Nowe pomysły na przebudowę Mierzei Wiślanej

Port jak fort
Czy Jarosław Kaczyński zostanie Eugeniuszem Kwiatkowskim Elbląga?
MK/Polityka

Mierzeja Wiślana z lotu ptaka, widok na Krynicę Morską.
Kacper Kowalski/KFP

Mierzeja Wiślana z lotu ptaka, widok na Krynicę Morską.

Wizualizacja fragmentu kanału przygotowana przez Urząd Morski w Gdyni.
Urząd Morski w Gdyni

Wizualizacja fragmentu kanału przygotowana przez Urząd Morski w Gdyni.

Pod koniec maja rząd przyjął uchwałę o programie „Budowa drogi wodnej łączącej Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską”. Zakłada ona przekopanie w ciągu sześciu lat Mierzei Wiślanej i stworzenie toru wodnego o głębokości 5 m, tak by do Elbląga mogły wpływać statki z pominięciem kontrolowanej przez Rosję Cieśniny Pilawskiej. Statki niewielkie, ale większe od tych, jakie Elbląg – dziś formalnie port rzeczny – kiedykolwiek przyjmował.

Koszt budowy kanału oszacowano na 880 mln zł. To spełnienie obietnicy, którą Jarosław Kaczyński złożył w 2013 r. Prezes PiS, który swój pierwszy mandat do Senatu uzyskał niegdyś z województwa elbląskiego, obiecał zrobić z Elbląga czwarty port RP. Twierdził, że przekop to strategiczny projekt, ważny dla całej Polski, podobny do tego, jakim w II RP była budowa Gdyni. Złożył tę obietnicę z pokładu stateczku białej floty zacumowanego na rzece Elbląg. Na nabrzeżu elbląski „suweren” chłonął każde słowo.

Przekop z tatą Mierzeję

Pomysł wyszedł z kręgów inżynierskich od nieżyjącego już prof. Tadeusza Jednorała. W świadomości elblążan zakorzenił się w latach 90. jako lekarstwo na trudności rozwojowe miasta i na traumę utraty statusu województwa. Uchwycili się go, jak zbawienia, politycy różnych opcji. Może dlatego, że zwalniał z poszukiwania innych dróg rozwoju. Zawładnął społeczną wyobraźnią, stając się nadzieją, ale i przekleństwem tego miasta, które ciągle marzyło o prawdziwym porcie i przekopie. Stał się też dyżurną kiełbasą wyborczą. Internet komentował to lakonicznie: „W każde święta Kevin sam w domu, w każde wybory przekop mierzei”.

Polityczni kopacze prześcigali się w happeningach, które dawały medialne pięć minut. W 2006 r. posłanka Elżbieta Gelert (PO) na nabrzeżu portowym w Kątach Rybackich wzniosła pomnik przekopu w postaci łopaty wbitej w ziemię, z przesłaniem: konieczny, możliwy, potrzebny. Było to za pierwszych rządów PiS, gdy Rosjanie wstrzymali żeglugę polskich statków przez Cieśninę Pilawską. Rząd Jarosława Kaczyńskiego pomachał wtedy szabelką, wpisując przekop na listę projektów strategicznych. A w listopadzie 2007 r. na swoim ostatnim posiedzeniu podjął formalną decyzję o przekopie. POLITYKA stawiała wtedy pytanie: czy ten gest Kozakiewicza ma sens?

Potem już nie było w Elblągu kampanii wyborczej bez przekopu. W 2013 r. słowa prezesa pomogły zostać prezydentem miasta Jerzemu Wilkowi z PiS. W kwietniu 2014 r. prezes Kaczyński przywiózł tu Karola Karskiego, jedynkę na liście PiS z okręgu warmińsko-mazursko-podlaskiego do europarlamentu. Obaj panowie najbardziej skupili się na przekopie. Prezes mówił: „to przedsięwzięcie nietrudne, już zaplanowane, gotowe, ale Donald Tusk się go przestraszył, nie chciał narażać się Putinowi. Uważał, że Putin jest dobry i dlatego trzeba zachować sytuację, w której Rosjanie mają decydować, co się dzieje na polskiej ziemi. Chcemy tę starą, przegniłą klasę polityczną odegnać od władzy. Jeżeli tego nie zrobimy, to będzie tak jak dotąd”.

Przed wyborami samorządowymi w 2014 r. Jerzy Wilk też grał przekopem. Zabiegając o reelekcję na fotel prezydenta miasta, urządził happening „edukacyjny” dla dzieci – Przekop z Tatą Mierzeję, Wykop z Mamą Wiatrak. Ustawiono piaskownicę i kandydat jako pierwszy chwycił za łopatę. Ale „suweren” zmienił zdanie i Wilk w tych wyborach na prezydenta przepadł.

W tym samym czasie Jerzy Wcisła, też elblążanin, ale z PO, od lat wielki orędownik przekopu, żeby udowodnić, że PO nie zasypia gruszek w popiele, sfotografował się z dokumentami, które w tej sprawie wyprodukował rząd Kaczyńskiego (18 stron) i rząd Tuska (ponad 3 tys. stron).

Wybory parlamentarne w 2015 r. Wilka wprowadziły do Sejmu, a Wcisłę do Senatu. W kampanii w 2015 r. chyba tylko Nowoczesna odważyła się popłynąć pod prąd. Inni „grzali” temat. Andrzej Jaworski z Gdańska i Leonard Krasulski z Elbląga (obaj z PiS) odwiedzili z łopatami Kąty Rybackie, te same, w których pomnikową łopatę 10 lat wcześniej wbiła Elżbieta Gelert z PO. Krasulski przy okazji przypomniał sobie, jak w 2011 r. kopał w tym miejscu z Anną Fotygą, byłą szefową MSZ. Kopacze tradycyjnie zapewniali, że to nie jest kanał wyborczy.

Cud gospodarczy, czyli sufitologia stosowana

W 2013 r., gdy Kaczyński zapowiadał w Elblągu drugą Gdynię, Tusk, wtedy jeszcze w roli premiera, najpierw uznał projekt za „polityczny trik”, zamierzenie o wątpliwym sensie ekonomicznym. Zwolennikom zalecał chłodną kąpiel. Ale rychło spuścił z tonu. Chyba w obawie, że zaszkodzi elbląskiej reprezentacji PO. Zagrał na przeczekanie: potrzebne są analizy, które wykażą opłacalność projektu. To właśnie te tysiące stron, z którymi w ostatniej kampanii sfotografował się Jerzy Wcisła. Raporty, studia, inwentaryzacje, analizy, ewaluacje, testy, prognozy... Sam tom I „Prognozy oddziaływania na środowisko programu wieloletniego »Budowa drogi wodnej łączącej Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską«” liczy ponad 600 stron. Tom III – streszczenie w języku niespecjalistycznym, to, bagatela, setka stron.

Nadzór nad całością przygotowań sprawuje Urząd Morski w Gdyni. W 2013 r. przedstawił on opinii publicznej korzystną prognozę przemawiającą za budową. Wynikało z niej, że inwestycja będzie miała znaczący, negatywny wpływ na krajobraz, na środowisko, w tym na chronione unijnym prawem obszary Natura 2000 (ochrona siedlisk i ptaków), ale broni się zyskami gospodarczymi i społecznymi.

Zaprotestował wtedy publicznie dr hab. Maciej Przewoźniak, szef zespołu, który przygotował prognozę. We wnioskach rekomendował odstąpienie od budowy kanału ze względu na znaczące negatywne skutki środowiskowe i niespełnianie wymogu tzw. nadrzędnego interesu publicznego. Okazało się, że Urząd Morski zamówił dodatkowy koreferat do opracowania Przewoźniaka. Z połączenia obu dokumentów wywiódł własne wnioski przychylne inwestycji.

Jakkolwiek patrzeć, straty przyrodnicze są pewne, konkretne i policzalne. A że nie wszystkie reakcje na ingerencję w naturę da się przewidzieć, mogą okazać się tylko większe. Dlatego przeciwko przekopowi protestuje Krynica Morska, która boi się o swoje plaże. Z kolei pożytki gospodarcze i społeczne z przekopu są wirtualne i mocno dyskusyjne. W 2015 r. port elbląski przeładował 207 tys. ton. Prognozy zakładają wzrost przeładunków do co najmniej 1,5 mln ton rocznie. A po rozbudowie portu (co oznacza dalsze inwestycje w nieobjęte programem mosty, nabrzeża, obrotnicę dla statków, bocznicę kolejową, w sumie ok. 250 mln zł) nawet do 3,5–4 mln ton rocznie.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną