Renacjonalizacja według PiS

Skarb z odzysku
Rząd PiS kończy z prywatyzacją i zaczyna proces odwrotny – renacjonalizację. Lista spółek do odbicia jest długa. To nie będzie operacja w białych rękawiczkach.
Jak PiS odzyska PKP Energetykę? Czy uda się podważyć prywatyzację?
Kamil Gozdan/Agencja Gazeta

Jak PiS odzyska PKP Energetykę? Czy uda się podważyć prywatyzację?

Kampania przed ostatnimi wyborami. Jarosław Kaczyński z wizytą u górali w Zakopanem. Zapowiedział, że jak trzeba będzie bronić polskości kolejki, wezwie na pomoc Lasy Państwowe.
Marcin Szkodziński/Forum

Kampania przed ostatnimi wyborami. Jarosław Kaczyński z wizytą u górali w Zakopanem. Zapowiedział, że jak trzeba będzie bronić polskości kolejki, wezwie na pomoc Lasy Państwowe.

Na początek trzeba odzyskać Kasprowy Wierch. Dlaczego? „Bo to nasze dziedzictwo, nasze narodowe dobro” – przekonuje Jarosław Kaczyński. Podczas wizyty w Zakopanem uspokajał górali: „Już dziś toczą się procesy, które być może pozwolą nam odzyskać sprzedaną przez rząd PO kolejkę na Kasprowy”. Zakopiańscy samorządowcy PiS zyskali wsparcie samego prezesa oraz jego rządu, bo sprawa jest poważna.

Pojawiło się podejrzenie, że Kasprowy Wierch został nie tylko sprzedany, ale wręcz oderwany od Polski i przyłączony do księstwa Luksemburga. Wszystko za sprawą sprzedaży spółki Polskie Koleje Linowe, której perłą w koronie jest kolejka linowa na Kasprowy. Wraz z szeregiem innych kolejek w Tatrach i Beskidach (Gubałówka, Góra Żar, Jaworzyna Krynicka, Góra Parkowa, Palenica, Mosorny Groń) kupiła ją spółka Polskie Koleje Górskie od Grupy PKP za 215 mln zł.

PKP wystawiła na sprzedaż kolejki oraz kilka innych swoich spółek po to, by zmniejszyć gigantyczne zadłużenie. I to się udało – dług PKP z 4 mld zł skurczył się do 500 mln zł. Dziś jednak sprzedane spółki PKP są na krótkiej liście do pilnego odzyskania. A PKL na pierwszym miejscu. To spółka strategiczna, bo wozi naród na Kasprowy i Gubałówkę.

Szczyt protestu

Polskie Koleje Górskie zostały stworzone przez miasto Zakopane oraz gminy Bukowina Tatrzańska, Kościelisko i Poronin. Górale w walce o PKL pokonali wielu konkurentów z Polski i Słowacji, bo do Kasprowego i Gubałówki mieli mocne prawo moralne. Nie mieli jednak pieniędzy. Te zaoferował fundusz inwestycyjny Mid Europa Partners (do którego należy m.in. sieć Żabka), wchodząc z góralami do spółki. Efekt tego jest jednak taki, że fundusz ma większość akcji PKG i ją kontroluje, więc górale są rozżaleni.

Dlatego zaczęli wojnę ze sprywatyzowanymi, po trosze własnymi, Polskimi Kolejami Linowymi. Alarmują, że fundusz, kupując PKL, posłużył się spółką Altura zarejestrowaną w Luksemburgu, czyli że Kasprowy należy teraz do Luksemburga. Kiedy więc spółka PKG, jako podmiot z kapitałem zagranicznym, wystąpiła do MSW o zgodę na przejęcie nieruchomości należących do PKL, górale zaprotestowali.

Oczywiście największy sprzeciw wzbudziła sprawa nieruchomości na Kasprowym Wierchu. Starosta tatrzański Piotr Bąk (PiS) poinformował zakopiańskich radnych, że robi, co może, by narodowa góra nie została wywłaszczona przez kapitał zagraniczny. Bo prawowitymi właścicielami są Skarb Państwa oraz PTTK. Zapowiedział też szereg procesów sądowych przeciw PKL. Agnieszka Jabłońska-Twaróg, rzeczniczka PKL, jest tym zdziwiona, bo PKL nigdy nie rościły sobie praw do własności tatrzańskiego szczytu. – PKL jedynie dzierżawi od Skarbu Państwa tereny na Kasprowym Wierchu, płacąc podatki w Zakopanem – wyjaśnia.

Starosta Bąk twierdzi, że prywatyzacja kolejki odbyła się na granicy prawa, bo Kasprowy leży na terenie parku narodowego, czyli należy do strategicznych zasobów kraju. Także inne samorządy są oburzone przyłączaniem ich gór do Luksemburga. „Nieruchomości te są położone w strefie nadgranicznej i mają znaczenie strategiczne” – alarmował MSW burmistrz Szczawnicy w sprawie kolejki na Palenicę.

Prywatny właściciel PKL zadeklarował znaczne inwestycje mające podnieść turystyczne walory ośrodków górskich, w których działają kolejki. Zwłaszcza w Zakopanem. Po inwestycjach i modernizacji fundusz chce się wycofać, kierując PKL na giełdę. Wygląda jednak na to, że nie będzie to takie proste. Bo lokalne władze, zwłaszcza Zakopanego, nie zamierzają współpracować z kolejkowym inwestorem i czekają, kiedy rząd odzyska PKL.

Obiecał to prezydent Andrzej Duda, a prezes Kaczyński wręcz zadeklarował, że jeśli nie uda się podważyć prywatyzacji, to w ostateczności spółka zostanie wykupiona przez Lasy Państwowe (które kiedyś uczestniczyły w przetargu na PKL). W Lasach Państwowych wiedzą tyle, co prezes powiedział. Oferty jeszcze nie składali.

Na razie nie planujemy sprzedaży Polskich Kolei Linowych. Jesteśmy inwestorem długoterminowym. Mamy plany związane z rozwojem spółki, ale realizacja przedłuża się ze względu na liczne przeszkody formalne i trudną współpracę z lokalnymi władzami – wyjaśnia Zbigniew Rekusz, senior partner w Mid Europa Partners. Dziwią go też informacje, że PKL zostaną wykupione akurat przez Lasy Państwowe. Fundusz sam decyduje, kiedy wyjść z inwestycji. Robi to po dokonaniu wyceny i w trybie konkurencyjnym, wybierając najatrakcyjniejszą ofertę, a nie tę, którą wskażą mu władze. Tego wymagają inwestorzy, którzy powierzyli funduszowi pieniądze.

Grupa trzymająca za gardło

Jeszcze się zdziwią, kiedy dostaną „propozycję nie do odrzucenia”. Chyba fundusz nie zorientował się, że mamy rewolucję – śmieje się jeden z urzędników Ministerstwa Skarbu Państwa. W MSP działa specjalny zespół przygotowujący akcję odzyskiwania sprywatyzowanych spółek, których pilnego odzyskania domaga się prezes. To młodzi rewolwerowcy, którzy przy okazji dostali zadanie rozliczenia „złodziejskiej prywatyzacji PO”. Tego oczekują wyborcy.

Dano im ogromną władzę, a są przekonani, że cel uświęca środki. Kiedy słyszą, że coś jest niemożliwe, bo zabrania tego prawo, pytają: „który to przepis i jak go trzeba zmienić, żeby stało się możliwe?”. Zarządzenie ministra? Rozporządzenie Rady Ministrów? Ustawa? Nie ma problemu, wszystko możemy zmienić od ręki – wyjaśnia nasz rozmówca. Analizowany jest nie tylko proces prywatyzacji pod kątem jej podważenia, zbierane są rozmaite haki na urzędników, którzy się tym zajmowali, a także na prywatnego inwestora. Chodzi o to, by wywrzeć na niego odpowiednią presję.

Możliwości takiego działania opisał kiedyś minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz, podczas słynnej, nielegalnie nagranej rozmowy z prezesem NBP Markiem Belką. Opowiadał, jak władza może dociskać biznesowe „tłuste misie” przy pomocy służb, policji, aparatu skarbowego itd. – Urząd dozoru technicznego, inspekcja pracy, straż pożarna, konieczność uzyskiwania zgód i administracyjnych pozwoleń, podwyższanie wymagań technicznych – są tysiące sposobów, żeby sparaliżować działalność takiej firmy jak PKL. I każdej innej, którą państwo będzie chciało odzyskać – wyjaśnia nasz rozmówca.

PKP pod napięciem

W trakcie rozpracowywania są spółki, które PiS wybrał sobie jeszcze w czasach, gdy był w opozycji. Chodzi zwłaszcza o te, które sprzedała Grupa PKP. Bo PiS ma wielkie plany wobec narodowego przewoźnika. Chce nie tylko, żeby woził naród, ale też zapewnił mu tani... dach nad głową i to bynajmniej nie w wagonach. PKP są największym posiadaczem gruntów w miastach, które mają być wykorzystane do budowy domów.

Trzeba więc wszystko odzyskać, a przede wszystkim to, co straciła PKP Energetyka. Za ponad 1,4 mld zł kupił ją w ubiegłym roku brytyjski fundusz CVC Capital Partners, przebijając mocno cenę, jaką zaoferował państwowy koncern Energa. PKP Energetyka to spółka, która zaopatruje kolej w energię elektryczną i zapewnia utrzymanie sieci trakcyjnej. Należą do niej podstacje, za pośrednictwem których zasilana jest sieć.

Na pierwszy rzut oka wydaje się to dość newralgiczny element systemu kolejowego. Dlatego posłowie PiS Andrzej Adamczyk i Krzysztof Tchórzewski w poprzedniej kadencji Sejmu próbowali zablokować prywatyzację, przekonując, że zagraża to bezpieczeństwu państwa. Dwukrotnie składali wnioski do prokuratury „w sprawie możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby odpowiedzialne za prywatyzację PKP Energetyka”. Za każdym razem były oddalane. Zastrzeżeń nie miał UOKiK ani Komisja Europejska.

Inwestor przyjął strategię ofensywną, atakując obu polityków, zwłaszcza Tchórzewskiego. Przypomniał, że już w 2000 r. rząd AWS, którego Tchórzewski był członkiem, przyjął ustawę o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji PKP. Zgodnie z obowiązującym do dziś prawem spółka miała zostać sprywatyzowana z wyłączeniem części infrastrukturalnej, czyli PKP PLK. Polityk jest urlopowanym pracownikiem PKP Energetyka, więc ma na względzie własny interes, a nie bezpieczeństwo państwa. Tymi wystąpieniami CVC Capital Partners rozsierdził polityków PiS, którzy dziś zajmują ministerialne stanowiska: Adamczyk jest ministrem infrastruktury, któremu podlega Grupa PKP, a Tchórzewski ministrem energii. Niech się fundusz nie zdziwi, gdy zacznie mieć kłopoty.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną