouTube, wideo na żądanie, platformy rozrywkowe, aplikacje mobilne – wszystko to sprawia, że biznesowe ryzyko rośnie. Przybywa kanałów tematycznych, które odbierają widownię wielkiej trójce (TVP, Polsat, TVN). Telewizyjny tort reklamowy jest wprawdzie wciąż największy, ale gąb do wyżywienia przybywa. – Zapowiedzi, że tradycyjna telewizja umiera, są jednak przesadzone. Statystyczny Polak w ciągu doby spędza przed telewizorem ok. 4 godzin. I nic nie wskazuje, żeby to się miało zmienić – przekonuje Maciej Korzeniowski.

Dla nabywcy liczy się silna marka TVN i ponad 20-proc. udział w polskiej widowni telewizyjnej. Walter i wspólnicy z ITI, odjeżdżając autobusem z napisem „koniec”, zostawiają sprawnie działającą biznesową maszynę. Posłuży do budowy innego koncernu medialnego. Szkoda, że będzie to koncern amerykański, a nie polski, o czym marzył Mariusz Walter.

Polityka 10.2015 (2999) z dnia 03.03.2015; Rynek; s. 36
Oryginalny tytuł tekstu: "Do widzenia TVN"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną