Rynek

Minister Szczurek podłożył barom świnię

Czy bary mleczne przestaną istnieć?

Minister finansów Mateusz Szczurek na obiedzie w barze mlecznym Bieńczyce w Nowej Hucie. To miała być „zupa pokoju”. Minister finansów Mateusz Szczurek na obiedzie w barze mlecznym Bieńczyce w Nowej Hucie. To miała być „zupa pokoju”. Łukasz Krajewski / Agencja Gazeta
W przywrócenie prawa do pieprzenia potraw w barach mlecznych zaangażował się nawet prezydent. Pieprz wrócił, ale pod ciosami fiskusa masowo znikają same bary mleczne.
Krakowska akcja barowa w obronie przypraw.Beata Zawrzel/Reporter Krakowska akcja barowa w obronie przypraw.

W sprawie pieprzu prezydenta Bronisława Komorowskiego zaalarmował Kazimierz Kubrak z małopolskiej Solidarności, pracownik baru mlecznego w Nowej Hucie. Zwrócił uwagę na niefortunne rozporządzenie ministra finansów, które na liście 74 surowców dotowanych przez państwo nie umieściło przypraw. Żadnych, nawet pieprzu czy majeranku. Barom mlecznym do gotowania potraw dotowanych wolno używać tylko surowców dotowanych. Na taki pomysł minister finansów wpadł w grudniu ubiegłego roku.

Teraz trzeba będzie alarmować prezydenta w sprawie skwarków. W zupie, która po zmianie przepisów może już być popieprzona, nie może bowiem pływać ani jedna skwarka. Do żurku nie wolno już dodawać kiełbasy, a grochówki w żadnym razie gotować na wędzonce. Państwa, zdaniem ministra Mateusza Szczurka, nie stać na to, by dotować zjadaczy mięsa. Skwarki można więc dodawać na specjalne życzenie konsumenta jako drugą, niedotowaną potrawę. Gorzej z grochówką.

Dzięki pomysłowości urzędników fiskalnych w barach mlecznych nadal trwają kuchenne rewolucje.

Kto ma prawo do pieprzenia

Gdyby Kubrak nie wstrzelił się w gorący okres kampanii wyborczej, odpowiedź z Kancelarii Prezydenta, być może, ograniczyłaby się do słów: „wyjaśniamy, że Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej nie zmienia rozporządzeń wydawanych przez członków Rady Ministrów i nie ingeruje w ich treść, ale wnioski są wnikliwie analizowane i przekazywane Głowie Państwa. Pan Prezydent przykłada do przekazywanych w nich uwag i spostrzeżeń dużą uwagę. Pomaga to Głowie Państwa utrzymać kontakt ze społeczeństwem, lepiej poznać jego problemy i oczekiwania”. Z poważaniem Wojciech Zabłocki, starszy referent Biura Listów i Opinii Obywatelskich Kancelarii Prezydenta RP.

Najwyraźniej jednak starszy referent do tak sformułowanej odpowiedzi się nie ograniczył. Sprawa niefortunnego rozporządzenia ministra stawała się coraz głośniejsza i – w kampanii wyborczej – dość niewygodna dla urzędującego prezydenta. Przedsiębiorcy prowadzący bary mleczne w Krakowie wspierani przez studentów zawiązali inicjatywę pod nazwą Narodowy Bar Mleczny organizującą happeningi. Spośród setki funkcjonujących jeszcze w kraju barów mlecznych najwięcej ostało się właśnie w Małopolsce, aż 36. W samym Krakowie jest ich jeszcze 26. Na rynku, pod pomnikiem Mickiewicza uczestnicy happeningu umieścili transparenty „Nie tylko ministerstwo ma prawo do pieprzenia”. Pogląd publicznie podzielili artyści Zbigniew Wodecki oraz Andrzej Sikorowski.

Dostałem cynk z ministerstwa, że po moim liście prezydent rozmawiał w tej sprawie z ministrem – zdradza Kazimierz Kubrak. Waldemar Domański, animator Narodowego Baru Mlecznego, też cieszy się sukcesem. Mateusz Szczurek po głośnym happeningu kilkakrotnie zapraszał do Warszawy pracowników barów na konsultacje, jak właściwie powinno wyglądać niefortunne rozporządzenie. Wspólnie wydłużali listę dotowanych surowców nie tylko o pieprz i majeranek, ale nawet o imbir, lubczyk czy bazylię. Już nie trzeba, jak w czasach PRL, szukać gwałtownie zamiennika dla liści laurowych. Okres niepieprzenia w barach skończył się 1 kwietnia. Sukces został uwieńczony obiadem w barze mlecznym Bieńczyce w Nowej Hucie. Fundatorem imprezy było nowohuckie PSS Społem.

Kubrak od swojej szefowej Urszuli Waligóry, prezeski tamtejszego Społem, otrzymał mail: „o godz. 13 w barze Bieńczyce ma gościć u nas na obiedzie Minister Mateusz Szczurek, ktoś z Rady Dzielnicy, Prezydent Miasta Krakowa. Serdecznie zapraszam również Pana, jako zaangażowanego w sprawę działacza”.

Na wieńczącym sukces obiedzie było tak wiele kamer telewizyjnych, że ani Kubrak, ani Domański nie byli w stanie zapytać ministra, dlaczego poprawione rozporządzenie jest jeszcze gorsze niż poprzednie? Kryje jeszcze więcej pułapek na prowadzących bary. W związku z czym fiskus coraz więcej barów mlecznych wykańcza karami. Liczba placówek wydających dotowane posiłki gwałtownie maleje. Obecne na obiedzie z ministrem media doniosły, że problem pieprzu został rozwiązany. Wiadomość, że bary znikają, do publiczności nie dotarła.

Dyskretne dożywianie narodu

Tymczasem na przedsiębiorców prowadzących barowy interes padł blady strach. W teren ruszyły bowiem kontrole izb skarbowych z nowymi wytycznymi. Urzędnicy skarbowi w naszym kraju mają być bardziej skuteczni, tak brzmią aktualne wytyczne ministra finansów. Skuteczność ma wynosić 80 proc. To znaczy, że taki odsetek kontroli musi się zakończyć nałożeniem kary finansowej na kontrolowanego. Po zastosowaniu w praktyce nowych wytycznych okazało się, że to właśnie bary mleczne, ta „dyskretna forma dożywiania narodu”, są siedliskiem przestępców skarbowych. Masowo są więc karane.

Bar Poranek w Słupsku ma oddać fiskusowi ponad 1 mln zł, więc na bruk pójdzie cała załoga. Skarbowymi przestępcami okazało się wszystkie dziewięć barów mlecznych w Poznaniu, prowadzonych przez GSS Społem. Kontrolerzy zapowiedzieli, że spółdzielcy będą musieli zapłacić 2,2 mln zł. Potężne kary wymierzono na Pomorzu. Na czele ukaranych stanął prywatny właściciel popularnej gdańskiej Perełki. Oba bary w Toruniu spodziewają się decyzji nakazującej zapłatę 324 tys. zł. Wszystkie te decyzje oznaczają dla przedsiębiorców finansową ruinę. Na barach mlecznych nie robi się kokosów.

Przestępstw dokonuje się na skwarkach. Jako się rzekło, dotowane przez państwo potrawy wolno robić wyłącznie z dotowanych surowców (po zwycięskiej batalii Narodowego Baru Mlecznego Ministerstwo Finansów rozszerzyło listę z 74 do 94 pozycji). Ale – i to jest druga strona patelni – dotowanych surowców nie można dodawać do niedotowanych potraw. Więc skoro na liście są np. dotowane jajka czy majeranek, to nie wolno ich dodawać ani do kotletów, ani do żurku, w którym pływają niedotowane skwarki czy biała kiełbasa. – Mięsa na liście surowców dotowanych nie ma – wyjaśnia Michał Baj z MF. W myśl tej nowej zasady ruskich pierogów nie wolno więc nawet polać roztopioną słoniną. Ministerstwo na dotowanie mięsa się nie godzi w obawie, że po dotacje wyciągnie ręce jeszcze więcej przedsiębiorców.

Nowe wytyczne mają niszczący skutek; ze strachu przed zmasowanymi kontrolami fiskalnymi z dotacji rezygnują nawet bary mleczne, które przetrwały zakusy Balcerowicza i Millera. Kultowy bar mleczny Bambino przy ul. Kruczej w Warszawie właśnie to zrobił. Państwowych pieniędzy nie chcą już zarówno prywatne bary w Gdańsku, Krakowie i Wrocławiu, jak i społemowskie w Białymstoku, Bydgoszczy, Poznaniu, Słupsku, Toruniu, Tarnobrzegu i wielu innych miastach. Dla bywalców oznacza to wzrost cen, przeciętnie o 40 proc. W barach się przerzedziło.

Konsumenci ani przedsiębiorcy nie są w stanie zrozumieć, dlaczego przez tyle lat skwarki w zupie fiskusa nie drażniły, a teraz okazały się dla budżetu państwa tak groźne. – Każdy bar mleczny był kontrolowany przez urząd skarbowy, zanim otrzymał dotację – zapewnia Dorota Szadkowska, prezes Społem w Toruniu, które też zrezygnowało z budżetowego wsparcia. W mieście nie będzie już ani jednego baru z tanimi posiłkami. – Do tej pory wszystko było w porządku. A teraz za ten sam, już raz kontrolowany, okres każą nam dotacje zwracać. Prawo działa wstecz. Ludzie już nam tych niesłusznie dotowanych skwarków nie zwrócą.

Roczna dotacja do 100 barów mlecznych w 2014 r. miała wynieść niecałe 20 mln zł. Nie została wykorzystana. W tym roku minister finansów zaoszczędzi na barach kolejne kilka milionów złotych. Błyskawicznie znikają z miejskiego krajobrazu.

Partia przyjaciół barów

W barach mlecznych tkwi wielki, na razie słabo wykorzystany, potencjał polityczny. W Warszawie ujawnił się kilka lat temu podczas akcji obrony przed likwidacją baru Prasowego. Obok siebie stanęli studenci, hipsterzy, wegetarianie i emeryci. Partia Zielonych, która ich połączyła, po ostatnich wyborach samorządowych weszła nawet do rady miasta. I tam zniknęła, działaczy ruchów miejskich wchłonęły grupy interesów związane z poszczególnymi partiami.

Polityczny potencjał tkwi w Narodowym Barze Mlecznym, wystarczy się tylko podłączyć. Działacze wirtualnego ruchu, który w realu materializuje się jedynie podczas happeningów, zadają w internecie pytania, których nie potrafią zadać posłowie. „Przez lata urzędnicy patrzyli w te same papiery i nie znajdowali uchybień. Tymczasem rozporządzenie ministra cudownie przywróciło im sokoli wzrok. Kary za stosowanie przypraw i obecność skwarków w zupach sięgają kilku lat wstecz. Czy ktoś za ten brak wcześniejszej ostrości widzenia stracił pracę lub został ukarany grzywną lub przynajmniej odebraniem premii? Jedynie bary mleczne”.

Ostatnio do walki o znikające bary dołączył Grzegorz Napieralski, do niedawna w  SLD. Nie protestował, gdy Leszek Miller, jako premier lewicowego rządu, próbował odebrać barom dotację. Zmienił poglądy, gdy został w partii zawieszony na 3 lata. Akces do powstającej partii przyjaciół barów deklaruje także Andrzej Rozenek (kiedyś Ruch Palikota). Im głośniej będzie o konieczności ratowania barów mlecznych, tym większa liczba znikających polityków dostrzeże w tym szansę na ratowanie własnej pozycji.

Ministerstwo Finansów zdaje sobie sprawę, że krucjata przeciwko barom fatalnie wpływa na wizerunek rządzących. Michał Baj obiecuje nękanym barom pomoc. Mogą iść do sądu. Gdyby wyroki okazały się dla nich niekorzystne, ministerstwo może im należność rozłożyć na raty, a może nawet umorzyć. Po wyborach.

I wiadomość z ostatniej chwili. Pieniądze, jakie na barach mlecznych zaoszczędzi minister finansów, zostaną przeznaczone na dopłaty do przechowywania wieprzowiny. Pod naciskiem rolników na tę formę wsparcia zgodziła się właśnie Komisja Europejska. Do Agencji Rynku Rolnego zgłosiło się już 38 prywatnych chłodni po pieniądze na przechowywanie ponad 6275 ton wieprzowiny.

Zamiast dopłacać do skwarków w zupie, które zjedzą niezamożni, dopłacimy do przechowywania mięsa, którego nie zje nikt.

Polityka 18.2015 (3007) z dnia 27.04.2015; Rynek; s. 52
Oryginalny tytuł tekstu: "Minister Szczurek podłożył barom świnię"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Blue monday. Dlaczego ten koncept nie ma sensu?

20 stycznia 2020 – w ten dzień wypada w tym roku tzw. blue monday, trzeci poniedziałek stycznia, zwany także „najbardziej depresyjnym dniem roku”. Termin zrobił zawrotną karierę w mediach, ale pojawia się też w publikacjach naukowych. Czy słusznie?

Marcin Nowak
20.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną