Przesyt jabłuszkami. Czy nowy iPhone uratuje sprzedaż Apple?
Koncern Apple zaprezentował kolejny, siódmy już model iPhone’a. Jednak szanse na poprawę wyników sprzedaży są niewielkie.
Dominick/Flickr CC by 2.0

iPhone 7 przejdzie do historii, ale raczej nie jako telefon rewolucyjny, czy sprzedający się najlepiej w historii. Otwiera on erę smartfonów Apple bez standardowego gniazda słuchawkowego. Być może to znak czasów, a inni producenci wkrótce podążą śladami koncernu zarządzanego przez Tima Cooka. Jednak taka zmiana może raczej zniechęcić niektórych dotychczasowych posiadaczy telefonów Apple do wymiany ich na nowszy model. Zwłaszcza, że zwykłe słuchawki staną się wtedy bezużyteczne.

Tymczasem iPhone pozostaje dla Apple zdecydowanie najważniejszym produktem, odpowiadającym aż za dwa trzecie obrotów koncernu. Gorsza sprzedaż iPhone’a w ostatnich miesiącach spowodowała natychmiast słabsze wyniki Apple i rozczarowanie inwestorów. Inne urządzenia Apple zresztą też nie są hitami. iPad nie jest w stanie zrekompensować strat, bo fascynacja tabletami mija. Z kolei zegarek Apple Watch, którego nowy model też zaprezentowano wczoraj, to wciąż produkt niszowy i tak na razie pozostanie. To dlatego Apple wprowadza do sprzedaży nowego iPhone’a, chociaż poza usunięciem gniazda słuchawkowego żadnej rewolucji w nim nie ma. Lepszy aparat czy szybszy procesor to standardowe ulepszenia, które raczej szturmu na sklepy nie spowodują.

Apple wie, że najważniejsze dotąd dla rynki firmy – Europa i Ameryka Północna – są już jego produktami bardzo nasycone, a wielu użytkowników nie chce wymieniać ich tak często, jak życzyłby sobie tego koncern. Ogromne możliwości wzrostu są co prawda nadal w Chinach, ale tamtejsze władze zniechęcają coraz bardziej swoich obywateli do kupowania produktów Apple. Inwestorzy oczekują od tego giganta przełomu, zupełnie nowego, rewolucyjnego rozwiązania, które jak kiedyś iPod, iPhone i iPad, zadziwi świat i spowoduje euforię wśród klientów.

Ale takiego nowego hitu nie ma i raczej na razie nie będzie. Brakuje wizjonera Steve Jobsa. Tim Cook jest świetnym menedżerem, ale sukces Apple był zawsze związany z pomysłami przełomowymi, które potem inni naśladowali. Koncern ma na kontach ponad 200 mld dolarów gotówki, więc o przyszłość martwić się na razie nie musi. Ale nie da się bez końca zarabiać kolejnych miliardów, tylko odcinając kupony od starych pomysłów.

Premiera iPhone’a przypadła krótko po decyzji Komisji Europejskiej, nakazującej Apple zapłacenie ponad 13 mld euro zaległych podatków w Irlandii. „The Guardian” nawet namawia czytelników, żeby nie kupowali nowego iPhone’a, póki Apple tych podatków uczciwie nie zapłaci, na co się zresztą nie zanosi, bo przecież Amerykanie zapowiedzieli walkę przed sądem. Jednak takie bojkoty konsumenckie raczej nie są poważnym zagrożeniem dla Apple, bo większość ludzkości po prostu przyzwyczaiła się do tego, że bogaci stosują podatkowe sztuczki i nie zwraca na to specjalnej uwagi. Może to smutne, lecz taka jest prawda. Apple musi się raczej dziś martwić nie oburzeniem klientów na swoje praktyki, ale raczej ich znudzeniem. Bo po co znowu wydawać kilkaset dolarów czy euro, żeby dostać właściwie to samo?

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną